Kilkaset osób – rowerzystów i pieszych leżących na jezdni – taki obrazek można było zobaczyć wczoraj przed brytyjskim ministerstwem transportu. Uczestnicy akcji  wyrazili w ten sposób protest przeciwko opieszałości władz w ograniczaniu ruchu kołowego.

Pod budynkiem przy Horseferry Road na Westminster zebrał się spory tłum działaczy organizacji miejskich, stowarzyszeń rowerzystów, lewicowych partii politycznych oraz mieszkańców, którzy mają dosyć ulicznych korków, smrodu i zanieczyszczeń. Obecna była m.in. Sinn Berry, niedawno przedstawiona jako kandydatka Zielonych na burmistrza Londynu.

Zaprezentowany happening był bardzo efektowny. W jednym momencie, ok. godz. 17:00 uczestnicy położyli się na ulicy. Niektórzy z nich mieli ze sobą rowery, inni maski przeciwgazowe. Akcja trwała ok. 15 minut, na miejscu zebrało się sporo reporterów światowych agencji oraz zaciekawionych przechodniów.

 

Celem organizatorów było zwrócenie uwagi na problemy generowane przez ruch samochodowy. Każdego roku w Londynie z powodu chorób spowodowanych zanieczyszczeniem powietrzna umiera 9,5 tys. osób z uwagi, a ponad 95 tys. dotykają choroby wywołane przez toksyczny smogg.

Jednym z mówców był Donnachadh McCarthy z organizacji „Stop Killing Cyclists”. „Chcemy zwiększyć świadomość społeczną odnośnie faktu, że rząd obniża koszty śmiercionośnych diesli. Chcemy inwestycji w bezpieczny transport, rowery i całkowitego zakazu pojazdów na ropę” – mówił aktywista, który na Twitterze napisał również, ze „przez zanieczyszczenie powietrza ginie 30 razy więcej Brytyjczyków niż w wypadkach samochodowych”. McCarthy uważa, że rząd problem dostrzega, lecz go ignoruje.


Poprzednia akcja miejskich aktywistów przeciwko ruchowi kołowemu była równie efektowna. Polegała na założeniu masek przeciwgazowych słynnym pomnikom w brytyjskiej stolicy.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Jesli chodzi o zanieczyszczenie powietrza to fakt ze taka ilosc starych diesli jaka porusza sie po londynie to nie wiem czy ma sobie rowna w europie. Slynne londynskie black caby to smrod i dym jak z 40 letniego parcha, pomimo ze prawie nowe. Co do rowerzystow to pomimo wielo milionowych inwestycji w poprawe ich bezpieczenstwa oni po prostu nie dorosli do tego. Rowerzysta ktory ma specjalna sciezke i bezkolizyjna sygnalizacje i tak woli przeciskac sie miedzy ciezarowkami i jak mu sie zwroci uwage to jedyne na co ich stac to srodkowy palec.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Ustawa o stażach absolwenckich– współczesne niewolnictwo

Trudno sobie wyobrazić, że w środku Europy jest kraj, sankcjonujący mocą prawnych rozwiąza…