Share Button

W Singapurze doszło do historycznego spotkania Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem. Świat patrzy na Amerykę z nadzieją na odwilż po okresie agresywnej polityki imperialnej.

We wtorek w Singapurze przywódcy Korei Północnej i USA po raz pierwszy uścisnęli sobie dłonie podczas oficjalnego spotkania. Towarzyszyło temu podpisanie dokumentu, w którym Kim Dzong Un zobowiązuje się do likwidacji skromnego arsenału nuklearnego posiadanego od niedawna przez KRLD. Donald Trump obiecał, że szczegóły porozumienia zostaną przedstawione później. „Świat ujrzy wielkie zmiany” – zapewnił Kim. Oświadczył, że oba kraje „zostawiają przeszłość za sobą”. Prezydent USA określił Kim Dzong Una jako „dojrzałego negocjatora” i obiecał, że zaprosi go do Stanów Zjednoczonych.

wikimedia.org

Złożenie podpisów przez obu przywódców odbyło się przed kamerami i w asyście z jednej strony Kim Ju Dzong, siostry prezydenta KRLD, z drugiej – sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. Trump nie krył zadowolenia z przebiegu wydarzenia. Powiedział, że jest „zaszczycony” spotkaniem z północnokoreańskim liderem, chociaż – prawdopodobnie z powodu wielkich emocji – na temat przyszłych perspektyw wyrażał się bardzo ogólnikowo, wręcz enigmatycznie: „Jesteśmy bardzo dumni z tego, do czego dzisiaj doszło. Mając takie relacje… chcemy czegoś dokonać i dokonamy tego”. Dodał, że „poszło lepiej, niż można się było spodziewać”.

Wcześniej we wtorek miały miejsce rozmowy określone jako „roboczy lunch”. Trump komentował je wyrażając wielkie zadowolenie: „Jest wielki postęp”, „wszystko idzie w jak najlepszym kierunku”. Przyznał jednak: „droga do tych rozmów była bardzo trudna”. „Przeszkodą były stare uprzedzenia i doświadczenia, ale je przezwyciężyliśmy i dlatego dziś tu jesteśmy”

Mówiąc o trudnościach prezydent USA miał na myśli zapewne własne zaszłoroczne– groźby militarnego ataku na KRLD, gdy ostrzegał Kim Dzong Una, że spadnie na niego „ogień i furia” Ameryki. Wstępem do obecnej odwilży było historyczne spotkanie przywódcy Korei Północnej z prezydentem Korei Południowej. Wypada teraz żywić wielką nadzieję, że po epokowym przełomie w Singapurze, USA poważnie rozważy swój stosunek do reszty świata, przed wszystkim zaprzestanie polityki destabilizacji Bliskiego Wschodu, a Trump przemyśli sprawę otwarcia się na prawa człowiek w kraju i zagranicą. Podczas spotkania z Kimem nie padały jednak żądne sugestie na temat możliwości denuklearyzacji USA. Ameryka jest uzbrojona w atom po zęby, posiada ponad 4 tys. zdatnych do użycia głowic, którymi – jak widać – skutecznie potrafi grozić innym krajom.

 

Share Button

3 komentarze

  1. Nikt napisał:

    Wielki kacyk spotkał małego kacyka, zjedli lunch (ośmiorniczki?) i stwierdzili, że bycie kacykiem to fajna sprawa – zawsze można komuś dokopać.

  2. Skorpion13 napisał:

    Awy drodzy żurnasliści za prawdę objawioną bierzxecie dokument któery nie jest nawet listem intencyjnym, a jedynie stanowiskiem obu rozmawiajacych stron.
    Denuklearyzację BEZWZGLEDNIE MUSI POPRZEDZIĆ zawarcie TRAKTATU POKOJOWEGO pomiędzy USA a KRLD.
    Inaczej będzie to gadka szmatka i pociski zostaną.

    osobiście nie liczył bym na rychłe zdemontowanie głowic u Kima – przecież to już 3 pokolenia Koreańczyków wzrastają w skrajnej nieufności do USA i sąsiada z południa.
    Jeżeli traktat pokojowy stanie się faktem – wówczas będziemy dopiero mogli mówić o rzeczywistej nadziei na rozbrojenie jądrowe w tamtym, regionie.

  3. dudek napisał:

    myszki, wystarczy sięgnąć do informacji sprzed paru miesięcy, dokładnie tego samego – denuklearyzacji domagali się od duetu Kim/Donald Rosjanie i Chińczycy, ani jedni ani drudzy nie chcą tolerować na swoich granicach nabzdyczonych oszołomów napakowanych bronią atomową, przy czym jeden z nich (ten z żółtą zaczeską) trochę ciężko myśli, drugi wygląda jakby wyleciał z kopca termitów…..

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*