Śmiejecie się z Korwina, że odklejony mamrocze znowu głupoty. Przypomnę – starszy pan z Konfederacji, bożyszcze „kuców”, określany jeszcze niedawno przez prawicowy Internet „najinteligentniejszym politykiem”, wyznał kilka dni temu, że nie rozumie, o co chodzi z tym ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych, skoro na Marsie stanowią one 96 proc. chemicznego składu atmosfery, a na Czerwonej Planecie jest przecież zimno jak w psiarni.

Nie trzeba być klimatologiem czy astrofizykiem by stwierdzić, że Korwin nie ma pojęcia o czym mówi. Wystarczy intuicja i wiedza z lekcji środowiska w czwartej klasy szkoły podstawowej. Tym, którym nie chce się szukać informacji, wyjaśnię pokrótce: owszem, atmosfera Marsa składa się głównie z CO2, jednak efekt cieplarniany jest z tego żaden. Ale nie dlatego, że dwutlenek węgla nie ociepla planety, bo ocieplać może, pod warunkiem, że występuje w odpowiedniej ilości i w warunkach ogólnej gęstości atmosfery. A ta marsjańska to ok. 0,7 proc. ziemskiej. Ponadto, na Marsie nie ma wody w stanie ciekłym, planeta jest sucha, a średnie ciśnienie wynosi 1 hPa.  W efekcie atmosfera niezależnie od tego czy zawiera procentowo dużo dwutlenku węgla, czy nie, nie jest w stanie zatrzymać ciepła.

Wynurzenia Korwina są całkowitą ignorancją, poniżej poziomu przywoływanych przez niego od lat pijaków spod budki z piwem, o odebraniu którym praw wyborczych dziadunio z Otwocka fantazjuje od lat. Ale czy to coś nowego? Czy żart, jakim jest Janusz Korwin-Mikke w polityce nadal kogoś śmieszy? Czy ta wypowiedź odstaje poziomem od tych o niezmiennym poziomie wody w szklance po wrzuceniu doń lodu, tej o niższości intelektualnej kobiet, czy tej o dobrodziejstwie pracy dzieci w fabrykach stali?

Nie, ale problem żenującego poziomu merytorycznego i etycznego nie dotyczy tylko Korwina, ale jest cechą menażerii politycznej w której funkcjonuje. Popularny „Pan Jarmuż” przez trzy dekady swojej działalności zrobił krzywdę wielu młodym chłopcom. Intelektualną, a przynajmniej tylko o takiej wiemy. Wciskał im do głowy głupoty, uproszczenia, wzbudzał entuzjazm przyklaskując stereotypom, przyrządzał smakowitą strawę dla nieszczególnie wymagających konsumentów anegdotek społeczno-politycznych. Każdy przytomny rodzic powinien był trzymać swoje pociechy z daleka od przekazu Korwina, tak jak zabrania się gówniarzerii obcować z pornografią czy filmami gore. Tej przytomności jednak zabrakło, czego efektem są upośledzone jednostki, wychowane na wynurzeniach pana z muszką. Nazywamy ich „kucami”.

Jak głosi znane powiedzonko „z korwinizmu się wyrasta”. Czasem po podjęciu pierwszej pracy najemnej, w innym przypadku po inicjacji seksualnej, często w zależności od tego, co nastąpi najpierw. W niektórych przypadkach spustoszenie kognitywne jest jednak tak znaczne, że sowa Minerwy rozkłada bezradne skrzydła. Mamy więc dorosłych mężczyzn małpujących przykazania „Jarmuża” nawet w wieku średnim. Ogrodem zoologicznym grupującym takie okazy są kolejne partie Korwina, a ostatnio nawet polski parlament.

Weźmy takiego Sławomira Mentzena. Konfederacja pcha go po telewizyjnych salonikach, ładuje gruby szmal w promowanie jego bon motów i seansów „orania lewactwa” na soszjalach. Mentzen jest kreowany na „najbardziej merytorycznego polityka” skrajnej prawicy. Podobno zna się jak ekonomii jak mało kto.

Kiedy jednak wczytamy się w to, co Mentzen proponuje, dochodzimy do podobnych andronów, jak w przypadku Korwina. Wdrożenie w życie gospodarczych propozycji Sławka, zajmującego się na co dzień doradzaniem jak unikać płacenia podatków, zakończyłoby się krachem gospodarczym i katastrofą społeczną. Mentzen chciałby zlikwidować obowiązkowe składki na ZUS, znieść podatek dochodowy i obciąć akcyzę na paliwa. Takie działania stworzyłyby dziurę budżetową wielkości 250 mld złotych. Autor gospodarczego programu Konfederacji nie ma za bardzo pomysłu czym ten ubytek zrekompensować, bo nawet jeśli zwolniłby całą budżetówkę, oszczędziłby tylko 50 mld. Co więcej, uczeń Korwina chciałby zapisać w Konstytucji zakaz uchwalania budżetu z długiem. Jedynym wyjściem byłaby więc likwidacja powszechnego szkolnictwa i publicznej ochrony zdrowia. Jak by się to zakończyło? Wyobraźmy sobie obywateli pozbawionych dostępu do usług zdrowotnych podczas epidemii.

Rozkładanie skrajnej prawicy na szaloną w wydaniu Korwina-Mikke i merytoryczną w osobie Mentzena jest więc absurdem. Mamy do czynienia z formacją ludzi całkowicie nieodpowiedzialnych, dryfujących na falach ignorancji, nie przejmujących się szkodliwością społeczną własnych wypowiedzi (na tym polu nie znają żadnych granic). Obecność takich ludzi w polityce jest przykrym studium degeneracji polskiego społeczeństwa.

 

 

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Apolityczność”, czyli jak UEFA gra do jednej bramki z węgierskimi patokibolami

Stadion w Monachium nie zostanie podświetlony na tęczowo podczas meczu Niemcy- Węgry. Nie …