„Można powiedzieć, że tym projektem wracamy do cywilizowanych reguł” – rzekł wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, wyjaśniając powodu złożenia projektu ustawy likwidującej możliwość odmowy przyjęcia mandatu. Pomysł krytykują politycy opozycji, prawnicy i obrońcy praw człowieka.

Zmiany mają zostać wprowadzone w momencie, kiedy tlą się kolejne społeczne protesty – obywateli oburzonych na dyletanctwo rządu w realizacji szczepień, przeciwników drakońskiego lockdownu czy kobiet, które też nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa jeśli chodzi o sprzeciw wobec wyroku Trybunału Przyłębskiej. Podczas ostatnich protestów Strajku Kobiet, a także przy okazji działań represyjnych policji wobec obywateli z okazji wiosennego lockdownu, zjawisko odmawiania przyjęcia mandatu miało wymiar masowy. Sądy w zdecydowanej większości przypadku przyznawały rację obywatelom.

Według proponowanych zmian obywatel nie będzie mógł odmówić przyjęcia mandatu, będzie musiał go zapłacić, a przysługiwać mu będzie jedynie wniesienie skargi do sądu. Dotychczas to policjant miał możliwość skierowania wniosku o ukaranie w takich przypadkach. Krytycy pomysłu nie mają wątpliwości: chodzi o zniechęcenie do demonstrowania. Wiceminister Warchoł upiera się, że zwalenie tej procedury na obywatela „nie zmienia niczego” w relacjach na linii społeczeństwo- państwo.

– Tak jak i dzisiaj, to państwo ma udowodnić winę obywatelowi i tutaj to ostatecznie sąd będzie rozstrzygał o tej winie, a nie policjant. Mandat wystawiony przez policjanta jest jedynie propozycją ukarania. Jeśli ten mandat spotka się z zaskarżeniem przez obywatela, wówczas to sąd ostatecznie rozstrzygnie o winie, i to w dwóch instancjach. Czyli prawo do podwójnego odwołania ma taki obywatel – mówił wiceszef MS, udając, że nie dostrzega różnicy między odmową przyjęcia mandatu a koniecznością samodzielnego zakładania sprawy sądowej.

Zapewniał też, że projekt ten nie przerzuca też ciężaru dowodzenia własnej niewinności na rzecz obywatela.

– Projekt nie narusza domniemania niewinności. Nic nie zmienia w zakresie reguł dowodowych. Wystarczy bowiem, że to obywatel przedstawi własną wersję wydarzeń, a policjant będzie musiał ustalać personalia świadków i to ostatecznie sąd będzie się tą sprawą zajmował – uspokajał Warchoł.

W języku polityka Solidarnej Polski wybrzmiały też nuty kojarzące się z neoliberalizmem i koncepcją „taniego państwa”.

– Wymiar sprawiedliwości ma być nie tylko sprawiedliwy, ale i sprawny. Natomiast dzisiaj przeszło 400 tys. spraw w sądach to są sprawy o wykroczenia – ubolewał Warchoł. – Spośród tych, którzy się odwołali, prawie 90 proc. spraw kończy się wyrokiem nakazowym, uprawomocnia się on bez wnoszenia sprzeciwu przez ukaranego.

Przekonywał też, że Polski nie stać na to, żeby obywatele nie przyjmowali kar.

– Mamy karykaturalną, monstrualną machinę mandatów w naszym kraju, na co inne, bardziej zasobne kraje UE nie mogą sobie pozwolić. Czy Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia, Francja to kraje niedemokratyczne? W żadnym z tych krajów obywatel nie może odmówić (przyjęcia) mandatu. Można powiedzieć, że tym projektem wracamy do cywilizowanych reguł – ocenił Warchoł.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wrócił Strajk Kobiet, wróciła policyjna przemoc. Gaz, wykręcane ręce, poturbowani dziennikarze i obrońcy praw człowieka

Nic się nie zmieniło w podejściu władzy do antyrządowych protestów. W środę w Warszawie po…