Nigeria stara się radzić sobie z epidemią stosując wypróbowane metody, a przy tym przede wszystkim łagodzić jej efekty społeczne. Kraj boryka się nie tylko z koronawirusem, lecz także znalazł się trudnej sytuacji ekonomicznej wskutek spadku cen ropy – podstawowego nigeryjskiego produktu eksportowego – w wyniku wojny cenowej między Arabią Saudyjską a Rosją. Fakt, że Nigeria nie jest samowystarczalna żywnościowo, grozi skumulowaniem dwu poważnych problemów, z których każdy z osobna byłby wielkim wyzwaniem.

Prezydent Muhammadu Buhari 6 kwietnia zaaprobował uruchomienie programu robót publicznych, przy których zatrudnienie ma znaleźć 774 tys. obywateli. Liczba ta nie jest przypadkowa – projekt ma dać pracę tysiącowi osób z każdego z 774 lokalnych obszarów samorządowych (LGA), będących odpowiednikami naszych powiatów.

W skali 200-milionowego kraju, w którym dla większości mieszkańców reżimy samoizolacji, zawieszania działalności przez pracodawców i ograniczenia w poruszaniu się oznaczają natychmiastowe znalezienie się na progu ubóstwa to nie tak wiele, ale i tak rozwiązanie to zwraca uwagę, gdyż niewiele państw zdecydowało się na zastosowanie podobnych środków. Niestety, program zacznie działać dopiero w październiku, a więc zbyt późno jak na doraźną reakcję.

Rząd federalny rozpoczął dystrybuowanie pomocy żywnościowej i wypłacanie niewielkich doraźnych zasiłków. Ten program wielu komentatorów skrytykowało jednak, jako potencjalnie korupcjogenny. W jego ramach są wypłacane wielkie kwoty sięgające dziesiątek miliardów nairów przy relatywnie umownej sprawozdawczości i kontroli. Zaaprobowane zostało także utworzenie funduszu w wysokości 500 miliardów naira (ok. 1,2 mld dolarów) na cele walki z epidemią.

Nigeria jest krajem, w którym dostęp do publicznej służby zdrowia nie jest ani powszechny, ani darmowy, a koszt usług medycznych stawia korzystanie z nich poza zasięgiem wielu Nigeryjczyków. Jednak i tu poczyniono pewne koncesje. W niektórych stanach, między innymi w stanie Lagos, w którym położone jest największe miasto kraju, wprowadzono zasady, że ofiary wypadków i rodzące kobiety mogą korzystać z pomocy nieodpłatnie.

W celu wymuszenia przynajmniej ograniczonej samoizolacji większość stanów została objęta zakazem przemieszczania się, który jest egzekwowany przez policję i wojsko. Dochodzi jednak do problemów, gdyż pojawiają się doniesienia o przekraczaniu uprawnień przez stróżów porządku. Do końca nie są znane szczegóły incydentów relacjonowanych przez nigeryjskie media. Wydaje się że w kilku przypadkach doszło do nadużyć w postaci zastrzelenia łamiących rygory, co formalnie zagrożone jest stosunkowo niewielką grzywną lub pozbawieniem wolności. Część incydentów mogła mieć inną naturę, część jednak – zwłaszcza gdyby dalej do nich dochodziło – może świadczyć, że dla wojska i policji zadanie polegające na wymuszaniu epidemicznych reżimów może być czymś przerastającym możliwości tych służb. Nieproporcjonalne w stosunku do rzeczywistych potrzeb reakcje wojskowych i policjantów są bowiem często objawem poczucia, że zostali postawieni przed zadaniem, którego nie potrafią wykonać stosując właściwe procedury.

Stosunkowo najmniej wiadomo o samym rozwoju epidemii. Podobnie jak w większości państw subsaharyjskiej Afryki skala zachorowań jest stosunkowo niewielka – według stanu na 6 kwietnia wynosiła ona 232 osoby, z których zaledwie 5 zmarło. Czy to miarodajne dane? Część analityków uważa, że epidemia nie dotarła jeszcze w pełni do Afryki, ale zauważyć trzeba, że rejestrowane są głównie przypadki osób zamożnych, które powróciły z Europy, albo miały z takimi styczność. Może to oznaczać, że chorych i nosicieli jest w rzeczywistości znacznie więcej, tylko ogromna większość z nich nigdy nie trafi do lekarza i nie będzie miała przeprowadzonych testów. Wydaje się, że władze nigeryjskie zdają sobie z tego sprawę, podejmując działania zaradcze na szeroką skalę już na tym etapie.

W odróżnieniu od epidemii eboli w Afryce Zachodniej sprzed kilku lat, przebieg epidemii COVID-19 jest inny. W przypadku eboli praktycznie wszyscy zakażeni przechodzili chorobę bardzo ciężko, a bez pomocy lekarskiej (a nawet i z nią) – umierali. O COVID-19 wiadomo, że wielu chorych przechodzi zachorowanie nawet bezobjawowo albo ze stosunkowo łagodnymi objawami. Pod pewnymi względami powoduje to, że w krajach afrykańskich zidentyfikowanie ognisk epidemii i ich izolowanie jest znacznie trudniejsze. Wprowadzając ograniczenia obejmujące wszystkich można rozprzestrzenianie się choroby tylko ograniczać.

Epidemia koronawirusa w Nigerii – i innych państwach afrykańskich – ujawnia także aspekt klasowy. Rządzący i elita społeczna niezbyt przesadnie interesowali się miejscową służbą zdrowia. Przywoływanym przykładem takie podejścia może być sytuacja, w której żona prezydenta chciała zrobić sobie prześwietlenie w klinice w tzw. „willi”, czyli kompleksie pałacu prezydenckiego i biur głowy państwa. Okazało się wówczas, że klinika ta nie posiada sprawnego sprzętu do wykonania tego stosunkowo prostego badania. Ludzi z tej klasy stać jednak było na korzystanie z prywatnych klinik, a w poważniejszych przypadkach – na medyczną ewakuację do Europy.

Teraz, wobec ustania komunikacji lotniczej, strach padł również na bogatych i możnych, tym większy, że to oni pierwsi podróżując do krajów objętych epidemią przywieźli ją do Nigerii, po drugie – dlatego, że każdy z nich otoczony jest tłumem innych osób: służby, kierowców, kucharzy, ubogich kuzynów, którzy będą stykać się, nawet mimo nakazów samoizolacji, z innymi ludźmi. Samoizolacja bowiem w takim wydaniu jak w Europie jest dla większości Nigeryjczyków niedostępnym luksusem. Jak i ich ubożsi rodacy skazani są na korzystanie z takiej służby zdrowia, jaką Nigeria dysponuje. Tym zapewne należy tłumaczyć osobliwy apel do Elona Muska, aby pomógł na gwałt zakupić pewną liczbę respiratorów – pod wpływem krytyki w mediach został on jednak wycofany, a Nigeria stara się póki co pozyskiwać sprzęt i urządzenia normalną drogą – w Chinach.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Nigeria jest memento dla całej Afryki, a pośrednio także dla świata. Kraj takiej wielkości nie powinien liczyć więcej niż 100 molionów ludzi, a przy 200 nie jest możliwe ich wykarmienie, a przy tym środowisko naturalne systematycznie zamienia się w pustynię, lasy znikają w błyskawicznym tempie.
    Wielka epidemia mogła by być dużą szansą na lepsze życia dla tych, którzy przeżyją, ale nie będzie, bo oni się tam rozmnażają, jak króliki. I jak już będzie ich 300 milionów (za jakieś 20 lat), to miliony z nich wypędzi głód do Europy, gdzie będą mieli doskonałe warunki do rozmnażania się. Bo nie wierzę, by Europa się opamiętała.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

USA: Minneapolis w ogniu po kolejnym policyjnym morderstwie

Od kiedy 46-letni George Floyd zginął uduszony przez policjanta na ulicy Minneapolis w sta…