– Wygraliśmy – powiedział wczoraj w Barcelonie lider Junts pel Si (kat. „Razem na tak”), Artur Mas i Gavarró. – To podwójne zwycięstwo, nasze i demokracji.

wikimedia commons
wikimedia commons

Policzono już 98 proc. głosów. 62 miejsca, czyli 39 proc. głosów, uzyskało ugrupowanie Masa, składające się zarówno z lewicowych, jak i prawicowych separatystów, których głównym celem jest niepodległość Katalonii. 8 proc. głosów zyskał CUP – daje mu to 10 mandatów – radykalnie lewicowa partia, która ma podobne cele. To daje zwolennikom niezależności bezwzględną większość.

Konserwatywny rząd Hiszpanii nie uznaje roszczeń Katalonii do niezależności. Zarówno na poziomie krajowym jak i lokalnym robi wszystko, żeby zatrzymać separatystyczne dążenia, co wyraźnie nie podoba się Katalończykom – we wczorajszych wyborach rządząca Partia Ludowa dostała jedynie 11 mandatów – o 8 mniej niż poprzednio. – Nie spodziewaliśmy się takiego wyniku i nie jesteśmy z niego zadowoleni – mówił Xavier García Albiol, lider lokalnych struktur. Hiszpańscy integryści byli bardziej skłonni do głosowania na Ciutadans (kat. „Obywatele”), nowe ugrupowanie liberalno-demokratyczne, które uzyskało 25 miejsc i drugi wynik w wyborach.

Anna Gabriel z CUP potwierdziła, że jej partia popiera projekt oddzielenia się od Hiszpanii, chce jednak dokonać tego szybciej niż w ciągu zapowiadanych przez Masa 18 miesięcy. Sama postać lidera „Razem na tak” jest dla CUP kontrowersyjna – Mas był przywódcą rządzącej przez ostatnie 5 lat liberalno-konserwatywnej Demokratycznej Konwergencji, która poza domaganiem się niepodległości Katalonii prowadziła ostrą politykę austerity, jest też zamieszana w kilka afer korupcyjnych.

Mas ogłosił wczoraj, że pierwszym krokiem do uzyskania przez Katalonię niepodległości będzie ogłoszenie w ciągu kilku dni odpowiedniej deklaracji, a następnie mają się odbyć negocjacje z przedstawicielami rządu i Unii Europejskiej na temat granic nowego państwa. „Razem na tak” zapowiada też natychmiastowe tworzenie struktur dyplomatycznych, banku centralnego i innych instytucji, koniecznych do funkcjonowania państwa. Mariano Rajoy, premier Hiszpanii, zapowiedział już, że zrobi wszystko, żeby zatrzymać te działania na drodze prawnej.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

,,Nasz rząd wspiera głównie firmy i zapomina o pracownikach” – wielotysięczne protesty robotnicze w Portugalii

Tysiące pracowników demonstrowało się w sobotę w miastach i miasteczkach na terenie całej …