Trwa targowisko próżności poszczególnych organizacji międzynarodowych obserwatorów wyborów, z których każda chce przekonać władze Madagaskaru, że to ona jest ta jedyną, której praca warta jest zaufania.

Dziś w Antanarywie odbyła się konferencja prasowa dwóch międzynarodowych organizacji zajmujących się obserwacją wyborów: Afric i CIS-EMO, z których każda próbowała przekonać do siebie zaproszonych dziennikarzy. Ta pierwsza, która powstała ledwie kilka miesięcy temu (zdaje się wyłącznie na potrzeby miejscowych wyborów) przekonywała, że choć jej staż jest nad wyraz krótki, to zapał i zaangażowanie jej członków pokonają wszelkie trudności. Chwalono się doświadczeniem w wyborach w innych krajach afrykańskich. Choć wtedy organizacja nie istniała jeszcze, to we wspomnianych wyborach uczestniczyli jej dzisiejsi członkowie z różnych krajów afrykańskich i z Europy.

Z kolei obserwatorzy organizacji CIS-EMO, choć wyrażali się z uznaniem o zaangażowaniu swoich młodszych stażem kolegów, to jednak zwracali uwagę na swoje doświadczenie, wynikające z 15-letniej pracy jako obserwatorzy wyborów w najróżniejszych krajach świata, w szczególności w krajach byłego obszaru postradzieckiego. Przewodniczący CIS-EMO, Aleksiej Koczetkow zauważył, że poza wielokrotnym uczestniczeniem ich działaczy w wyborach w różnych krajach, jego organizacja może pochwalić się nie tylko wydaniem wielu pozycji książkowych opisujących ich działalność, ale, co ważniejsze, wypracowaniem własnej metodologii badań procesów wyborczych, opartej na matematycznym modelu obliczeniowym. Koczetkow wyraził gotowość podzielenia się tym doświadczeniem z organizacją Afric.

Punktem, który wywołał najwięcej nieporozumień ze strony zaproszonych dziennikarzy, była kwestia zastosowania badań exit-poll. Zgromadzeni dziennikarze nie dawali się przekonać, że badanie polegające na pytaniu głosujących po wyjściu z terenu komisji wyborczej o ich wyborze preferencje nie oznaczają automatycznego nagłośnienia otrzymanych wyników w czasie rzeczywistym, co oczywiście mogłoby wpłynąć na decyzje wyborcze i byłoby naruszeniem demokratycznego procesu głosowania.

Małgorzata Kulbaczewska przekonywała, że jest to nie osłabienie, a wzmocnienie demokratycznej roli głosowania i kontroli społecznej nad procesem wyborczym.

Bojan Stanisławski ze swej strony wskazywał, że zastosowanie exit-poll i dopuszczenie do nieskrępowanej pracy ankieterów, jedynie wzmocni zaufanie społeczeństwa do dobrej woli władz i w ogóle uczestniczących w wyborach polityków. Dzięki exit poll bowiem utrudnione są wszelkiego rodzaju manipulacje podczas liczenia głosów.

Miejscowe media jednak obficie cytują już wyrażane przez wiele organizacji obserwatorskich wątpliwości, dotyczące naruszeń standardów demokratycznych w kampanii wyborczej i podczas przygotowywania infrastruktury wyborczej do dnia głosowania.

Wydaje się, że dopiero po głosowaniu i podliczeniu głosów w dniu wyborów będziemy wiedzieli, w którym miejscu znajduje się Republika Madagaskar na drodze do pełnej demokratyzacji swojego systemu politycznego.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kto się boi Piotra Ikonowicza?

28 lutego publicysta Krytyki Politycznej Adam Leszczyński publikuje post Ludwika Reya ze z…