Posłowie Lewicy złożyli w Sejmie ustawę, która gwarantuje podwyżki nie politykom, a pracownikom sektora budżetowego. Gdyby tylko w tej kadencji podobne projekty miały szanse powodzenia…

To reakcja klubu Lewicy na ostatnie prezydenckie rozporządzenie, które podnosi wynagrodzenia polityków. Przypomnijmy, że po tej zmianie, której – zapewne dla mniejszego rozgłosu – nie procedowano na drodze ustawy, posłowie otrzymają podwyżkę z z około 8 tys. miesięcznie do oko. 13 tysięcy. Oprócz tego nadal mogą liczyć na diety (kolejne 2500 zł). Premier i wicepremierzy dostaną o 5 tys. brutto więcej. Pensje prezesa NIK i IPN osiągną poziom 18 tys. miesięcznie. Dla przeciętnego zjadacza chleba w Polsce to kwoty trudno wyobrażalne.

Lewica po stronie pracowników

Posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapewniła, że jej klub zawsze stał i będzie stać po stronie ludzi pracy. Dlatego z najwyższą dezaprobatą oceniła pomysł podnoszenia wypłat dla polityków w czasie, gdy społeczeństwo zmaga się z kryzysem, w dodatku w momencie, gdy rząd zamierza zamrozić płace w budżetówce. W zgłoszonym przez Lewicę projekcie ustawy zapisano 12-procentową, natychmiastową podwyżkę dla całego tego sektora.

– W 2021 r. o godne wynagrodzenia cały czas walczą nauczyciele, pracownicy sądów, urzędniczki i urzędnicy, pielęgniarki, czy też ratownicy medyczni. Te wszystkie osoby, które walczyły na pierwszym froncie walki z COVID-19; te wszystkie osoby, dzięki którym udaje się przetrwać kryzys, a państwo normalnie funkcjonuje – o ich warunki pracy, my parlamentarzyści musimy się upominać – podsumowała wrocławska polityczka Lewicy. Nawiązała przy tym do trwających już od kilku tygodni protestów pracowników sądów, którzy w czasie przerwy śniadaniowej wychodzą przed siedziby sądów i sprzeciwiają się zamrożeniu płac. A także do protestów ratowników medycznych, którzy odmawiają brania dodatkowych nadgodzin.

Poseł Krzysztof Gawkowski przypomniał, że cały sektor budżetowy to blisko 700 tys. pracowników, którzy w czasie pandemii nie otrzymali żadnego specjalnego wsparcia. Jak wielokrotnie pisaliśmy na łamach Portalu Strajk, wsparcie to było kierowane niemal wyłącznie do firm. Zatrudniani przez państwo musieli natomiast sami adaptować się do nowych warunków pracy i często wykonywać dodatkowe obowiązki.

– Politycy powinni zająć się ludźmi, którzy przez ostatnie miesiące i lata zgłaszali, że są zaniedbywani, a dopiero na końcu powinni myśleć o sobie – podsumował Gawkowski i zaznaczył, że od przyjęcia projektu Lewicy powinno dopiero się zacząć reformowanie systemu wynagrodzeń w budżetówce.

Bez dobrze opłacanych pracowników nigdy nie będzie dobrej oświaty, sprawnych urzędów, wydolnej służby zdrowia. Szkoda, że w Sejmie większość zdaje się to ignorować. Podobnie jak najpewniej zignorowana zostanie inicjatywa Lewicy.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

”Mamy dość wykrętów”. Pracownicy budżetówki demonstrowali pod KPRM, premier ich nie przyjął

Pracownicy budżetówki przypomnieli rządowi o swoim istnieniu. W sobotę 23 października prz…