Może powiedzmy sobie wreszcie otwarcie: kreowani przez media, polityków i innych konformistów na sól ziemi, mali przedsiębiorcy są niezwykle szkodliwi społecznie.

Wśród młodych ludzi w Polsce dominuje postawa ”zausz firmę”. W grupie wiekowej do 35. roku życia odsetek osób, które wyobrażają sobie bycie biznesmenem lub bizneswoman, wynosi 57 proc. Ludzie nieco starsi nie wykazują aż takiego entuzjazmu w chęci ”budowania kapitalizmu”. Wydaję mi się, że postawa tzw. millenialsów nie wynika tylko z przesadzonych ambicji czy dominującej ideologii, dla której miarą człowieczeństwa jest stan portfela. Jest także pokłosiem ich doświadczeń na rynku pracy, czyli stykania się w robocie z tym naszym polskim chamem – Januszem biznesu.

Kto to taki?  Swoich pracowników traktuje instrumentalnie. Sprawny matematyk, nauczył się liczyć, bo boi się, że go okradną. Kto miałby go okraść? Wszyscy. Pytany o podwyżkę, obraża się – czasami już na zawsze. Czyta głównie faktury. Wśród ”Januszów biznesu” mniej więcej połowa to kobiety.

Powiecie, że to obraz przesadzony. Ale zaraz, czy skoro młodzi marzą o byciu tzw. pracodawcą, to chcą być właśnie takim ”Januszem”? Oczywiście, że nie. Nie wiedzą jednak, że nie chodzi tu o cechy charakteru Janusza, lecz o jego miejsce w strukturze społecznej. Nawet bowiem zacny człowiek przemieniony w groszoroba zacznie na bliźnich spozierać wilkiem.

[Pani Anna, pracownica małego sklepu z ubraniami na warszawskim Mokotowie, opowiada: – Przez 4 lata byłam zatrudniona na czarno, ale teraz mam już umowę o pracę. Jestem 50+, poza tym byłam zarejestrowana jako bezrobotna, więc szefowa za zatrudnienie mnie dostała ulgi. I tak jestem wdzięczna. Dzięki temu będę mogła starać się o świadczenie przedemerytalne.

Anna pracuje od poniedziałku do piątku przez 9 godzin, w sobotę 5. Razem daje to 50 godzin w tygodniu. Nie dostaje pieniędzy, które ma w umowie (najniższa krajowa). Otrzymuje 7,5 zł za godzinę oraz procent od utargu, o który ciągle toczą się boje. W niektóre miesiące udaje się jej dociągnąć do 2000 złotych. – Ulgi dla szefowej już się skończyły, więc zaraz mnie zwolni. To znaczy: formalnie mnie zwolni. Ja pójdę na zasiłek, później na najniższą emeryturę i będę dalej pracować. Dzięki temu dam jakoś radę – mówi.

Anna chwali prezydenta Dudę i PiS za odwrócenie reformy emerytalnej poprzedniego rządu. Emeryturę bowiem otrzyma o ładnych kilka lat wcześniej. Pytam zatem, czy jest zwolenniczką rządzącej partii. – Nie! – odpowiada. – Ja chodzę na marsze KOD-u.- Szefowa też ? – pytam trochę żartobliwie i zaraz się wstydzę. – No pewnie! – mówi Anna. – Jak jest dzień pracy, to dostaję wolne i idziemy razem z szefową! – mówi z prawdziwym entuzjazmem.

Za ten wolny od pracy dzień nie otrzymuje jednak zapłaty.]

Wśród wszystkich firm w Polsce, aż 99,8 proc. z nich to te zatrudniające do 250 pracowników. Blisko 70 proc. pracujących znajduje zatrudnienie właśnie w takich firmach. Mali i średni odpowiadają za wytworzenie 67 proc. naszego PKB. Polski model kapitalizmu opiera się właśnie na sektorze MSP. A 96 proc. wszystkich firm to te mikro, zatrudniające poniżej 9 pracowników. To ich próbują uwieść politycy, kiedy obiecują kolejne ułatwienia dla ”maluchów”.

Posiadanie małej firmy kojarzy się młodym z niezależnością i stosunkowo dużymi dochodami. Coś w tym jest. Według GUS przychody mikroprzedsiębiorców zwiększyły się w latach 2009-2014 o blisko 20 proc. Zwiększyła się również liczba samych przedsiębiorstw tego typu – o prawie 200 tysięcy. Akumulacja kapitału mikrusów opiera się kosztem pracowników. Tylko co trzecia osoba zatrudniona w nich pracuje na umowę o pracę. Przeciętne wynagrodzenie brutto wyniosło w 2014 r. 2256,6 zł. To daje ok. 1600 zł. na rękę. Przy czym warto wspomnieć, że w podmiotach prowadzonych przez osoby prawne, czyli naszych Januszów, a takich firm jest zdecydowana większość – 93,3 proc.- płaca wynosiła jeszcze mniej, bo tylko 1950,9 zł.) To wszystko jednak oficjalne dane, które mogą rozmijać się z rzeczywistością.

Jak to widzą związki zawodowe? Specjalnie dla strajk.eu tłumaczy doradca OPZZ Piotr Szumlewicz: – Niestety sytuacja w małych przedsiębiorcach wygląda fatalnie. Im mniejsze firmy, tym większa skala łamania praw pracowniczych i wyzysku. Związki zawodowe praktycznie nie istnieją w mikroprzedsiębiorstwach, a omijanie prawa pracy jest właściwie powszechną praktyką. Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy nie docierają do większości firm, więc pracodawcy pozostają właściwie bezkarni. Jednocześnie według danych GUS płace w małych firmach są o ponad połowę niższe niż w tych dużych. Małe w tym przypadku nie tylko nie jest piękne, ale ma twarz brutalnego, bezwzględnego wyzysku.

[Marta od roku pracuje w modnej kawiarni z kotami, gdzie zbiera się postępowe, miłujące ludzi i zwierzęta towarzystwo. Na początku zarabiała 10 zł za godzinę, teraz stawka wzrosła do 12. Nigdy nie zobaczyła umowy.

– Właścicielka nie chce o tym gadać. Zresztą ona bardzo rzadko pojawia się w kawiarni. Zarządza z domu, przez Facebooka, ma też podgląd z kamer. Ciągle nas strofuje w bardzo brzydki sposób. Zdałam sobie niedawno sprawę, że to przecież mobbing i że właściwie to karalne.

Kocia kawiarnia okazała się bardzo dobrym pomysłem i dziś przynosi spore zyski. Na popularnym portalu zajmującym się wychwalaniem przedsiębiorczości pojawił się materiał o tym innowacyjnym pomyśle. Dużo jest tam mowy o pomaganiu bezdomnym kotkom, akcjach charytatywnych czy aktywizowaniu lokalnej społeczności – tradycyjny zestaw reklamowy firmy, która chce uchodzić za społecznie odpowiedzialną. Lokal powstał poprzez tzw. zrzutkę internetową – któż nie dorzuciłby się, widząc zdjęcie małego kociaka? Zadziwiają podawane przez właścicielkę kwoty kosztów działalności. Mają one bowiem wynosić 15 tys. zł – za czynsz, media oraz zatrudnienie 6 pracowników. Chwali się tym publicznie, chociaż tak niska kwota jest zwyczajnie niemożliwa. Chyba, że okrada się własnych pracowników.

Marta chce w najbliższym czasie wystąpić do sądu o ustalenie stosunku pracy. Zdaje sobie sprawę, że wtedy najprawdopodobniej szefowa ją zwolni, znajdując byle pretekst. Najbardziej szkoda mi kotów, których więcej nie zobaczę -mówi.]

Większość przedsiębiorstw pada bardzo szybko: w ciągu roku znika już 52 proc. firm. Szansa na to, że przedsiębiorstwo przetrwa 10 lat wynosi średnio 6 proc. Wynika to z dużej mierze z uprzywilejowania globalnych korporacji. Zrozumienie tego wymaga jednak systemowej analizy, do której przeciętny pracodawca nie jest zdolny. Uważa on bowiem, że jego głównym gnębicielem jest państwo w postaci ZUS-u, podatków, kosztów pracy i przestrzegających standardów odpowiednich służb, jak Sanepid czy Państwowa Inspekcja Pracy.

Nie mogąc sobie poradzić na ”wolnym rynku”, drobni przedsiębiorcy zarabiają na tym na czym zarobić najłatwiej: na pensjach pracowników. Nie zatrudniając na umowę o pracę, przytulają oni należne pracownikowi pieniądze w postaci składek na ubezpieczenie społeczne. Często rujnując przy tym przyszłość zatrudnionego. Rozumienie Janusza jest proste: po co mam płacić kilkaset złotych więcej pracownikowi, skoro -jeśli nikt się nie dowie- wcale nie muszę. Zawsze to kilka stów więcej!

[Marek pracuje w firmie przewozowej, będącej podwykonawcą dużej firmy kurierskiej. Rusza w trasę w niedzielę wieczorem, wraca do domu w sobotę nad ranem. Jest zatrudniony na umowę o pracę (na minimalną kwotę), faktycznie jednak rozlicza się tzw. kilometrówek- pod stołem. Kursuje pomiędzy czterema miejscowościami w Polsce, jego pensja to 4-5 tys. zł. – Nie mam rodziny i na razie się nie zanosi. – mówi – na razie nie myślę o przyszłości, nie wiem jaką będę miał emeryturę. Żyję dniem dzisiejszym.

Jak my wszyscy.]

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Mamy z mężem mały sklep. Jeśli chcemy komuś zapłacić 3000 zł (bo to podstawowe minimum żeby egzystować w tym pięknym kraju)to musimy realnie wydać 5500(podatek i ZUS). Nie stac nas na to…nie zatrudniamy nikogo,mimo że bardzo by nam to pomogło.

    1. Chciałbym mercedesa ale nie stać mnie na niego więc jeżdżę oplem.

    2. Nikt nie zmusza do prowadzenia działalności. Nie stać Cię? Zwiń interes i zatrudnij się u tego, kto może zapłaić wspomniane 3k brutto.

      ” Ja chodzę na marsze KOD-u.”

      Żal ściska tylną część ciała…

    3. Pracuję w Niemczech. Koszty pracy są tu o wiele wyższe niż w Polsce, a pracodawca uczciwie opłaca wszystkie wymagane składki. Nie spotkałem się ani razu ze złym traktowaniem czyli mobbingiem.

      Rozmowa z niemieckim pracodawcą: „zaczyna pan w przyszły poniedziałek, proszę przyjść w czwartek z dokumentami na podpisanie umowy.”

      Rozmowa z polskim pracodawcą: „dobra, przyjdź pan w poniedziałek” a potem kilka tygodni proszenie o umowę „nie zawracaj teraz głowy, nie widzisz jakie mam urwanie głowy? W następnym tygodniu!”

      Podsumowując: wysokie koszty pracy, biurokracja, podatki, socjal i brak ciągłego kwękania o ułatwieniach dla przedsiębiorców. I to niemiecka gospodarka jest czwartą gospodarką świata.

      Czas spojrzeć prawdzie w oczy polski: model gospodarczy jest niewydolny.

      Bo wynika z ideologii a nie pragmatyzmu.

    4. Zapomniałeś jeszcze dodać, że polski pracodawca wystawi w końcu śmieciówkę na 500 zł bez prawa do urlopu i przerwy śniadaniowej, a resztę da pod stołem.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Prześlepiony bunt. Kto wyszedł na ulice w Marcu 1968 roku?

Fragment książki Michała Siermińskiego „Pęknięta Solidarność”, wydanej nakłade…