Jeśli chcemy nazywać się ludźmi w dobrym tego słowa znaczeniu, jeśli chcemy nazywać się społeczeństwem elementarnie przyzwoitym, nie możemy z aprobatą czy nawet z obojętnością słuchać tych słów nienawiści i pogardy, które od kilku dni politycy PiS wygłaszają pod adresem społeczności LGBT. Nie trzeba być jednym z nich, ani angażować się w ich sprawę, by pojąć, że odbieranie określonej grupie ludzi atrybutów człowieczeństwa jest krokiem w stronę równi pochyłej.

Kto dziś, niecały rok po napaści na Marsz Równości w Białymstoku, mówi o ludziach nieheteroseksualnych, że „nie są równi ludziom normalnym”, ten wie doskonale, że inspiruje kolejnych agresorów, i to już nie tylko werbalnych. Wymyślanie zagrożenia po to, by wywołać w swoim elektoracie strach i móc potem wystąpić w roli bohaterskiego obrońcy jest żenujące. Pokazywanie palcem, że tym zagrożeniem są współobywatele (tym razem padło na LGBT, ale przecież w razie potrzeby uderzyć można będzie w kogokolwiek innego) i niedwuznaczne szczucie przeciwko nim jest ohydne.

Ale PiS nie dąży do tego, żeby wyrosły po kraju oddolne bojówki „prawdziwych patriotów” i zaczęły w praktyce realizować przemyślenia Joachima Brudzińskiego, dla którego bez LGBT Polska jest najpiękniejsza. Monopol na nienawiść, straszenie i przemoc w Polsce według rządzących ma mieć tylko jeden, centralnie sterowany ośrodek. Brudziński, Duda, Żalek i Czarnek zabrali jeden po drugim głos po to, żeby teraz, przed wyborami, debatę publiczną (czy też jej żałosną polską namiastkę) zdominował jeden temat i buzujące wokół niego emocje. Spluwanie nienawiścią znowu okazuje się zabójczo skuteczną strategią polityczną. Oni tylko się cieszą, gdy zapominamy o tym, za co jeszcze możemy być na nich wściekli.

Nie dajmy im tej satysfakcji.

Nie zapomnijmy, jak Ministerstwo Zdrowia kupiło, znacznie przepłacając, 100 tys. maseczek od firmy wskazanej przez instruktora narciarskiego ministra Szumowskiego. Jak wyrzuciło na bezwartościowe produkty 5 mln zł. Ani jak przepłaciło po raz drugi, tym razem przy sprowadzaniu testów na koronawirusa, kupowanych od firmy założonej przez ultrakatolickiego członka PiS. Niech nie zniknie nam z oczu brat ministra Szumowskiego i jego firma, która od 2015 r. otrzymała 140 mln państwowych dotacji. W tym w procedurach nadzorowanych bezpośrednio przez obecnego ministra, wtedy wiceszefa resortu.

Pamiętajmy, że to nie abstrakcyjne państwo zawiodło w walce z koronawirusowym kryzysem: nasi konkretni rządzący świadomie wybrali strategię wspierania biznesu, banków, a nie ludzi. Miejmy w pamięci, że to właśnie oni z pełnym rozmysłem zrzucili koszty kryzysu na barki najsłabszych, to oni tak napisali „tarcze antykryzysowe”, by dać biznesowi nowe narzędzia do „oszczędzania” kosztem pracowników. Doskonale wiedzieli, że czeka nas lawinowy wzrost bezrobocia, i nie było ich stać nawet na to, by w porę podnieść czy upowszechnić zasiłki. Puścili też mimo uszu wszystkie, dosłownie wszystkie propozycje, by przekuć ten kryzys w cokolwiek pozytywnego: zawalczyć ze śmieciowym zatrudnieniem, ruszyć z programem państwowych inwestycji, czy chociażby dofinansować i zreformować służbę zdrowia. Do upadłego natomiast grali tematem wyborów korespondencyjnych. To też nie było tanie: minister Jacek Sasin przyznał przecież, że na druk bezużytecznych już kart do głosowania poszło, w szczycie kryzysu, blisko 70 mln zł. Czternaście razy więcej, niż na feralne instruktorskie maseczki. Niech ta liczba też łatwo się z głów nie ulotni.

Przypomnijmy sobie również, że Przemysław Czarnek, ten od pouczania, kto nie jest równy normalnym ludziom, jako wojewoda lubelski wszelkimi sposobami starał się doprowadzić do ukarania historyka Grzegorza Kuprianowicza, przedstawiciela ukraińskiej mniejszości w Polsce, za taką ocenę masowego mordu w Sahryniu w 1944 r., która nie pasuje IPN-owskim pisarzom historii czarno-białej. Gdy dziś słyszę, jak bije w LGBT, nie mam wielkich złudzeń: tacy jak on funkcjonariusze rządzącej partii gotowi są rozpętać piekło przeciw każdemu, kto im w danym momencie nie leży. I tak będziemy słuchać wrzasków o „neobolszewickich ideologiach” i „wieszaniu na drzewach zamiast liści”, ktoś za sprawą tych wrzasków przejdzie od słów do czynów, a kapitalizm w XIX-wiecznym stylu, konserwowany przez niby-socjalnych, świetnie ustawionych rządzących, dalej będzie nas wszystkich wykańczał. Nie patrząc, czy na śmieciówie i do śmierci haruje gej, czy dobry patriota.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. równia pochyła jest od 5 czerwca 1989. Sami sobie suweren sklecił z pomocą jankeso-żydowskich „narzędzi”

  2. Przeciwstawianie ideologii ludziom jest nie tylko oburzające ale również głupie. Ideologie to właśnie ludzie, przekaz przedstawicieli określonej grupy społecznej dla własnej grupy lub także dla innych. Marksizm ujmuje ideologie jako element ludzkiej kultury. W polityce od początku są obecne ideologie prawicowe. Są w niej na porządku dziennym. Zupełnie niesłuszne jest ich pejoratywne ujęcie. Takie przeciwstawianie ma sens tylko wtedy, kiedy myli się je z nauką. Jeśli ktoś atakuje w demokracji liberalnej jakąś grupę społeczną, która domaga się tylko praw na gruncie tego systemu, a więc równości, a sam z tych praw korzysta, to właśnie on, jak najbardziej posługuje się ideologią, bo tylko na gruncie jej właśnie może uzasadniać odmawianie tej grupie jej praw. Natomiast ludzi, którzy domagają się przynależnych im praw, można z powodzeniem uznać za występujących bez ideologii. Nie potrzebują oni żadnej specjalnej teorii, aby domagać się takich samych praw, które już obowiązują.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Lepsze 500+ w garści niż puste obietnice (polemika z Piotrem Szumlewiczem)

Piotr Szumlewicz zapytał na łamach Strajk.eu „Dlaczego lewica kocha 500+?”. Nie wiem skąd …