Pewnie słyszeliście, że gdy wybuchło w Polsce powstanie listopadowe, we Francji przyjęto to z sympatią i współczuciem, a polscy emigranci nie mieli tu problemów z administracją i na ogół mogli swobodnie knuć przeciw carowi. Jednocześnie, w tym samym 1830 r. Francuzi z entuzjazmem przyjęli wiadomości o zbrojnej wyprawie kolonialnej na Algierię. Wielcy poeci, jak Lamartine, pisali o promiennym niesieniu cywilizacji, podczas gdy królewska władza liczyła pieniądze.

Karol X napadł na Algierię, która była wtedy wasalem tureckim, bo był u niej zadłużony po szyję. Francja była winna za importowane zboże, a plotki o algierskim bajecznym bogactwie podniecały burżujów, więc przy pomocy 250 okrętów i 40 tys. ludzi dług został zlikwidowany, a Algieria do cna obrabowana w parę lat. We Francji powstały olbrzymie majątki. Np. jeszcze kilkanaście lat temu baron Seillière stał na czele Medefu, tj. związku wielkich francuskich właścicieli, bo jego przodek, też baron Seillière, zainwestował w ów mega-rabunek zaczęty w 1830.

Oczywiście Algierczycy próbowali się bronić, wszczęli więcej powstań niż Polacy, choć już przy okazji inwazji Francuzi wymordowali jedną trzecią populacji. Wzorzec techniki łamania oporu ustanowił post-napoleoński marszałek Thomas Bugeaud, wspominany we Francji do dzisiaj jako patron podstawówek, innych szkół, ulic i placów: „Celem nie jest bezużyteczne bieganie za Arabami. Należy przeszkodzić im siać, zbierać i wypasać, co roku palić ich zbiory, a dopiero potem eksterminować.” Ta recepta generalnie nieźle działała, ale jej wadą było prowokowanie do kolejnych beznadziejnych powstań, podczas których Algierczycy podrzynali gardła, a Francuzi ucinali głowy, by z nich robić fotogeniczne stosy.

Arystokraci, jak pułkownik Lucien-François de Montagnac, podnosili potem duchową poprzeczkę praktycznie cytując Stary Testament: „Zabić wszystkich mężczyzn powyżej 15 r. życia. Kobiety i dzieci załadować na statki i wysłać na Markizy, czy gdziekolwiek. Jednym słowem zniszczyć wszystko, co nie czołga się u naszych stóp jak psy” (1852). Hekatomba goniła hekatombę, klęski głodu „czyściły” kraj i na jakiś czas Algierczycy się uspokoili. Ich kraj stał się częścią Francji, ale tylko biali mieli jej obywatelstwo i pod koniec XIX w. miejscowi Żydzi, według nieśmiertelnej zasady dziel i rządź. Biała kolonizacja rosła w siłę, a zbór ziem stworzył wygnańczy wiejski proletariat, slumsy pod miastami.

Gdy w 1954 r. zaczynała się algierska wojna wyzwoleńcza, średni Algierczyk był sto razy biedniejszy od średniego kolonisty-Europejczyka. Po ośmiu latach Algieria zrzuciła sobie Francję z pleców, ale panowała upokarzająca bieda. Wtedy francuscy przemysłowcy i oligarchowie wpadli na pomysł trwałego „obniżenia kosztów pracy” poprzez stworzenie sztucznej konkurencji na najniższym szczeblu, tj. sprowadzenie milionów arabskich robotników, którzy chętnie akceptowali najmniejsze wypłaty i nie myśleli już o żadnych buntach.

W końcu oligarchom udało się doprowadzić do błogosławionego masowego bezrobocia i tym samym złamania „roszczeń” robotniczych. Wraz z polityką neoliberalną znaczna część przemysłu i górnictwo poszły zresztą do likwidacji/delokalizacji, więc wkrótce również Arabowie poszli na bezrobocie. Przy nowych zatrudnieniach z reguły spotyka ich dyskryminacja, tym bardziej, że często są słabo wykształceni, z racji braku rodzinnych tradycji i odpowiedniej polityki edukacyjnej Francji.

Część młodzieży popadła w głośną patologię i choć olbrzymia większość francuskich muzułmanów jest obywatelami bez zarzutu, ciąży to na jej wizerunku. Stąd kariera skrajnej prawicy, która woli widzieć winnych sytuacji w imigrantach lub ich przodkach, niż w manipulacjach oligarchii i mechanizmach kapitalizmu. Do tego dochodzą znaczne różnice kulturowe, wykształcenia i wychowania, gettoizacja. To pęknięcie się nie zasklepia tworząc błędne koło. W każdym razie, Arabowie są na mieście z powodu dawnej i współczesnej chciwości bogatych Francuzów.

Zdjęcie przedstawia pocztówkę z Algierii. Pocztówki z głowami Arabów wysyłało się kiedyś do metropolii, z pozdrowieniami, informacjami, na święta.

Tekst ukazał się pierwotnie na profilu Plotki paryskie na Facebooku.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. „Wtedy francuscy przemysłowcy i oligarchowie wpadli na pomysł trwałego „obniżenia kosztów pracy” poprzez stworzenie sztucznej konkurencji na najniższym szczeblu, tj. sprowadzenie milionów arabskich robotników, którzy chętnie akceptowali najmniejsze wypłaty i nie myśleli już o żadnych buntach.”
    A imigracja teraz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Sztuka czekania

(„Trybuna” nr 1857)  Czy warto było głosować na Rafała Trzaskowskiego, skoro k…