Irak zniszczony przez wojnę z terroryzmem / fot. Wikimedia Commons

W piątek John Kerry w Bagdadzie chwalił premiera al-Abadiego i zapowiadał rychłe podźwignięcie się Iraku z wewnętrznych problemów. Tymczasem w zniszczonym przez Amerykanów kraju kryzys goni kryzys.

Hajdar al-Abadi
Premier Iraku Hajdar al-Abadi / fot. Wikimedia Commons

Hajdar al-Abadi opracował listę kandydatów na stanowiska ministerialne pod naciskiem protestów ulicznych, prowadzonych przez wpływowego szyickiego duchownego, dawniej dowódcę partyzanckiej Armii Mahdiego – Muktadę as-Sadra. Zgodnie z żądaniami zwolenników as-Sadra, wzywających do zdecydowanej walki z korupcją i podjęcia działań na rzecz poprawy najuboższych, al-Abadi zaproponował, by do jego gabinetu weszli technokraci, ludzie bezpartyjni. Z dotychczasowego rządu pozostać miały – poza samym premierem – tylko trzy osoby, w tym ministrowie spraw wewnętrznych i obrony, co miało zapewnić ciągłość walki z Państwem Islamskim.

Al-Abadi bardzo nie chce, by pokojowe – jak na razie – manifestacje sadrystów przerodziły się w coś poważniejszego, tym bardziej, że tłum zwolenników as-Sadra na ulicach Bagdadu ciągle rośnie. Jednak zaproponowani przez niego kandydaci na ministrów nie podobali się ani parlamentarzystom partii opozycyjnych, ani deputowanym z ramienia rządzącej koalicji szyickiej, nękanej coraz poważniejszymi konfliktami wewnętrznymi. Na razie parlament przegłosował przełożenie głosowania nad kandydaturami ministrów do czwartku. Nie pomogły nawet apele Johna Kerry’ego, który podczas wizyty w Bagdadzie w ostatni piątek podkreślał, że Stany Zjednoczone całkowicie popierają irackiego premiera i jego działania. Według znacznej części irackich parlamentarzystów postacie, które al-Abadi chce wprowadzić do rządu, to nie „niezależni technokraci”, a zwykłe marionetki premiera.

Kryzys rządowy w Bagdadzie zagraża nie tylko perspektywom walki z ISIS. Skłócona klasa polityczna, nawet jeśli doprowadzi do zwycięskiego końca wojnę z terrorystami, będzie musiała zmierzyć się z kryzysem humanitarnym, którego skala rośnie każdego dnia. Wskutek różnych walk toczonych w Iraku od amerykańskiej inwazji w 2003 r. 3,4 mln Irakijczyków to uchodźcy wewnętrzni, a 10 mln obywateli kraju żyje poniżej wszelkich socjalnych minimów. Liczby te ciągle rosną, a rząd, nawet gdyby chciał udzielać obywatelom pomocy, nie ma na to środków, zwłaszcza w sytuacji, gdy tak nisko spadły ceny głównego irackiego bogactwa – ropy naftowej.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Policjantów nie wozimy – związki zawodowe w Minneapolis solidaryzują się z protestującymi

Kierowcy transportu publicznego w Minneapolis odmawiają pomocy policjantom w ich przetrans…