Koniec czerwca zawsze upływa w Naddniestrzu pod znakiem dni pamięci o ofiarach wojny 1992 r. W tym roku doszedł jeszcze wstrząs związany z porachunkami w lokalnej elicie politycznej i osobą byłego prezydenta Jewgienija Szewczuka.

W ciągu ostatnich dziesięciu dni wspominano więc wojnę o Naddniestrze, jaka rozegrała się równo 25 lat temu i doprowadziła do faktycznego usamodzielnienia się części Mołdawii położonej na lewym brzegu Dniestru. A kiedy główne uroczystości zakończyły się, 28 czerwca Rada Najwyższa nieuznawanej międzynarodowo republiki ogłosiła, że były prezydent Jewgienij Szewczuk został pozbawiony immunitetu, przysługującego mu według miejscowego prawa i może być sądzony za defraudację majątku publicznego w znacznych rozmiarach. Naddniestrzański prokurator Anatolij Guriecki twierdzi, że Szewczuk przywłaszczył sobie 83 mln rubli naddniestrzańskich, czyli ok. 8 mln dolarów. Zasugerował także, że kolejne zarzuty pojawią się wkrótce.

Szewczuk nie czekał na dalszy rozwój wypadków i wyjechał na drugą stronę Dniestru. W Facebookowym wpisie twierdzi, że stało się to w dramatycznych okolicznościach – dawna głowa państwa musiała ponoć zupełnie dosłownie uciekać przed ludźmi Wiktora Guszana, jednego z dwóch właścicieli holdingu „Szerif”, największego prywatnego podmiotu w Naddniestrzu. Obecny prezydent Naddniestrza, wybrany w grudniu ubiegłego roku Wadim Krasnosielski, również cieszy się poparciem potężnych oligarchów kierujących „Szerifem”.

W kampanii wyborczej Wadim Krasnosielski obiecywał złote góry, których teraz nie widać / fot. Agatha Rosenberg

Kroki wymierzone przeciwko byłemu prezydentowi odebrać można jako potwierdzenie się obaw, jakie wyrażano po zwycięstwie Krasnosielskiego w wyborach prezydenckich. Były minister spraw wewnętrznych Naddniestrza Giennadij Kuźmiczow, komentując wówczas sprawę dla strajk.eu, powiedział, że nieuznawana republika zostanie kompletnie zawłaszczona przez jedną grupę oligarchów, którzy podporządkują własnemu zyskowi wszystko, co znajduje się na lewym brzegu Dniestru. Atak na Szewczuka, którego prezydenturę większość Naddniestrzan uważa za fatalną i którego znaczenie polityczne jest zerowe, pokazuje, że ludzie „Szerifa” nie życzą sobie w okolicy żadnej, choćby potencjalnej konkurencji.

Dyskusja o oszustwach Szewczuka ma również odwrócić uwagę od niespełnionych przez Krasnosielskiego i jego otoczenie obietnic socjalnych, bardzo ważnych dla mieszkańców Naddniestrza. Polityk zapowiadał w kampanii błyskawiczne zmiany na lepsze, których nie widać. Przekierowanie uwagi na pokonanego rywala może chwilowo mu pomóc, tym bardziej, że Szewczuk na swoją marną reputację uczciwie zapracował. Kryzys finansowy w republice próbował naprawiać odbieraniem pracownikom budżetówki 30 proc. wypłat, co dramatycznie przełożyło się na spadek poziomu życia, a wiele rodzin uzależniło od pomocy krewnych za granicą. Dlatego wieść o tym, że obecna władza chce go pociągnąć do odpowiedzialności, część społeczeństwa przyjęła z niekłamanym entuzjazmem.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kilkuset górników protestuje pod ziemią. Chcą sprawiedliwej transformacji dla Śląska i Zagłębia

Już 400 górników bierze udział w podziemnym proteście przeciwko zamykaniu kopalń. Górnicy …