Marszałek Senatu, Tomasz Grodzki dwa dni temu dał do zrozumienia, że jego ugrupowanie – KO – prowadzi rozmowy ze skrajnie prawicową Konfederacją o możliwym poparciu kandydata neoliberalnych elit na prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Natychmiast zaprzeczył temu z pełną mocą Krzysztof Bosak. I na tym powinienem zakończyć, bo skoro politycy Konfederacji zaprzeczają… Tylko że ja im nie wierzę.

Prawicowi politycy przez lata przyzwyczaili nas do tego, że nader oszczędnie gospodarują prawdą. Następuje to wtedy, kiedy poruszają ustami. Zatem trudno ode mnie wymagać, bym uwierzył nawet najbardziej ich gorącym zaprzeczeniom. Tym bardziej, że Grodzki ponownie potwierdził fakt rozmów przed parunastoma godzinami. Wyciągnijmy zatem wnioski.

Po pierwsze trzeba uporządkować nazewnictwo, używane przez Grodzkiego i jego kolegów. Z Konfederacją nie toczy się „rozmów”. Z nimi można co najwyżej knuć. Z ludźmi z Konfederacji nie osiąga się „politycznego porozumienia”, tylko przedstawia się rezultaty spisku. Ponieważ słowa, używane zazwyczaj w kręgach w miarę cywilizowanych działaczy politycznych nie mogą mieć zastosowania do bandziorów, machających maczetą w geście jednoznacznie zachęcającym do zabójstwa lub pokazujących lewicowym działaczom gest podrzynania gardła. Chcę być jednoznacznie zrozumiany: kto wchodzi w układy z kimś, dla kogo wzywanie do morderstw jest sposobem na uprawianie polityki, ten sam staje się im równy w ich antyludzkich wezwaniach.

To nie domniemanie, to tylko konstatacja faktu. Politycy PO nie mogą się nawet przez chwile tłumaczyć, że nie wiedzą, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Wystarczy najprostsze przeszukanie internetu, by pojąć, że ich „partnerzy” są rasistami i ksenofobami, chętnymi do krwawych rozpraw z tymi, którym odmawiają praw ludzkich. Zresztą nie kto inny, jak tylko prominentny polityk KO Sławomir Nitras użył pod adresem lewicy słów: „Kiedy będziemy rządzili z Konfederacją, to my będziemy rządzili, a Konfederacja zajmie się Wami”. Powiedział to przecież nie dlatego, że miał rozkoszne przekonanie, że Konfederacja zajmuje się budowaniem szkół dla dobrze urodzonych panien, tylko wiedział, że jest organizacją, dla której przemoc fizyczna jest czymś tak normalnym jak wycieranie nosa. Nitras po prostu miał nadzieje na wizję jego idealnego świata: państwo rządzi, a jego pałkarze trzymają hołotę domagająca się sprawiedliwości pod butem.

Grodzki zatem opowiadając o knuciu z Konfederacją może mówić prawdę. Jego ugrupowanie, w którym zresztą jest zaskakująco wielu polityków wywodzących się z partii Janusza Maczety Korwin Mikkego już dawno straciło dziewictwo w dogadywaniu się ze prawicową ekstremą. To pożądany i miły ich poglądom partner.

Piotr Nowak swego czasu opisując wynurzenia Nitrasa użył sformułowania, że „fantazjują o współrządzeniu z faszystami”. Poprawka – to nie fantazjowanie. To spełnienie ich mokrego snu.

Zobacz także

Hagia Sofia jako święta turecka

Imponującą bazylikę w Stambule ogołocono z jej ochronnej, muzealnej neutralności. Znowu bę…