W sobotę ulice Warszawy zapełniły tłumy protestujących pracowników służby zdrowia a także wspierających ich pacjentów. Według szacunków na protest przybyło między 40 a 50 tysięcy osób. Tego samego dnia przed kancelarią premiera pojawiło się Białe Miasteczko 2.0., przywołujące te zorganizowane w roku 2007.

Tym razem jednak uwagi ze strony premiera domagają się nie tylko pielęgniarki, ale również lekarze, ratownicy oraz personel niemedyczny pracujący w sektorze publicznym służby zdrowia.

– Dlaczego tu jestem? Dlatego, że czara goryczy się już przelała – odpowiada ratownik medyczny z prawie dwudziestopięcioletnim stażem i przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych, Tomasz Fajkowski.

Zbyt niskie finansowanie służby zdrowia, mordercza ilość etatów przypadająca na jednego pracownika zatrudnionego w sektorze publicznym, niskie płace, często urągające godności warunki pracy. Na nic zdał się protest ostrzegawczy 15 czerwca zorganizowany przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych. Dlatego od soboty trawnik przed kancelarią premiera pokryty jest namiotami a na chodniku nieopodal Łazienek Królewskich nieustannie dostrzec można dostrzec – zależnie od wykonywanej profesji – białe fartuchy lub odblaskowe kombinezony. Obecnie na terenie Białego Miasteczka przebywa na stałe od 30 do 50 osób. Według organizatorów nowych „mieszkańców” przybywa z każdym dniem. Protest nie słabnie, a wręcz przeciwnie, na całym zajmowanym przez medyków terenie wyczuwa się atmosferę coraz większej determinacji i przekonania w słuszność całej interwencji.

Nowa formuła

Białe Miasteczko 2.0. nie różni się od swojego pierwowzoru wyłącznie poszerzeniem grona swoich twórców i uczestników o pozostałe zawody medyczne i około medyczne. Strajkujący prowadzą na okupowanym terenie różnego rodzaju panele, akcje prozdrowotne (na przykład darmowe badania w kierunku cukrzycy), warsztaty dla pacjentów. Każdy dzień posiada swój „temat przewodni” i wokół niego prowadzone są dyskusje, omawiane są problemy danego sektora i zapraszani są eksperci z danych dziedzin. Organizatorzy zadbali również o zapewnienie platformy politykom wspierającym ich postulaty. Na postawionej zaraz przy wejściu na teren Miasteczka miniaturowej scenie goszczeni są nie tylko specjaliści z dziedziny medycyny, ale również posłowie. Wszystkie wywiady i dyskusje transmitowane są na bieżąco na fejsbukowym profilu Porozumienia Rezydentów.

Dialog z pacjentem

Mimo, że postaciami centralnymi całego przedsięwzięcia są pracownicy, Białe Miasteczko pozostaje otwarte na pacjentów.

– Białe miasteczko ma być nie tylko miejscem naszego protestu, ale także takim miejscem, gdzie możemy spotkać się z pacjentami, porozmawiać z nimi o ich problemach – mówi Gilbert Kolbe, pielęgniarz i rzecznik prasowy białego miasteczka. Zaznacza, jak istotne pozostaje dla nich ogromne wsparcie społeczne. Mówi o tłumach, które pojawiły się na sobotnim proteście oraz te, które odwiedzają Białe Miasteczko każdego dnia. Medycy również wykorzystują ten czas do samokształcenia się. 13 września w Białym Miasteczku obyły się warsztaty komunikacji z pacjentem. „Tego nikt na żadnych studiach medycznych nie uczy, a przecież jest to podstawa naszej pracy” – podkreśla jedna z protestujących lekarek.

Problemy sektora publicznego

Większość protestujących osób, zapytanych o najważniejsze postulaty i rozwiązania, które najpilniej powinny być zrealizowane, wskazuje na konieczność przeciągnięcia personelu medycznego z sektora prywatnego do tego publicznego. Niedobór kadr skutkuje długim czasem oczekiwania na wizytę lekarską czy zabieg – główne oskarżenia padające ze strony pacjentów leczących się na NFZ. „Musimy zrobić wszystko, aby personel medyczny z prywatnej ochrony zdrowia powrócił do publicznego sektora, bo mamy w tym momencie kryzys kadr. Wzrost liczby osób przyjętych na studia medyczne zwiększył się w ostatnich latach i są to zdecydowanie pozytywne działania ze strony rządu, natomiast do wykształcenia medyków potrzeba 5-10 lat. Jedyne co możemy zrobić, żeby nie powtórzyć historii czwartej fali, która czeka nas za kilkanaście dni i w obliczu której jesteśmy bez kadr, to stworzyć takie warunki pracy i płacy, aby ten personel medyczny powrócił z prywatnego do publicznego sektora ochrony zdrowia” opowiada pomysłodawca Białego Miasteczka 2.0. oraz przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, Wojciech Szaraniec. Według Szarańca, wzorem korzystnych rozwiązań dla polskiej służby zdrowia mogłyby być Czechy. Tam zamiast monopolu jednego ubezpieczyciela na całą opiekę zdrowotną, istnieje konkurencja między paroma państwowymi firmami świadczącymi usługi zdrowotne, a pacjent ma możliwość wyboru, z której z nich ma zamiar korzystać. Ta zdrowa konkurencja pozytywnie wpływa na jakość świadczonych usług, a dodatkowo płatne zabiegi w ramach firm państwowych są jednocześnie o wiele tańsze niż wizyty w prywatnych gabinetach. „To nie jest tak, że w Polsce nie da się dobrze zarobić jako medyk. Da się, ale nie w publicznej ochronie zdrowia. A nam zależy na tym, żebyśmy mogli pomagać pacjentom na każdym poziomie ekonomicznym, ponieważ dostęp do ochrony zdrowia mamy zapewniony konstytucyjnie” – przypomina Gilbert Kolbe.

Postulaty kontra bierność rządu

Godne płace, systemowe wprowadzenie zawodu asystenta medycznego, zmniejszenie biurokracji, ale też – brakujące umowy o pracę. Tomasz Fajkowski, jeden z przedstawicieli ratowników medycznych w Białym Miasteczku, wskazuje problem swoich kolegów na kontraktach, którzy, mimo ogromnej ilości przepracowanych godzin w tygodniu, nie mają szans na zarobki ratowników pracujących na etacie. Personel medyczny chętnie komunikuje zarówno pacjentom jak i rządzącym swoje potrzeby. Ale co na to rząd?

Po konferencji prasowej, która odbyła się 13 września, protestujący nie dostrzegają żadnej refleksji ani ze strony premiera Morawieckiego, ani ze strony Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego. Minister Niedzielski zaapelował o „zaprzestanie krzyków i używanie argumentów”. Powołany został również wiceminister do spraw komunikacji z medykami. „To świadczy tylko o tym, że boją się nas i tego, w jaki sposób powinni z nami rozmawiać” – komentuje Gilbert Kolbe – „szukają rozwiązań dialogowych zamiast rozwiązań systemowych. Tu potrzeba rzeczywistych działań”.

 

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Czy Berlin wywłaszczy korporacje?

Tego lata w Berlinie pojawiły się plakaty w języku polskim: „Aby Berlin pozostał naszym do…