Związkowcy z krakowskiej huty odważnie walczą o to, co jest możliwe do wywalczenia. Wielkiego pieca już nic nie uratuje przed likwidacją. Teraz stawką jest zachowanie stanowisk pracy dla ludzi, którzy pracowali przy jego obsłudze.

Związkowcy stawiają sprawę jasno. Nie będzie ich akceptacji na jakiekolwiek zwolnienia. Pracownicy likwidowanej właśnie części surowcowej mają otrzymać gwarancje zatrudnienia na innych stanowiskach w zakładzie.

Cierpliwość pracowników już się wyczerpała. W zeszłym tygodniu ogłosili pogotowie strajkowe, licząc, że zarząd spółki potraktuje ich poważniej. Tak się jednak nie stało. Teraz przyszedł czas na kolejne kroki. Rozpoczęła się okupacja pomieszczeń przydzielonych związkom zawodowym, a przygotowania do strajku idą pełną parą.

„Wzywamy naszego pracodawcę do rozmów gwarantujących pracownikom, którzy zatrudnieni są na stanowiskach likwidowanej części surowcowej, stałego zatrudnienia na terenie krakowskiej huty. Jednocześnie wzywamy dyrekcję do negocjacji gwarantujących odprawy dla pracowników, którzy zdecydują się odejść na emeryturę lub zabraknie dla nich stanowisk pracy”- powiedział Józef Kawula, wiceprzewodniczący NSZZ Pracowników ArcelorMittal Poland.

Przygotowania związkowców do strajku to następstwo zarządzenia o zamknięciu na stałe wielkiego pieca i stalowni. Taką decyzję podjęły ponad tydzień temu władze krakowskiej huty.

– Powodem tej decyzji był nie tylko kryzys związany z pandemią, bo trzeba pamiętać, że w tym czasie hutnictwo i inne branże stalochłonne znacznie ucierpiały. Jednak przede wszystkim mówimy tutaj o braku skutecznych środków ochrony europejskiego rynku hutniczego oraz braku równych reguł gry dla producentów z Unii Europejskiej i spoza wspólnoty – mówi Marzena Rogozik z biura prasowego ArcelorMittal Poland.

Przy wielkim piecu i w stalowni pracowało 1200 osób, połowa z nich znalazła już zatrudnienie w innym sektorze ArcelorMittal Poland lub przeszła na emeryturę.

Wyłączenie głównego pieca w nowohuckiej fabryce według osób związanych z branżą hutniczą może być początkiem końca całej gałęzi gospodarki w naszym kraju.
Zapotrzebowanie na stal w Europie maleje. Koszty produkcji energii idą ostro w górę. To stawia rządy państw na szczególnie trudnej pozycji. Polski rząd nie radzi sobie z wywiązaniem się z obietnicy wsparcia hutnictwa.
A miało być tak pięknie. Mateusz Morawiecki w październiku 2018 roku, przebywając z gospodarską wizytą w rudzkiej Hucie Pokój roztaczał przez pracownikami piękną wizję. Szef rządu przypominał, że huta z Rudy Śląskiej „to perła historii polskiego przemysłu, która musi dalej produkować i się rozwijać”. Zaznaczył, że „pięknego przedsiębiorstwa o 178-letniej tradycji” nie byłoby już z nami, „bez działań rządu, bez zaangażowania pana ministra Grzegorza Tobiszowskiego i bez działań parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości”. Premier zapewniał, że publiczny sektor hutniczy niebawem stanie na nogi. Tymczasem sytuacja firm z większościowym udziałem skarbu państwa jest dramatyczna, prywatne również stoją na krawędzi,  a produkcja spada na łeb na szyję.
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Zdziczenie francuskiej policji: Rosja mówi o zachodnim zakłamaniu

Kolejny skandal wokół policji reżimu Emmanuela Macrona. Gdyby nie nagrania wideo, ofiara p…