Site icon Portal informacyjny STRAJK

Kochajmy się! (chyba, że to zabronione)

Premier Netanjahu i prezydent-elekt Bolsonaro w Rio de Janeiro. twitter

Dziś o północy miliony ludzi padną sobie w ramiona, by głośno i radośnie fetować zmianę daty. Ostatni dzień starego i pierwszy dzień nowego roku łączą się czasem bardzo kontrastowo, jak dwoje nieznanych sobie ludzi w tłumie. Dziś, 31 grudnia, odbył się w Izraelu pogrzeb wielkiego pisarza Amosa Oza, milczący, gdyż nikt nie chciał wygłosić zwyczajowego hołdu. Jutro, 1 stycznia, neofaszysta Jair Bolsonaro z hukiem będzie świętował początek swej brazylijskiej prezydentury w towarzystwie Benjamina Netanjahu.

Jak łączą się te wydarzenia? Dziś także prezydent elekt Brazylii Jair Bolsonaro ogłosił, że wytępi w swoim kraju „marksistowskie śmiecie”. W tej walce z „lewactwem” pomoże mu premier państwa żydowskiego, z którym będzie szampanem świętował nowe „braterstwo” izraelsko-brazylijskie. Na inaugurację „tropikalnego Trumpa” Donald nie pojechał, jakby dwóch Trumpów w jednym miejscu wydało mu się przesadą, wysłał swego dyplomatę Pompeo, który przy okazji spotka się z Netanjahu. Inauguracja Bolsonaro to wielkie zwycięstwo imperium amerykańskiego, ale skoro Bolsonaro deklaruje tak wielką doń miłość, wystarczy, że ucałuje dłoń zastępcy.

W kwestii miłości i braterstwa izraelski reżim apartheidu wystarczająco umie odróżnić ziarno od plew. Walczy teraz o lepsze wprowadzenie w życie zakazu zakochiwania się dla osób-gojów pracujących w Izraelu, wydanego w 2013 r. Nie chodzi nawet o zakaz zakochiwania się między takimi pracownikami a Izraelczykami wyznania żydowskiego, to w ogóle nie wchodzi w grę, ale o zakaz tworzenia par między tymi pracownikami, bo wtedy mogą pojawić się dzieci-goje i nawet chęć pozostania w Izraelu.

Niestety, władze izraelskie zauważyły, że mimo czujności służb, dochodzi do skandali.  Np. pewna Indyjka o imieniu Charel, zwykła służąca, zakochała się w równie zagranicznym pielęgniarzu i zaszła w ciążę. Obiecała, że odwiezie dziecko do swej matki, do Indii, by móc wrócić do pracy i Izraelczycy się zgodzili, ale lojalnie ostrzegli, że wydalą wtedy ze swego kraju ojca dziecka, bo zgodnie z prawem nie może być na jego terytorium pary zakochanych, zagranicznych pracowników. Nakryta para, jak inne w tego typu przypadkach, próbuje się ratować dowodząc, że nie żyje razem pod jednym dachem i spotyka się po tylko raz na miesiąc ze względu na pracę, ale to tylko wzmogło podejrzenia. Dzięki służbom i donosom udało się wykryć już 13 podobnych tajnych par, więc Izrael postanowił lepiej to kontrolować.

No i właśnie pisarz Amos Oz był z tych, którym to się – nie wiadomo dlaczego – nie podobało. Mało tego, choć był syjonistą, okazał się antysemitą, więc władze odpuściły sobie jego pogrzeb. Określenie „zdrajca”, które przebiegło przez Izrael na wieść o jego śmierci, wydaje się zasłużone, gdyż niestety nie wypowiadał się on dobrze o rządzie Benjamina Netanjahu: „Nazwaliśmy prawicą neonazistowskie grupy korzystające z poparcia deputowanych nacjonalistycznych, rasistów i rabinów, którzy dostarczają pseudo-religijnych argumentów”.

Jeszcze gorzej mówił o „skrajnej prawicy”, powszechnie szanowanych członkach rządu: „To mesjanistyczna sekta, niezrozumiała i okrutna, banda uzbrojonych gangsterów. To zbrodniarze przeciw ludzkości, sadyści. Te pogromy i morderstwa w Izraelu, które wyłoniły się z ciemnego kąta judaizmu, z piwnic  nienawiści, by narzucić innym krwawy los…”.  Jest jasne, że nad grobem takiego  Izraelczyka mogło zapaść jedynie pogardliwe milczenie.

Ale jutro w Brasilii będzie głośno i karnawałowo. Netanjahu już obiecał Bolsonaro dostarczyć cudowne drony, doświadczone pilnowaniem zamkniętej Strefy Gazy, mogące zabijać nawet całe gromady protestujących, czy uciekających. Będą też inne zabawki i wytrawni specjaliści w śledzeniu. Niech lewactwo lepiej uważa, kiedy dwaj przywódcy deklarują wesołe sylwestrowe braterstwo. Niektóre kontrasty są pozorne, łączą się bez trudu, o czym warto pamiętać w tę słodką noc.

Exit mobile version