Zdjęcie norki.

Hodowle miały czas na wygaszenie działalności do 2022 r. Jednak właśnie zakończyła pracę ostatnia – w Rahden w Nadrenii Północnej-Westfalii. Niemcy oficjalnie dołączyły do krajów, w których nie zabija się zwierząt na futra – poinformował lokalny oddział PETA.

Ostatni hodowca zakończył działalność już teraz ze względu na dużą presję społeczną. Protestowali zarówno aktywiści jak i mieszkańcy regionu (w marcu ponad 1340 osób podpisało petycję, domagając się zamknięcia fermy). Pracy nie ułatwiała mu również administracja rządowa, która w 2017 przyjęła bardzo rygorystyczne przepisy dotyczące warunków życia zwierząt na wygaszanych fermach (m.in. powiększone klatki, stały dostęp do wody, a w przypadku norek – również baseny do pływania). W związku z tym hodowcy usieli liczyć się ze zwiększonymi kontrolami. W końcu konstatowali, że „bardziej etyczna” hodowla zwierząt na futra jest po prostu nieopłacalna.

PETA podkreśla, że 85 proc. światowego obrotu obrobionego futra pochodzi z hodowli – i że niezależnie od tego, czy poszczególne kraje wprowadzają obostrzenia, fermy zawsze oznaczają dla przetrzymywanych tam zwierząt cierpienie – od narodzi, aż do momentu brutalnej śmierci. Futra przestają też przynosić zyski jako towar luksusowy – rezygnują z nich nawet projektanci i największe światowe domy mody, jak Armani, Gucci czy Burberry.

W 2000 roku hodowli zwierząt na futra całkowicie zakazała Wielka Brytania, cztery lata później – Austria. Niemcy przyjęły odpowiednią ustawę dwa lata temu. Swoje fermy zamknęły również Czechy i Norwegia, która do tej pory była jednym z futrzarskich liderów – rocznie zabijało się na futro 700 tysięcy norek oraz 110 tysięcy lisów.

Niestety nie zanosi się na to, by Polska miała do nich dołączyć, mimo wcześniejszych obietnic Jarosława Kaczyńskiego, że tak właśnie się stanie. PiS wycofało się z pierwotnego kształtu ustawy o ochronie zwierząt, zawierającego zapis o wygaszeniu branży.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Nie tylko Polska nie dołącza do antyfutrzarskiego lobby. W takiej demokratycznej nad wyraz Kanadzie dalej zabija się młode foczki pałkami, by strzelaniem nie uszkodzić cennego futerka.
    Znane firmy futrzarskie nie zaprzestają działalności, tylko przenoszą ją tam, gdzie nie dotarł jeszcze dyktat oszołomów, np. do Rosji czy Chin. Podobno problemów ze zbytem nie ma, bo kobiety dalej kupują futra, tylko ukrywają to, jak niegdyś skok w bok.

    1. Niestety. Ale może na coś się tu przydadzą „luksusowe marki” ze swoimi „trendami” i w Rosji też noszenie futra stanie się obciachem…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Polski parlament: dewocja przekracza skalę

2020 rok ma być „Rokiem Świętego Jana Pawła II”. Tak postanowili posłowie Sejmu. Niewielu …