Dokładnie pięć lat temu prawicowy ekstremista Anders Behring Breivik zamordował 77 osób w rządowej dzielnicy Oslo i na wyspie Utoya. Działał w imię chrześcijańskich wartości, narodowego przebudzenia i sprzeciwu wobec zjawiska imigracji. Niestety, wygląda na to, że Europa nie wyciągnęła żadnych wniosków z tragedii, która wydarzyła się 22 lipca 2011 roku.

Stolica Norwegii 30 minut po wybuchu ładunków podłożonych przez Breivika w rządowej dzielnicy / wikipedia commons
Stolica Norwegii 30 minut po wybuchu ładunków podłożonych przez Breivika w rządowej dzielnicy / wikipedia commons

Breivik swoje zbrodnicze dzieło zaplanował i wykonał z wyjątkową dokładnością. Najpierw ściągnął uwagę policji i służb specjalnych detonując ładunek umieszczony w samochodzie-pułapce przed siedzibą ówczesnego premiera Jensa Stoltenberga. Wybuch zabił na miejscu siedem osób, ósma ofiara zmarła w szpitalu, aż 209 zostało rannych. Kilka godzin później ubrany w policyjny mundur pojawił się na wyspie  Utøya leżącej na jeziorze Tyrifjorden, gdzie za pomocą  karabinu automatycznego z zimną krwią zabił 69 uczestników obozu młodzieżówki Norweskiej Partii Pracy. 110 osób zostało rannych. Najmłodsza ofiara miała 14 lat, najstarsza – 61. Napastnik po przybyciu antyterrorystów poddał się  bez walki. Został skazany na maksymalną przewidzianą w norweskim prawie karę 21 lat pozbawienia wolności, jednak prawdopodobnie nigdy nie opuści więzienia, gdyż według obowiązujących procedur, jeśli po odbyciu wyroku będzie nadal stanowił zagrożenie dla społeczeństwa, wówczas zespół psychologów może zadecydować o przedłużeniu odsiadki na czas nieokreślony.

37-letni obecnie terrorysta swój czyn przedstawia jako akt sprzeciwu wobec wypierania europejskich i chrześcijańskich wartości przez wszechobecne, jego zdaniem lewactwo oraz kulturę islamu, która stanowi według Breivika główne zagrożenie dla starego porządku. Będący członkiem neoliberalnej i konserwatywnej Partii Postępu zamachowiec podczas procesu wyjawił, że jego plan był obliczony na wzniecenie antyimigranckich zamieszek w Europie oraz, w dalszej perspektywie, miał doprowadzić do deportacji wszystkich wyznawców islamu ze Starego Kontynentu. Uknuł również pojęcie „marksizmu kulturowego” czyli ofensywy takich wartości jak tolerancja i multikulturalizm, które, w jego odczuciu, są przyczyną upadku wartości i prowadzą do samozagłady cywilizacji europejskiej. Bełkot Breivika znalazł niestety posłuch wśród członków co bardziej pomrocznych grup nacjonalistycznych i ksenofobicznych. Jego fanem jest m.in. Janusz Korwin-Mikke. „P.Behring Breivik chciał zwrócić uwagę na pewien ważny problem. Śmiertelnie poważny problem.W takich Niemczech – na przykład – jest już 10% muzułmanów. We Francji podobnie…… a na jedno dziecko białe rodzi się w tych krajach ośmioro dzieci muzułmańskich” – pisał tuż po zamachu guru polskich wolnorynkowców.

Terrorysta z Norwegii należał do wspólnoty Kościoła protestanckiego, był zdeklarowanym zwolennikiem wolnego rynku, nienawidził socjalizmu, miał obsesję na punkcie feministek; za główny podmiot zbiorowy uważał wspólnotę narodową, był nacjonalistą, monarchistą i islamofobem. Innymi słowy – śmiało mógłby się odnaleźć w niejednej prawicowej organizacji politycznej w Polsce.

 

 

Zobacz także

Moskwa: kurierzy największej sieci mają dość wyzysku

Delivery Club to największa obecnie sieć kurierska w Rosji. Zajmuje się przede wszystkim d…