Na zlecenie Urzędu Miasta nakręcono klip promujący potencjał biznesowy i inwestycyjny Łodzi. Powstał w ramach (horrendalnie drogiej) rocznej kampanii i będzie puszczany w telewizjach BBC i CNN. Już w pierwszej scenie za symbol luksusu i ekstrawagancji robi w nim puma w obroży.

Jak podają lokalne media, kampania kosztuje 3,2 mln zł, z czego 85 proc. pochodzi ze środków unijnych. Wkład miasta to niecałe 500 tys. zł. Ale rozmach w klipie przypomina Cesarstwo Bizantyńskie. Jednak okazuje się, że twórcy kampanii zaliczyli podwójną wpadkę. Przewrotne hasło „Don’t invest in Łódź” („Nie inwestuj w Łodzi” – w zamyśle: chyba, że chcesz zostać w tyle) nie spodobało się mieszkańcom, a wykorzystanie w filmiku dzikiego kota zbulwersowało obrońców praw zwierząt.

Na problem pierwszy zwrócił uwagę bloger Animalus, który na co dzień zajmuje się prawnymi i etycznymi aspektami ich funkcjonowania we współczesnym świecie. W swoich materiałach wiele uwagi poświęca właśnie kwestii eksploatacji dzikich gatunków w przemyśle rozrywki. Pracował między innymi w ogrodach zoologicznych, ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt, a także w schronisku dla dzikich kotów w Boliwii. W dodatku… jest łodzianinem.

Maciej Bielak, ukrywający się za pseudonimem Animalus, to znana postać w świecie obrońców praw zwierząt, ceniony fachowiec, który chętnie dzieli się swoją wiedzą podczas prozwierzęcych eventów. Nie pozostawił na klipie suchej nitki. „I tak do klipu za publiczną kasę mającym w zamierzeniu być reklamą miasta w USA i UK, trafia niedźwiedź na łańcuchu. Albo odurzony tygrys. Albo szympans w ubranku. Albo hiena w kagańcu. Coś, co w zamyśle tych ludzi było wspaniałym pomysłem i jakimś cudem przeszło przez wszystkie szczeble przyklepania, a sam klip wczoraj na swoich dwóch profilach umieszcza prezydent miasta, piszą o nim media i nikt nawet nie zapyta ‘moment, ale po co i w ogóle skąd ten tresowany niedźwiedź w klipie?’ Podmieńcie tresowanego niedźwiedzia, tygrysa czy szympansa w ciuszkach na pumę, czyli takiego ważącego ~70kg dużego kota żyjącego w Amerykach i dokładnie to właśnie stało się w Łodzi. Czy nikt nie pomyślał, że wrzucanie takich zwierząt do klipu, który w teorii ma reklamować miasto to rzucanie przekazu ‘takie zwierzę w domu na smyczy to coś normalnego’? Pewnie nikt o tym nie pomyślał. Na pewno ani Urząd Miasta Łodzi, ani Prezydent Miasta Łodzi, ani relacjonujące to media, bo nie widzę nigdzie zasadniczego pytania, co robi w klipie ten kot” – napisał na Facebooku.

Zwrócił też uwagę, że tresura dużych kotów do celów filmowych wygląda podobnie jak tresura zwierząt w cyrkach, a nawet poświęcił temu osobny wpis na swoim blogu.

Wystosował również apel do lokalnych mediów, by podjęły temat. Sprawę poruszyła (nie wnikajmy w pobudki) łódzka TVP, która wysłała do ratusza pytanie o to, w jaki sposób zwierzę ma promować miasto, ale odpowiedzi nie uzyskano.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Cel został jak najbardziej osiągnięty. Nawet WK o tym pisze. W reklamie przecież o to chodzi: dobrze czy źle, byle pisali i mówili.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Australia: tam też policja straszy dziennikarzy. Poszło o tekst o szpiegowaniu obywateli

Australijska opozycja wezwała do powołania komisji śledczej w sprawie policyjnej interwenc…