Site icon Portal informacyjny STRAJK

Honor Wszechpolaka

Narodowcy, Wszechpolacy i inni zwolennicy czystości narodowej wspólnoty w centrum swojej ideologii stawiają kategorię honoru. Pojęcie to jest wtykane w nieszczególnie mądre hasła skandowane na ich defiladach, pojawia się na transparentach; nacjonaliści wszelkiej maści szafują nim na prawo i lewo. Honor jako najczystsza etycznie i pożądana u innych członków wspólnoty postawa, jawi się jako konieczność, która nie wymaga żadnego uzasadnienia. Dlatego też jest wspaniałą osłoną, za którą można sobie pozwolić na bardzo wiele. W imię honoru trzeba dać w mordę czarnoskóremu facetowi, który bezczelnie uwodzi polskie niewiasty, a nie daj boże jeszcze jest wyznania mahometańskiego, wtedy najlepiej sprowadzić do pomocy kolegów. Honor każe nienawidzić homoseksualistów, którzy zresztą nie mają go za grosz, bo potrafią rozmawiać o uczuciach, mają gust estetyczny i nie są agresywni, a to przecież honorowemu Polakowi nie przystoi. Honor jest zresztą domeną tylko białych, hetero i nacjo. Honor nakazuje również lać po mordach wszystkich, którzy nie identyfikują się z narodowym trybalizmem, nie czują się patriotami, a ostatnio również tych, co ośmielają się przedstawiać inne spojrzenie na Żołnierzy Wyklętych.

Wczoraj w Poznaniu w imię honoru i miłości do ojczyzny grupa Wszechpolaków, wspomagana przez zwykłych osiedlowych osiłków, napadła na anarchistyczną kluboksięgarnię „Zemsta”. W lokalu znajdowało się ok. 30 osób, kiedy nacjowandale wrzucili do środka racę, od której zapłonęła znajdująca się przy drzwiach kotara. Całe szczęście, dzięki szybkiej reakcji obsługi nikomu nie stała się krzywdą, jednak na chwilę zrobiło się naprawdę groźnie. Napastnicy, którzy doprowadzili do pożaru, zabarykadowali jednocześnie drzwi od zewnątrz. Łatwo się domyślić, na co liczyli. Kilkadziesiąt minut wcześniej, również w stolicy Wielkopolski, komando chuliganów w patriotycznych bluzach próbowało zlinczować Filipa Stojanowskiego – faceta, który ośmielił się powiedzieć kilka słów prawdy o powojennych bandach z demobilu, zwanych w oficjalnej propagandzie Żołnierzami Wyklętymi. Student poznańskiego UAM nagrał i wrzucił do sieci kilka filmów oraz zamieścił na IPN-owskiej wystawie wlepkę. To wystarczyło do tego, by znaleźć się na celowniku rycerzy honoru i „potomków husarii”.

Honor jako kluczowa kategoria organizująca zbiorowości i nadająca im ramy funkcjonowania, ma zastosowanie głównie w warunkach nieobecności państwa. Honorowe zasady rządzą terenami dzikiego pogranicza, gdzie nie dociera żadna cywilizowana forma organizacji społecznej ani porządek prawny. Funkcjonuje w warunkach klanowo-plemiennych czy koczowniczych. Honor nakazuje myśliwemu oddanie czci zabitemu niedźwiedziowi, wodzowi samobójstwo po przegranej bitwie, a zbieraczowi zabrania wracać do domu bez pożywienia dla rodziny. We współczesnej praktyce społecznej jest to pojęcie całkowicie bezużyteczne. Mamy bowiem zespół zasad współżycia społecznego i skodyfikowany zbiór praw i obowiązków obywateli, a także cały porządek prawny, który reguluje stosunki pomiędzy jednostkami.

Zachowanie nacjonalistów po raz kolejny udowadnia, że wszystkie te zdobycze cywilizacji są im całkowicie obce. W ramach plemiennego gniewu próbowali samosądu na człowieku głoszącym poglądy, które im się nie podobają. Niczym wyznawcy dawnego judaizmu, którzy wierzą, że trzeba ukarać i usunąć grzesznika, bo w przeciwnym wypadku grzech rozleje się na całą wspólnotę i sprowadzi na wiernych plagi i nieszczęścia. Wszechpolak nie szanuje swojego państwa, nie rozstrzyga sporu za pomocą aparatu sprawiedliwości. Odtwarza rolę Wyklętego, wymierzającego wyroki w imię wierności abstrakcyjnym pojęciom bądź równie iluzorycznej podziemnej ojczyzny. Ma też coś w sobie z rekonstruktora historycznego, któremu pod wpływem narkotyków perspektywa teatralna zlała się z realnością.

Wszechpolacy, grupa licząca w skali kraju kilka tysięcy członków, to wciąż organizacja niezdolna do samodzielnego politycznego sukcesu. Aby wejść do parlamentu w ostatnim rozdaniu potrzebowali aby nóżkę podstawił im trzeźwiejący rockman.  Są jedną z najbardziej konformistycznych i zespolonych z ideologią systemu organizacji politycznych. Na sztandarach noszą hasła o Bogu i Ojczyźnie, podobnie jak rządowi oficjele. Władza, ku ich rozkoszy, za pieniądze publiczne funduje kolejne seanse propagandowe na część ich idoli. Organizują w Sejmie konferencje, ich poprzednie generacje pracują już w TVP, a obecnie szykują się do skoku na intratne stanowiska, które szykują im dobrzy wujkowie z PiS. Państwo da pieniążki, a nawet karabin, w ramach ministerialnego programu, z którego, jak honor nakaże, będzie można postrzelać do lewaków.

Filip Stojanowski na tle tej zgrai komformistów i sługusów systemu jawi się jako jeden z ostatnich przyzwoitych ludzi w tym kraju. Samotny wilk, niepoprawny politycznie, partyzant, który rzuca wyznanie aparatowi propagandy państwa i służącym mu bojówkarzom w mundurkach wszechpolskich. Trzeba być naprawdę odważnym człowiekiem, żeby z brawurą wystąpić przeciwko władzy i grupie agresywnych bandytów. W archiwach III Rzeczy zachowało się takie zdjęcie. Wśród tłumu wiwatującego na część Fuhrera, stał samotny człowiek; jako jedyny nie salutował w geście Heil Hitler. Filip Stojanowski jest właśnie kimś takim.

 

Exit mobile version