Poprawność polityczna jest ponoć winna wszelkim nieszczęściom współczesnego świata. To właśnie ona zawiodła w Paryżu, wystawiając francuską stolicę na łup terrorystów, była też przyczyną tragedii w Brukseli czy Londynie. Jedynie Polska jest bastionem wolności słowa i dzielnie broni się przed szalonym “lewackim” wymysłem. Tak przynajmniej twierdzą ludzie przedstawiający się jako dziennikarze oraz intelektualiści związani z polską prawicą.

Ci właśnie ludzie ziejący nienawiścią do legendarnej “poprawności politycznej” oraz mitologizujący historię polski stworzyli własną wersję tejże poprawności. Bo jak można określić sytuację, gdy nie można skrytykować żadnego aspektu powstania warszawskiego? Gdy bandy kryjące się po lasach od zakończenia drugiej wojny światowej są nazywane żołnierzami wyklętymi oraz okrzykiwane bohaterami? Słowo komentarza odmiennego od głównego nurtu – i już jest się radzieckim, przepraszam, sowieckim kolaborantem. Czyli złem wcielonym.  Za to polscy faszyści dumnie maszerują pod bramą Auschwitz podczas dnia pamięci o ofiarach Holocaustu, a czy wpis chwalący Leona Degrelle’a zostanie uznany za pochwałę faszyzmu – dopiero się przekonamy.

Żyjemy w kraju pochłoniętym prawicową poprawnością polityczną względem historii, tylko że inaczej niż w klasycznej poprawności politycznej tutaj służy ona do wymazania mniejszości oraz grup dyskryminowanych. W polskiej historii nie ma miejsca dla tatarów, prawosławnych Rusinów, Litwinów, Niemców czy Żydów. Niewiele brakuje, by prawica mówiła otwarcie, że są oni zagrożeniem dla “narodowo czystej” historii która ma generować tę “narodową dumę”, o której się tak hucznie skanduje.

Prawica skutecznie zagarnęła historię dla siebie, co widać choćby po wydziałach historycznych na uniwersytetach. Na samej dominacji nie spoczęła, teraz w obrzydliwy i toksyczny sposób wykorzystuje zakłamaną historię, konsolidując kulturową hegemonię w Polsce. Polska historia, a w szczególności najnowsza, jest bardzo trudna oraz naładowana silnym ładunkiem emocjonalnym – ale właśnie dzięki temu łatwo przekuć ją w polityczny sukces. Gnębione neoliberalnym wyzyskiem społeczeństwo woli słuchać o narodzie bohaterów niż o pogromie kieleckim. A dzięki opowieściom o „bohaterach wyklętych” prawica może coraz bardziej radykalizować społeczeństwo poprzez przyczepianie łatek zdrajców coraz to kolejnym mniejszościom oraz grupom. Wystarczy spojrzeć, jak przeinaczono historię Dąbrowszczaków oraz żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego.  Prawicowi historycy nie zajmują się analizą, często skomplikowanych, życiorysów żołnierzy służących w tych oddziałach. Nie interesują ich poglądy, motywy, przekonania. Jedynym zadaniem tych “historyków” jest zdyskredytowanie elementów niepasujących do czarno-białej opowieści. Ludzie walczyli z faszyzmem pod czerwonymi sztandarami? Wstępowali do milicji, żeby bronić się przed bandami? Tu zaczynają padać obelgi.

Nieprzypadkowo jest też wybór historycznych “bohaterów”, którzy muszą być odpowiednio wyselekcjonowani oraz spreparowani do politycznych potrzeb.  Najlepiej żeby za życia cierpieli oraz zginęli z rąk “wrogów ojczyzny”, a ich wrogowie muszą przynajmniej w jakimś stopniu pokrywać się z obecnymi oponentami. A więc mamy Sobieskiego, który ścierał się z muzułmanami, powstańców, którzy przeciwstawili się Niemcom, wyklętych oraz Romana Dmowskiego.

Jako że historia jest podstawą ideologii oraz podstawą egzystencji prawicy – od odkłamywania tej właśnie dziedziny lewica powinna zacząć swój długi marsz . Wydaje się, że to problem, bo kto to widział obrażać bohaterów? Niestety – zaniedbania w tej sprawie są tak wielkie, że odebranie prawicy monopolu na historię będzie niezwykle trudne. Z tym, że zwlekanie z tym tylko to zadanie utrudnia.

Prawica nie spocznie, póki nacjonalistyczny punkt widzenia będzie absolutnie chroniony przed innością. Przykład tego mieliśmy podczas słynnej już próby wprowadzenia ustawy o IPN, która de facto była próbą sznurowania ust ludziom oraz organizacjom stojącym na straży historii. Politycy PiS przedstawiali tę ustawę jako ochronę narodu polskiego oraz jego dziedzictwa. Tylko szkoda, że polska poprawność broni tych, których przed nikim nie trzeba bronić.

Zobacz także

Świat się nie kończy 12 lipca

Nic mnie tak nie irytuje w ostatnich dniach jak wezwania, by głosować na tego czy innego k…