Site icon Portal informacyjny STRAJK

Napadł na rozdających jedzenie bezdomnym, trafi do aresztu. Na wolności pozostał jego kolega – wielbiciel SS

22-letni Krzysztof K., student politologii na Uniwersytecie Warszawskim został wczoraj zatrzymany przez policję w związku z atakiem na działaczy Food not Bombs i nazistowskimi ekscesami w metrze, co miało miejsce w niedzielę. Dziś sąd zadecydował, że mężczyzna trafi do aresztu. Aktywiści nie mają jednak wątpliwości – same zatrzymania to zbyt mało.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował tymczasowy areszt wobec mężczyzny podejrzanego o napaść na członków Food Not Bombs – poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński. Mężczyźnie przedstawiono zarzuty: naruszenia nietykalności cielesnej, przymuszania postronnych osób do wykonywania określonych czynności a także promowania ustroju faszystowskiego. Za kratkami spędzi co najmniej trzy miesiące.

Krzysztof K. jest jednym z tych studentów UW, który uważają się za przykładnych patriotów, „obrońców normalności” i wzywają do nietolerancji wobec osób LGBT czy o innym niż biały kolorze skóry. Jak podaje strona Food not Bombs, K. był jeszcze niedawno członkiem neonazistowskiej grupy „Szturmowcy”, rozbitej w wyniki operacji służb wiosną bieżącego roku.

Wcześniej zatrzymany został 16-latek, który również brał udział w napaści. Na wolności pozostaje jeszcze Mateusz F. pseudonim „White”, trzeci z agresorów, wielbiciel rasistowskiego mordercy Janusza Walusia. F. ma na karku Triskelion, czyli symbol Afrykanerskiego Ruchu Oporu – organizacji terrorystycznej z RPA, która próbowała powstrzymać upadek apartheidu w tym kraju. „White” po napaści nie ukrywał się szczególnie. Był nawet aktywny na Facebooku, gdzie komentował posty opisujące jego czyn. Przekonywał, że aktywiści zostali nie zostali zaatakowani dlatego, że rozdawali posiłki bezdomnym, ale dlatego „za to, że są antyfaszystowskim ścierwem, ćpunami”.  Mariusz F. na swoim profilu na FB jako motto zamieścił „Meine Ehre heißt Treue”, czyli „Moim honorem jest wierność”. Jest to motto SS.

Aktywiści Food not Bombs w rozmowie z Portalem Strajk przyznają, że są dalecy od entuzjazmu jeśli chodzi o działanie państwa w sprawie napaści na nich. – Porażką policji jest to, że do tego zdarzenia w ogóle doszło i to tuż obok posterunku. Pierwszy z napastników został zatrzymany przez przechodnia, nie przez policjanta, a tożsamość pozostałych ustalono dzięki pomocy ludzi, którzy od razu zajęli się sprawą – wskazują działacze.

– Jeśli ci ludzie trafią do więzienia, to nie wyjdą lepsi, bo instytucja ta nie prowadzi resocjalizacji, a jedynie radykalizuje takich ludzi, co wzmaga wiele problemów społecznych – tłumaczą aktywiści FnB.

Działacze podkreślają, że pozytywnym zjawiskiem jest reakcja społeczeństwa. „Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu i słów otuchy od tak wielu ludzi. Naprawdę bardzo podnosi to nas na duchu i motywuje do dalszej działalności. Nie damy się zastraszyć i pokażemy, że w Warszawie nie ma miejsca na takie zachowania, ani na propagowanie naziolstwa. Pamiętajmy też, że ten atak nie jest pierwszym i ostatnim incydentem. Niestety ataki na tle wyznaniowym, narodowościowym, czy ze względu na orientację seksualną mają miejsce cały czas i trzeba z tym walczyć” – napisali na swojej stronie. 

W niedzielę grupa trzech mężczyzn napadła na aktywistów rozdających jedzenie ubogim i potrzebującym na placyku przy metrze Centrum w Warszawie. Napastnicy użyli gazu, szarpali i bili aktywistów. Wykrzykiwali też, że „kochają wojnę i Adolfa Hitlera”. Pobili jednego z przechodniów, który próbował interweniować. Następnie uciekli z miejsca zdarzenia na stacje kolejki, gdzie zaczepiali ludzi, krzyczeli i wykonywali hitlerowskie pozdrowienia.

Organizatorzy Food not Bombs uruchomili zbiórkę w ramach której można wspierać ich inicjatywę.

 

 

.

 

 

 

 

Exit mobile version