Share Button

W ubiegłym tygodniu skierowali list z żądaniem podwyżek do ministra zdrowia. Dali mu 14 dni na odpowiedź. Jeżeli nie będzie zadowalająca, rozpoczną akcję protestacyjną: będą odmawiać przyjmowania pacjentów i masowo brać L4. Ratownicy medyczni twierdzą, że już rok czekają na wywiązanie się przez ministerstwo z warunków porozumienia.

Ich żądania przedstawione w liście do Łmukasza Szumowskiego są następujące: ratownicy domagają się dodatku w wysokości 1600 zł, podniesienia płacy minimalnej do 4095 zł brutto na koniec 2019 r. i odpowiednio 5251 zł brutto na koniec 2021 r. Od przyszłego roku chcą mieć 6 dni roboczych przewidzianych na szkolenia, opłacane składki i Fundusz Pracy. Uważają, że ich postulaty nie są szczególnie wygórowane.

Są gotowi na akcję ostrzejszą niż w ubiegłym roku, kiedy skończyło się na oflagowaniu karetek pogotowia i założeniu protestacyjnych koszulek. W Małopolsce dyrektorzy szpitali ostrzegają, że za te protesty mogą zapłacić zwolnieniami z pracy, jednak ratownicy są zdesperowani.

„Ministerstwo Zdrowia gwarantuje wypłatę dodatku tylko dla ratowników medycznych zatrudnionych w Zespołach Ratownictwa Medycznego, dyspozytorniach medycznych i SOR w wysokości 800 zł od 1 stycznia 2019 r. Niestety, nie takie były ustalenia porozumienia z dnia 18 lipca 2017 r., kiedy podjęto decyzję o zawieszeniu protestu. W związku z niewywiązywaniem się z postanowień zawartych we wspomnianym porozumieniu podjęliśmy decyzję o wznowieniu protestu”  – napisał w swoim liście komitet protestacyjny.

W ubiegłym roku ratownikom obiecano podwyżki w wysokości 400 zł od lipca 2017 i kolejne 400 zł od 2018, jednak z tej części rząd już się nie wywiązał. W zależności od miejsca zatrudnienia, pomimo takich samych kompetencji, rozbieżności płacowe pomiędzy ratownikami są odczuwalne,

– Już dziś jest problem z obsadzeniem karetek. Jeżdżą w nich zespoły dwuosobowe, a kierowcy często, wbrew ustawie, pełnią rolę kierowników zespołów ratunkowych. To wszystko wynika z tego, że jest nas za mało. Jeśli zaczniemy odmawiać przyjmowania dyżurów albo pójdziemy na L4, karetki po prostu nie wyjadą do pacjentów – powiedziała rozmówczyni „GW” z Małopolski.

Share Button

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*