Lider Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD), Mark Rutte, po raz czwarty wygrał wybory. Wszystko wskazuje na to, że choć na początku roku złożył rezygnację z pełnienia funkcji premiera Królestwa Niderlandów, to znów przejmie władzę nad radą ministrów i całym krajem. Byle tylko znaleźć koalicjantów.

Nieoficjalnie wyniki wyborów, które trwały od poniedziałku do środy (15-17 marca 2021 roku) wskazują na to, że neoliberalne VVD po raz kolejny z rzędu wygrało wybory. Według aktualnych wyliczeń, ugrupowanie Marka Rutte może liczyć na 35 mandatów w nowym parlamencie – Tweede Kamer der Staten-Generaal. To o dwa miejsca więcej, niż miało dotychczas.

Jak podaje Nederlandse Omroep Stichting, niderlandzki publiczny nadawca, Rutte wyruszył na łowy nowych koalicjantów już w środę, gdy wynik głosowania wciąż nie był pewny. Trudno na ten moment stwierdzić, czy jego dotychczasowi sojusznicy, czyli liberalna partia Demokraci 66 (D66), Unia Chrześcijańska (CU) oraz Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny (CDA) ponownie utworzą z VVD rząd. Po aferze ze stycznia, w którą zaangażowani byli politycy partii rządzącej, stosunek innych formacji do Rutte nieco ochłódł.

Być może jednak wola pozostawania do władzy zwycięży – powrót do koalicji VVD-D66-CDA-CU oznaczałby utworzenie rządu, który mógłby liczyć na 78 miejsc w izbie deputowanych, co stanowi większość. Istnieje jednak szansa na to, że do rządu zaproszona zostanie jedna z lewicowych formacji, tak na wszelki wypadek, żeby nie wyrosły w opozycji w warunkach pandemii. Rutte może zdecydować się na taki prewencyjny ruch, chociaż niderlandzka socjaldemokracja od kilku lat przechodzi naprawdę poważny kryzys i nie była dla niego szczególną konkurencją.

Największą przeszkodą w rozmowach koalicyjnych zdaje się być sukces D66, które wyrosło na drugą siłę polityczną w kraju. Liderka tej partii, Sigrid Kaag, przez cały okres kampanii wyborczej kreowała się na następczynię Rutte, osobę, która najlepiej nadaje się do tego, by go zmienić. Na to jednak, zdaje się, jest jeszcze za słaba.

Na pewno do władzy nie dojdzie skrajna prawica. Choć Thierry Baudet i jego Forum na rzecz Demokracji po serii afer z jego udziałem nie tylko nie spadli w polityczny niebyt, ale zagospodarowali część elektoratu zmęczonego pandemicznymi obostrzeniami i zdobyli cztery razy więcej mandatów niż w ostatnich wyborach. Mimo to nie mają szans, by stworzyć koalicję z nacjonalistyczną Partią Wolności (PVV) Geerta Wildersa.

Poniższa mapa dobrze obrazuje, jak dużym poparciem cieszy się ugrupowanie Marka Rutte. On sam zaś stał się najbardziej lubianym politykiem w kraju. Według sondażu dotyczącego preferowanego premiera, na tym miejscu chciałoby go 33 proc. wyborców. Na drugim miejscu była wspomniana wcześniej Sigrid Kaag z D66.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kuc z Konfederacji przyznaje, że łamie prawo, chwali umowy śmieciowe i domaga się likwidacji Państwowej Inspekcji Pracy

Sławomir Mentzen jest żywym potwierdzeniem, że krzywda, jaką wyrządził w ubiegłej dekadzie…