Państwowa Inspekcja Pracy nie zajmie się prawami polskich opiekunek osób starszych pracujących w Niemczech. Pismo skierowane do związku zawodowego Związkowa Alternatywa zrobiło na związkowcach fatalne wrażenie.

Przypomnijmy, iż Związkowa Alternatywa jeszcze przed pandemią podjęła działania na rzecz organizowania się Polek, które w krajach niemieckojęzycznych opiekują się osobami starszymi. Opiekunki zaczęły przystępować do związku, w mediach nagłośniono problemy nierównego traktowania Polek i obywatelek niemieckich, łamania przepisów dotyczących czasu pracy czy wymuszania na opiekunkach dodatkowych, nieujętych w umowie obowiązków. Związkowa Alternatywa wskazała również, że opiekunki padają ofiarami zwykłego niewypłacania wynagrodzeń czy nieuczciwych działań polskich podmiotów wysyłających ludzi do pracy za granicą.

Cywilnoprawne nie dla PIP

Co na to Państwowa Inspekcja Pracy? W swoim piśmie w sprawie opiekunek podnosi m.in., że nie ma kompetencji, by zajmować się pracownicami z umowami-zlecenie. Czyli najczęstszymi w branży w przypadku polskich emigrantek w Niemczech. Co najwyżej mogłaby podjąć próbę ustalenia stosunku pracy, jednak równocześnie stwierdza, że polskie opiekunki w Niemczech i tak nie podlegają przepisom o minimalnym wynagrodzeniu, bo pracują w systemie całodobowym. – Trudno to pojąć, biorąc pod uwagę fakt, że niemieckie opiekunki zarabiają ponad 10 euro za godzinę pracy, a polski ustawodawca zadeklarował, że polskie opiekunki nie będą dyskryminowane względem niemieckich – komentuje przewodniczący Związkowej Alternatywy Piotr Szumlewicz w piśmie przesłanym Portalowi Strajk. Polski inspektor pracy mógłby interweniować wyłącznie w sprawie opiekunki, która ma umowę o pracę z polskim podmiotem. Takie kobiety są jednak w ogromnej mniejszości.

PIP jest bezradna również w sprawie wymuszania nadgodzin. Obecne przepisy „uniemożliwiają kontrolującym egzekwowanie wynagrodzeń zleceniobiorców w przypadkach jego niewypłacania, zaniżenia – przepisy nie obowiązują prowadzenia ewidencji liczby godzin wykonania zlecenia”. Krótko mówiąc, liczby godzin pracy opiekunki się nie kontroluje, nie ma więc możliwości ustalenia, czy za wszystkie jej zapłacono.

A co, jeśli wzmocnić kompetencje PIP?

Nawet w takim wypadku Państwowa Inspekcja Pracy nie jest pewna, czy będzie w stanie pomagać polskim pracownicom. W piśmie czytamy, iż „trudno ocenić, czy rozszerzenie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie współpracy z właściwymi organami innych państw (art. 9, kt 4 ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług) będzie miało jakikolwiek wpływ na rozpatrywanie spraw polskich opiekunek”. Jednocześnie inspekcja przyznaje, że nie ma wiedzy odnośnie udziału polskich firm przy zatrudnianiu opiekunek, która „umożliwiłaby Państwowej Inspekcji Pracy przeprowadzenie odpowiednich kontrolnych na terenie RP”.

– Krótko mówiąc, PIP nie widzi żadnych nieprawidłowości, a nie widzi ich, bo nie ma pojęcia o sposobach omijania przepisów, jakie mają miejsce wobec polskich opiekunek w Niemczech – komentuje sprawę Szumlewicz, przypominając, że chodzi o kilkaset tysięcy kobiet (rzadziej mężczyzn), a liczba ta będzie rosła, bo praca w Niemczech, chociaż ciężka, jest nadal jakąś alternatywą wobec ciężkiej i nisko płatnej pracy w Polsce.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Młodzi Ukraińcy podzieleni w ocenie swojego kraju

Wobec zwiększającej się możliwości otwartego konfliktu zbrojnego miedzy Rosją a Ukrainą wa…