28-osobowe gremium ekspertów od polityki energetycznej zadecydowało wczoraj, że Republika Federalna Niemiec przestanie pozyskiwać energię ze źródeł węglowych w ciągu najbliższych 19 lat. Pracownicy zamkniętych zakładów otrzymają wsparcie ze strony państwa. Rząd przeznaczy na ten cel miliardy euro.

Powołana przez rząd federalny komisja składa się z przedstawicieli branży węglowej, regionów, których gospodarka opiera się na przemyśle wydobywczym, a także naukowców i ekologów. Jej celem jest koordynacja transformacji energetycznej kraju. Wyzwanie jest poważne, bo RFN jest obecnie największym trucicielem na Starym Kontynencie. W pierwszej dziesiątce głównym emitentów dwutlenku węgla znajduje się aż siedem elektrowni zlokalizowanych u naszych zachodnich sąsiadów. Liderem jest co prawda polski zakład w Bełchatowie, z którego kominów wydobywa się aż 35 mln ton CO2 rocznie, jednak kolejne miejsca zajmują elektrownie: Neurath z emisją 31,3 mln ton,  Niederaußem z 24,8 mln ton, Jänschwalde – 23,8 mln ton, Weisweiler – 18,7 mln ton, Boxberg – 18,6 mln ton oraz Schwarze Pumpe z 12,2 mln ton.

Zatwierdzony plan zakłada stopniowe wygaszanie węglowych zakładów. W 2038 roku zamknięty zostanie ostatni z nich. Pojawia się pytanie – jak zrekompensować regionom, w których znajdują się elektrownie tak znaczący ubytek miejsc pracy? Komisja zaleca by rząd federalny w ciągu najbliższych 10 lat utworzył 5 tysięcy nowych miejsc pracy w krajach związkowych: Nadrenia Północna-Westfalia, Brandenburgia, Saksonia i Saksonia-Anhalt. Wymienione landy otrzymają 40 mld euro w ramach funduszy strukturalnych sfinansowanych przez Berlin. Inwestycje będą obejmować zarówno kreacje miejsc pracy, jak i projekty infrastrukturalne.

Obecnie ze spalania węgla pochodzi 30 proc. energii wykorzystywanej przez gospodarkę RFN. Zmasowane inwestycje w zieloną energię w ciągu ostatnich dwóch dekad sprawiły, że Niemcy w ubiegłym roku osiągnęły historyczny moment, w którym elektrownie wiatrowe, słoneczne, wodne, na biomasę i biogaz przez dwie godziny dostarczały do krajowej sieci elektroenergetycznej więcej mocy (łącznie 54 GW), niż wynosiło zapotrzebowanie całego kraju (53 GW). Łączna produkcja z tych źródłem musi być jednak znacznie wyższa, gdyż w 2022 roku w RFN zostanie zamknięta ostatnia elektrownia atomowa, a energia z tego źródła stanowi obecnie główne zabezpieczenie systemu naszych zachodnich sąsiadów.

paypal

 

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. ,,elektrownie wiatrowe, słoneczne, wodne, na biomasę i biogaz przez dwie godziny dostarczały do krajowej sieci elektroenergetycznej więcej mocy (łącznie 54 GW), niż wynosiło zapotrzebowanie całego kraju (53 GW). ”

    I to jest bzdura która karmi się ciemniaków. Przez dwie godziny to sobie mogły dostarczyć i 53 TW energii. I co z tego za pożytek, skoro większość odbiorców przemysłowych działa w ruchu ciągłym? Przypomnę tym którzy mają trudności z kojarzeniem, że EE NIE DA SIĘ MAGAZYNOWAĆ a jedynie można przetworzyć w energie potencjalną np wody, by później odzyskać część tego co włożono w pierwotny proces.
    Rok temu nieomal pozbawili zasilania pograniczne tereny RP, tak zawzięcie przekazywali energię na południe Niemiec z wiatraków nad Bałtykiem… tak skutecznie ,,podpierali się” w tym procesie polskimi liniami przesyłowymi.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

W oparach jankeskiego absurdu: ponowne uderzenie w Kubę

Mike Pompeo ogłosił, że ustępująca administracja prezydenta Donalda Trumpa zdecydowała o p…