Site icon Portal informacyjny STRAJK

Najśmieszniejsza partia w Polsce

Trudno powiedzieć, kiedy SLD z partii politycznej zaczął dryfować w stronę kabaretu. Czy było to w momencie ogłoszenia Magdaleny Ogórek kandydatką na prezydenta, czy chwilę wcześniej, gdy na czele sojuszu stanął po raz kolejny Leszek Miller? Zwłaszcza, że Miller miał już w tej dziedzinie wprawę. W końcu w 2008 roku zapuścił brodę i założył strukturę o nazwie Polska Lewica. Ba szefował temu czemuś do 2010 roku.

facebook.com/Leszek Miller

Leszek Miller od zawsze kojarzył się ze śmiesznymi, błyskotliwymi powiedzonkami. Dawno temu, obok nich miał też coś do powiedzenia. I to na tyle dużo, że ludzie to coś kupowali. Od niemal dziesięciu lat weteran lewicy może się jedynie szelmowsko uśmiechać i posyłać publice swoje bon moty. No i oczywiście lansować panią Magdalenę.

Włodzimierz Czarzasty, następca Millera na czele masy upadłościowej ugrupowania parlamentarnego reprezentującego przecież jeszcze kadencję temu polską lewicę, różni się od Millera przede wszystkim imieniem i nazwiskiem. Sarkastyczny dowcip, ostre pointowanie i nawet radosne w kolorystyce sweterki sprawdzają się może w czasie telewizyjnych utarczek z przeciwnikami politycznymi, ale nijak nie są w stanie przekonać wyborców, że za tym wszystkim stoi jakaś koncepcja. Myśl, dzięki której można by z nadzieją granicząca z pewnością oddać na SLD kartkę wyborczą. Nadzieja na lepsze jutro i pojutrze swoje i swoich dzieci, czy nawet wnuków.

Ostatnie z bardziej znanych wystąpień Czarzastego brzmi następująco: „To są jaja”. To komentarz do demonstracji jaką urządzili KOD-owcy i Platformersi z okazji zeznawania Donalda Tuska w prokuraturze okręgowej w Warszawie.

– Śmieję się z tego, co widziałem przedwczoraj na dworcu. To są jaja. Kim Ir Sen, Gomułka, Szydło, Paderewski, Tusk. Jak jeszcze słucham Tuska, który mówi: Ja to tak przez przypadek przyjechałem tym pociągiem… To było śmieszne i aroganckie – mówił szef SLD w RMF FM.

Merytorycznie Czarzasty nawet ma rację. Jest jednak jedno ale, i to takie z gatunku abecadła politycznego. Chodzi o mocny przekaz i zagranie osobą swojego lidera przez PO. Tusk udawał głupka, bo taka jego rola, a jego zwolennicy w skuteczny sposób sparodiowali powitanie premier Szydło na lotnisku przez Kaczyńskiego i pisowską wierchuszkę. Widok Tuska idącego do prokuratury w towarzystwie tysięcy ludzi miał swoją polityczną moc.

Włodzimierz Czarzasty/ wikipedia commons

Można się z tego oczywiście – tak jak Czarzasty – śmiać i opowiadać dowcipy, ale nie da się ukryć, że tę rundę wygrał Tusk i jego otoczenie. I to jednogłośnie.

Złośliwości szefa Sojuszu świadczyć mogą tylko o zazdrości, że samemu nie ma się ani pretekstu, ani tylu działaczy, aby podobną akcję przeprowadzić. Ba, nie ma się nawet takiego znaczenia, by własnymi happeningami zainteresować telewizje. A SLD próbuje to robić nieustająco.

Jak choćby lider SLD w Toruniu Marek Jopp, który zapisał się do uczelni Rydzyka, potem to nagłośnił, a jeszcze potem dziwił się, że go z uczelni wyrzucono pod pretekstem braku zaświadczenia od proboszcza.

Oczywiście zagrywka Joppa jest słuszna. Pokazuje, że Rydzyk dostając państwowe subwencje na kierunek, na którym chciał studiować Jopp powinien przyjmować wszystkich, a nie tylko zadeklarowanych katolików. Tyle tylko, że czy konstatacja, iż Rydzyk garnąc pod siebie z państwowej kiesy ile się da, nic sobie nie robi z obowiązującego w Polsce prawa i dobrych obyczajów jest jakimś odkryciem? Jopp zrobił prowokację, którą powinien przeprowadzić nie polityk, tylko pierwszy lepszy dziennikarz. Polityk powinien wtedy to skomentować i wezwać ludzi do protestu. Postawić przed biurami Rydzyka tysiące swoich pikietujących zwolenników. Szefowie takiego polityka powinni zrobić najazd na Warszawę pod hasłami obrony standardów państwa prawa i przeciwdziałania wszechwładzy kleru katolickiego. Można by też apelować, by przyznawane uczelniom środki budżetowe przeznaczyć na stypendia, dla zdolnej młodzieży, która nie ma szans na edukację.

Tymczasem co zrobiono, to jednorazowy show. Śmieszna ciekawostka, która pojawiła się w mediach w jednej chwili, by 5 minut później zgasnąć.

Po tym, jak Kaczyński pognębił Macierewicza partyjnym sądem nad Misiewiczem, szef SLD w Łodzi Tomasz Trela oferuje byłemu rzecznikowi MON pracę.

– Doceniając deklarowaną przez Pana publicznie chęć zdobywania doświadczenia zawodowego i uczenia się warsztatu, aby „skutecznie pracować dla Polski” oraz mając na uwadze fakt, że obecnie jest Pan pozbawiony tak pracy jak i szansy na posadę odpowiadającą Pańskim, jak sądzimy, aspiracjom, mamy propozycję. Chętnie zatrudnimy Pana w nowym zespole, którego zadaniem będą szeroko rozumiane kontakty z mediami – napisał do Bartłomieja Misiewicza w imieniu łódzkiej SLD Trela.

fot. wikimedia commons

– Chcemy podkreślić, że chętnie wspieramy młodych ludzi, ponieważ naszym zdaniem posiadanie dyplomów najlepszych nawet uczelni nie czyni z nikogo dobrego pracownika. Serdecznie zapraszamy Pana na rozmowę, podczas której będziemy mogli się poznać i przedyskutować szczegóły współpracy – tak kończy się polityczne stanowisko poważnej partii politycznej.

Prawda, że bardzo śmieszne? Dzięki tekstowi tego listu niezdecydowani wyborcy na pewno zaczną SLD popierać, a kto wie, czy nie ustawią się teraz w kolejkach po legitymacje Sojuszu.

Jak widać z demokracją w Łodzi musi być fantastycznie, problemy społeczne też są rozwiązane, nikomu nie dzieje się krzywda, pracownicy zarabiają więcej niż właściciele, każdego stać na leczenie, żłobek, przedszkole o mieszkaniu nie wspominając. Musi przecież tak być, bo w przeciwnym razie lewicowa partia nie sięgałaby po odgrzewany po Nowoczesnej nieświeży kotlet o nazwie Misiewicz. Nowoczesna ogłaszając już dawno temu listę Misiewiczów wygrała polityczną batalię związaną z nazwiskiem faworyta ministra Macierewicza.

Co zatem przewodniczący Trela chciał uzyskać teraz? Oklaski, salwy śmiechu, czy kilkadziesiąt lajków na Facebooku?

Zamiast opowiadać dowcipy ktoś w SLD może zacząłby patrzeć co robi polityczna konkurencja, która już zaczęła kolejną kampanię wyborczą. Schetyna wyliczył, że będzie nas stać na 500 zł dla każdego dziecka i obiecuje, że jak wygra, to to wprowadzi. Kosiniak- Kamysz walczy w przypadku sztandarowego projektu PiS aby pierwsze dzieci dostawały cokolwiek, zgodnie z zasadą „złotówka za złotówkę” i progiem 800 złotych dochodu na członka rodziny, który dyskwalifikuje dzieciaki, mających rodziców krezusów wyciągających średnią 801 zł.

Tamci już zaczęli. A Czarzasty?

Czarzasty na pytanie RMF czy ewentualny start Roberta Biedronia o prezydenturę, odparł, że to ciekawa kandydatura.

Za tydzień Święto Pracy. Kolejny 1 maja. Idealna okazja, aby partia mająca się za lewicową pokazała się jako ważny element polskiej polityki. Żeby wyszła do ludzi z lewicowym przekazem, z czymś co niesie nadzieję na przełamanie 12 lat rządów prawicy. Z czymś znacznie nośniejszym społecznie, niż polityczne memy i kolorowe sweterki.

Exit mobile version