Najwyższa Izba Kontroli uznała, że mimo restrykcji nałożonych na dopalacze handel nimi ma się całkiem dobrze. Liczba zatruć tymi substancjami wzrosła ze 176 w 2011 roku do ponad 7 tysięcy cztery lata później.

„Prawo i organy państwa nie nadążały za dynamicznymi zmianami na rynku sprzedaży dopalaczy, polegającymi głównie na przeniesieniu ich dystrybucji ze stacjonarnych sklepów do internetu, a także do sprzedaży bezpośredniej (dealerskiej)” – tak brzmi główny wniosek po kontroli NIK. Inspektorzy uznali, że uprawnienia Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) są nieadekwatne w stosunku do celów, które na PIS nakłada ustawa mająca zlikwidować ten segment rynku.

„NIK wskazuje, że walka z tym niebezpiecznym zjawiskiem okazała się w dłuższej perspektywie nieskuteczna. Nie udało się na stałe wyeliminować problemu dopalaczy” – pisze NIK w swoim raporcie.

„Handlarze dopalaczami mieli możliwość obchodzenia i lekceważenia wydawanych decyzji administracyjnych dotyczących zakazu prowadzenia działalności. Z chwilą podjęcia czynności przez Państwową Inspekcję Sanitarną kończyli działalność, a następnie otwierali kolejną pod zmienioną nazwą” – to kolejny wniosek.

Zdaniem Izby w 2011 r., czyli po roku od wprowadzeniu zakazu handlowania nimi, odnotowano spadek zatrutych tymi substancjami osób z 562 do 176. Natomiast w następnych latach ofiar dopalaczy było coraz więcej. W 2015 – ponad 7 tys. Dane ubiegłoroczne mówią o 4,3 tys zatruć dopalaczami.

Niewiele dała lista substancji zakazanych, które były i są stosowane w produkcji dopalaczy. „Producenci środków psychoaktywnych są bowiem w stanie szybko zmodyfikować ich skład, tak aby substancje zawarte w dopalaczu nie znajdowały się na liście substancji zabronionych i „wymknęły się” spod zakazu sprzedaży. W ten sposób organy państwa pozostają nieustannie o krok za podmiotami wytwarzającymi i wprowadzającymi dopalacze do obrotu” – stwierdzają kontrolerzy.

Sytuacji nie zmieniają też kary. NIK twierdzi, że ich skuteczność była „bardzo niska” co powodowało „rzeczywistą bezkarność podmiotów zajmujących się tym nielegalnym procederem”. „Inspektorzy objęci kontrolą NIK nałożyli kary w wysokości 13 mln zł, z czego wyegzekwowano zaledwie niespełna 5 proc. (0,6 mln zł). Łącznie w całym kraju organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej w latach 2010-2016 wymierzyły blisko 65 mln zł kar, jednak do budżetu państwa wpłynęło zaledwie 1,8 mln zł (3 proc.)” – wykazała klęskę państwa w tym zakresie NIK.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Państwo nie ma czasu zajmować się dopalaczami, uznając, że zatruci są i tak mało warci dla przyszłości. Podobnie, jak w sprawie marihuany leczniczej, podniesienia cen leków dla rehabilitowanych po transplantacjach i zasiłkach na utrzymanie dzieci urodzonych z wadami. Nieskutecznośc zasądzonych kar wynika z dwóch faktów. Złe sprecyzowanie podstawy pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej za celowe wprowadzenie do obiegusubstancji zagrażających zdrowi i życiu z zastosowaniem bezwzględnej kary więzienia w przypadku recydywy stwierdzenia ponownego zatrucia przez zakupiony w tej placówce specyfik i lepszego premiowania slużb komorniczych za ściaganie należności, dopuszczające wręcz konfiskatę towaru, w celu jego prawnego zlikwidowania, jako zagrażającego zdrowiu i życiu. oczywiście, trzeba to wszystko ubrać w paragrafy, aby żadna Bruksela nie wystąpila o pogwałcenie wolności trucia sie na wlasne życzenie. Tyle, że na tym nie zbije się popularności przekładanej na słupki w wyborczym rankingu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Białoruś: przegrana kandydatka wzywa na pomoc prezydenta Francji

„Bardzo potrzebujemy mediacji, by uniknąć dalszego rozlewu krwi. Pan Macron mógłby być tak…