Site icon Portal informacyjny STRAJK

Neonazistowski marsz w Mariupolu

Pięć tysięcy członków batalionu Azow i ich cywilnych sympatyków przemaszerowało 21 grudnia przez centrum Mariupola.

Członkowie neonazistowskiego batalionu na Ukrainie / twitter.com

Sceneria zupełnie jak z nazistowskich Niemiec. Młodzi mężczyźni idą z pochodniami, dumnie dzierżąc pułkowe sztandary i symbole, w tym Wolfsangel (wilczy hak), buńczucznie wołając: „Idziemy po was!”. Następnie odbywa się publiczny wiec pod pomnikiem średniowiecznego księcia ruskiego Światosława, nielegalnie wzniesionym w tym samym miesiącu przez batalion, oficjalnie z „dobrowolnych datków” mieszkańców Mariupola. Na nim przemawia dowódca batalionu Andrij Biłecki, zwany przez podkomendnych i sympatyków Białym wodzem. Watażka wzywa Ukraińców do krwawej walki „z wrogami, zdrajcami, separatystami i Rosją”.

Azow powstał w 2014 r. jako jeden z batalionów podlegających nie armii, a ukraińskiemu ministerstwu spraw wewnętrznych. Dowodzący nim od listopada tamtego roku Biłecki jeszcze na długo przed Majdanem głosił antysemickie i jawnie neonazistowskie hasła. Na samym Majdanie powalczyć nie miał okazji, bo siedział w więzieniu za udział w strzelaninie. Zwycięstwo protestujących pozwoliło mu jednak wyjść z zakładu karnego na mocy amnestii, w chwale więźnia politycznego. Teraz swoje poglądy Biłecki może głosić bez problemu, fanów ma wielu, a politycznych patronów potężnych – najważniejszym jest miliarder Ihor Kołomojski.

Ultranacjonalistyczne hasła, pochodnie i nazistowska symbolika na marszu to nie tylko prężenie muskułów. Według wydanego w 2014 r. raportu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka – Azow, walcząc na wschodzie Ukrainy, wielokrotnie dopuścił się rabunków, gwałtów, tortur i morderstw. Nawet amerykańscy przyjaciele Ukrainy zauważyli, że coś jest na rzeczy – uchwalając w lipcu budżet na 2016 r. Izba Reprezentantów, najwyraźniej w obawie o kompromitację, zakazała kierowana pomocy wojskowej i doradców do tej jednostki.

[crp]
Exit mobile version