Kandydat na ministra finansów Paweł Szałamacha przyznał, że realizacja flagowego punktu programu wyborczego PiS od stycznia 2016 r. jest mało realna. Ustawa gwarantująca rodzinom 500 zł na każde drugie dziecko może wejść w życie dopiero wiosną, jeśli uda się zapewnić zakładane wpływy z podatków.

Nowy minister finansów/ facebook.com/Paweł-Szałamacha
Nowy minister finansów/ facebook.com/Paweł-Szałamacha

Wszystko wskazuje na to, że wyborcy, którzy oddali głos na formację Jarosława Kaczyńskiego, licząc na przywrócenie elementarnego bezpieczeństwa socjalnego, już teraz mogą czuć się rozczarowani. Przyszły szef resortu finansów stwierdził w dniu nominacji, że spełnienie jednej z najważniejszych obietnic, która według wielu komentatorów walnie przyczyniła się do tak miażdżącego zwycięstwa PiS w październikowych wyborach, wymaga jeszcze co najmniej kilku miesięcy intensywnej pracy. „W najbliższych dniach będę kompletował zespół wiceministrów, tak aby objąć obowiązki z dobrze rozumiejącym się gronem osób” – napisał Szałamacha na swoim profilu na Facebooku.

Były członek Unii Polityki Realnej rozwiał tym samym nadzieje wyborców, którzy liczyli, że nowy rząd wspomoże ich obiecaną kwotą już na początku przyszłego roku. „Instytut Ekonomiczny Narodowego Banku Polskiego szacuje wpływ naszego programu prorodzinnego na minus 15,5 mld zł rocznie, natomiast technicznie niemożliwe jest wejście propozycji już od 1 stycznia, tak więc kwota w 2016 będzie niższa” – tłumaczy Szałamacha.

Minister tryska natomiast optymizmem jeśli chodzi o przychody do budżetu z tytułu nowych podatków, z których ma być finansowane m.in. świadczenie dla rodzin z drugim dzieckiem. „Po stronie dochodowej pojawią się wpływy z podatków sektorowych (bankowy i od supermarketów) szacowane przez IE NBP na 10,3 mld zł. Przy nieznacznym zwiększeniu wpływów z dywidend o 0,75 mld, zwiększeniu deficytu o 1-1,5 mld zł i zmniejszeniu zakresu wyłudzeń zwrotu VAT przez tzw. „karuzele VAT-owskie”, budżet na 2016 będzie realizował naszą sztandarową zapowiedź, jak i zachowa stabilność makroekonomiczną” – zapewnia.

Paweł Szałamacha w przeszłości wyznawał skrajnie liberalne teorie ekonomiczne. Obecnie deklaruje się jako zwolennik interwencjonizmu i inwestycji państwowych w celu zapewnienia trwałego wzrostu gospodarczego. „Liberalne podejście do polityki gospodarczej, co było domeną rządzących przez ostatnie lata, oznaczało myślenie, że wszystko stanie się samo. Wystarczy globalizacja, wymienialna waluta, wolny handel i niska inflacja, a już powstaną narodowe specjalizacje i zamożność społeczeństwa będzie rosła sama z siebie. Ale tak nie jest, rozwój wymaga jednak pewnej koordynacji działań i strategicznej wizji” – mówił przyszły minister w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Morderca Floyda nie jest jednym z nas” – policjanci z Michigan zdjęli hełmy i odłożyli broń, maszerują z protestującymi

Podczas gdy w większości miast USA policja agresywnie tłumi spontaniczne protesty, których…