Zwolennik „normalnej rodziny”, który 11 listopada osłaniał się swoim dzieckiem podczas chuligańskich wybryków na marszu skrajnej prawicy może spędzić za kratkami nawet pięć lat. Prokuratura zabrała się również za matkę chłopca.

Nieustannie krzyczą o zagrożeniach czających się na polskie dzieci. Uważają się za ostoję rodziny i normalności. To tylko słowa. Kiedy przychodzi co do czego, pokazują, że dzieci stanowią tylko osłonę dla ich ekstremistycznych skłonności. Czasem również w sensie dosłownym.

Cztery dni temu media społecznościowe obiegły wstrząsające nagrania. Widzieliśmy na nich mężczyznę z czteroletnim dzieckiem „na barana”, uczestniczącego w atakach na oddział policji. Funkcjonariusze chwile wcześniej ogłosili wydany przez ratusz komunikat o rozwiązaniu Marszu Niepodległości. Powód? Głoszenie haseł antysemickich i odpalanie rac. Nacjonaliści nie podporządkowali się poleceniu. Rozpoczęła się bijatyka, podczas której ranni zostali mundurowi. Ojciec wraz z dzieckiem udał się na sam front. Prowokował i przepychał policjantów uzbrojonych w pałki i tarcze. Kiedy w ruch poszła armatka wodna, mężczyzna zdawał się próbować podłożyć swojego synka pod strumień wody. Nie reagował na polecenie funkcjonariuszy. Wokół leciały przedmioty i wybuchały petardy.

– Odsuń się stąd człowieku, odsuń się z tym dzieckiem, bo w głowę butelką dostanie – mówił jeden z policjantów.

Mężczyzna nie przejmował się zagrożeniem. Po marszu zajęły się nim organy ścigania.

– To zarzut udziału w zbiegowisku pomimo wiedzy, że jego uczestnicy wspólnie dopuszczają się gwałtownego zamachu na osoby i mienie. Podczas tego zdarzenia trzymał czteroletnie dziecko na rękach wchodząc w kordon policji, a także nie zwracając uwagi na to, że obok odpalane są – przez innych uczestników zgromadzenia – materiały pirotechniczne i rzucane niebezpieczne przedmioty – przekazuje Łukasz Dutkowiak, rzecznik wrocławskiej policji.

Policjanci nie mają wątpliwości – mężczyzna naraził swoje dziecko na utratę życia i zdrowia. Teraz grozi mu do pięciu lat więzienia. Zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze: policyjny dozór i poręczenie majątkowe. Policja nie informuje o tym, czy przyznał się do stawianych mu zarzutów. Jednak te mogą nie być końcem jego problemów. – Całość zgromadzonych przez policjantów materiałów została przekazana do sądu rodzinnego, który zajmie się sprawą – informuje Dutkowiak. W piątek zarzut udziału w zbiegowisku usłyszała też matka chłopca, a wcześniej 14 innych osób.

paypal

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Dlaczego PiS dojechał Międlara? Analityk skrajnej prawicy tłumaczy

Można powiedzieć – wreszcie. Państwo PiS w końcu wzięło się na poważnie za jednego z…