Share Button

Pod budynkami archidiecezji protestowały w niedziele oburzone obywatelki. To reakcja na przyspieszenie prac nad barbarzyńskim projektem ustawy, zakazującym usuwania ciąży nawet w sytuacji ciężkiego uszkodzenia płodu.

Protesty odbyły się w kilkudziesięciu miastach. W każdy uczestniczki miały ze sobą wieszaki – jako symbol konieczności wykonywania zabiegów spędzania płodu w niebezpiecznych warunkach. Skandowane sasła były podobne. „Nie ma demokracji bez praw kobiet. Bez praw kobiet nie ma praw człowieka”, „Hej kobiety, wieszaki w dłoń. Fanatyków goń, goń goń” – krzyczały kobiety zdenerwowane kolejną próbą zamachu na ich fundamentalne prawa.

– Bierzemy wieszak dla biskupa i idziemy ze słowem na niedzielę powiedzieć, co myślimy o urządzaniu nam życia i odbieraniu nam zdrowia, godności i wolności przez biskupów-władców macic oraz zależnych od nich polityków prawicy – wzywała Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

W Warszawie pod siedzibą archidiecezji zebrało się kilkadziesiąt osób. – Jesteśmy tutaj, bo w ostatnim tygodniu mogłyśmy zaobserwować na bardzo jasnym przykładzie, na czyje polecenie i pod czyje dyktando działają politycy partii rządzącej. Wystarczył jeden sygnał ze strony Konferencji Episkopatu Polski, żeby marszałek Kuchciński wpisał w trybie ekspresowym procedowanie projektu ustawy Kai Godek pod obrady komisji sejmowej – mówiła Zofia Marcinek z Warszawskiego Strajku Kobiet, nawiązując do pośpiechu w jakim parlamentarzyści przygotowują kolejny antykobiecy projekt, w reakcji na ponaglenie ze strony kleru. – Dla nas jest niedopuszczalne, by jakikolwiek związek wyznaniowy miał taki wpływ na władzę i polityków, tak decydujący głos, jeżeli chodzi o prawa obywatelek i obywateli. Niedopuszczalne jest to, żeby instytucja, której wszyscy hierarchowie są mężczyznami, decydowała w tak autorytarny sposób o życiu i zdrowiu kobiet i ich prawie do wyboru – stwierdziła działaczka. – Kościół ma prawo głosić swoją wizję moralności. Natomiast nie ma prawa wpływać na rząd, który reguluje zasady, według których toczy się życie wszystkich obywatelek i obywateli, również tych niewierzących. Przynależność do Kościoła jest kwestią wolnego wyboru. Kościół nie ma prawa do niczego nas zmuszać. A wpływając na władzę państwową, zmusza do postępowania zgodnego ze swoimi wytycznymi. Tak nie może być – dodała Zofia Marcinek.

Ciekawie było w Łodzi, gdzie protestowały aktywistki organizacji Dziewuchy Dziewuchom. „Stacja pierwsza: kobiety na śmierć skazane. Tak działa całkowity zakaz aborcji”. – Za tydzień możemy się obudzić w kraju, w którym aborcja będzie zakazana. Czeka nas życie w strachu i zostaniemy same. Mamy już po prostu dosyć” – mówiła jedna z uczestniczek protestu.

Projekt likwiduje możliwość usunięcia ciąży, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. To jedna z trzech sytuacji dopuszczających dziś aborcję w Polsce, obok zagrożenia życia i zdrowia kobiety, a także ciąży na skutek przestępstwa.

 Z danych Ministerstwa Zdrowia z 2015 wynika, że na 1044 aborcji w kraju tysiąc przeprowadzono w sytuacji, gdy badania prenatalne wskazywały na ciężkie upośledzenie płodu

85 proc. dorosłych Polaków jest przeciwnych zaostrzeniu prawa aborcyjnego – wynika z sondażu przeprowadzonego na początku 2018 roku dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna. Respondenci odpowiadali na pytanie „jak według ciebie powinien postąpić rząd Zjednoczonej Prawicy odnośnie obecnej ustawy aborcyjnej w Polsce”. 44 proc. jest za pozostawieniem obecnego prawa, a nieco mniej – 41 proc. – za jego liberalizacją – dowiadujemy się z wyników badania. Jedynie 15 proc. badanych opowiedziało się za zakazem aborcji.

Share Button

1 komentarz

  1. Nikt napisał:

    No i co z tego? Czarni i tak zrobią swoje. No chyba, ze ich gosposie odmówią im gotowania i …

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*