Organizacje zajmujące się walką z zanieczyszczeniem powietrza podpisały w poniedziałek pakt na rzecz rzetelnego informowania Polaków o zagrożeniach związanych ze smogiem.

Podczas wczorajszej konferencji prasowej przedstawiciele Najwyższej Izby Kontroli, Global Compact Network Poland, Polskiego Alarmu Smogowego i Krakowskiego Alarmu Smogowego poinformowali o podjęciu wspólnych działań w zakresie popularyzacji świadomości wpływu zanieczyszczenia powietrza na nasze zdrowie. Członkowie nowej koalicji zaprezentowali również, jakimi środkami manipulacji posługują się polskie władze w celu umniejszania skali problemu, a co za tym idzie – bagatelizowania go.

Aktywiści Polskiego Alarmu Smogowego zwrócili uwagę, że od kilku lat apelują, by zagrożenie dla zdrowia w naszym kraju ogłaszano przy niższym poziomie zanieczyszczenia powietrza niż obecnie. Teraz wskaźnik alarmowy jest najwyższy w Europie – wynosi 300 mikrogramów pyłu na metr sześcienny. Dopiero przy takim zanieczyszczeniu władze miast mają obowiązek podjąć radykalne działania, np. wprowadzić zakaz wjazdu samochodów do centrum i ograniczenia pracy zakładów przemysłowych. Tymczasem we Francji stan kryzysowy ogłaszany jest już przy 80, a w Czechach i Węgrzech – przy 100 mikrogramach na metr sześcienny.

Tymczasem przy stężeniu trucizn, które według polskiej nomenklatury nazywane jest „umiarkowanym” (stężenie pyłu PM10 między 61 a 101 µg/m3) występuje już realne zagrożenia dla zdrowia osób nie tylko wrażliwych. We Francji w takich warunkach zaleca się już pozostanie w domach. Na mapkach w Polsce taki stopień zanieczyszczeń oznaczany jest kolorem żółtym, a więc sygnalizującym – nic złego się jeszcze  nie dzieje. Bardzo łagodnie, bo mianem „dostatecznego” ochrzczone zostało nad Wisłą stężenie stężenie pyłu PM10 między 101 a 141 µg/m3). Na stronie ministerstwa środowiska czytamy jednak, że „jakość powietrza jest dostateczna, zanieczyszczenie powietrza stanowi zagrożenie dla zdrowia (szczególnie dla osób chorych, starszych, kobiet w ciąży oraz małych dzieci) oraz może mieć negatywne skutki zdrowotne.”. A zatem „dostateczny” oznacza jednak niebezpieczeństwo.

W Polsce o problemie smogu zaczęło się mówić na początku bieżącej dekady. Jaka była reakcja władz? Rząd Platformy Obywatelskiej zamiast dostosować przepisy do tych obowiązujących w innych krajach Europy, jeszcze je poluzował. W 2012 r. minister środowiska Marcin Korolec wydał rozporządzenie, które podwyższało poziom alarmowy zawartości pyłu w powietrzu z 200 do 300 mikrogramów na metr sześcienny. Dlaczego tak się stało? –  Kiedy zostały podwyższone normy, mogliśmy się pochwalić przed innymi krajami, że u nas niewiele jest dni ze stanem alarmowym – tłumaczy Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego.

Warto też zauważyć, że liczba dni z przekroczonym pułapem alarmowym w polskich miastach narasta, co jest efektem zwiększającej się liczby samochodów na mieszkańca oraz działań branży deweloperskiej, która zabudowuje kanały przepływu powietrza, uniemożliwiając przewiewy, które wcześniej rozpędzały smog. W 2012 roku w Warszawie było 6 dni z alarmem smogowym, w 2017 już 35.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Piotruś-Pan jak zwykle na fali…
    To może powie pan panie Piotrusiu, jak to możliwe, ze w Katowicach i okolicy wszyscy nie wymarli, gdy stężenie pyłów przez całe półwiecze było 30 razy wyższe niż dziś próg alarmowy???? Może średnia długość życia była rok czy dwa niższa niż na białostocczyźnie… jednak trudno wykazać że to od spalin i pyłów a nie ciężkiej pracy pod ziemią, w hutach, walcowniach, koksowniach i kilku innych ,,zdrowych” miejscach pracy.
    Ogarnij się pan redaktorze i nie płyń z ta falą głupoty…(lub jak kto woli – tematem zastępczym)

  2. Dobrze, że na pierwszym miejscu nie przywołano spalania śmieci w gospodarstwach domowych, a zwrócono uwagę na samochody i przemysł. Ja uprzedzę kierowanie całej winy na gospodarstwa domowe. Proszę sobie uzmysłowić, że jednej tonie węgla odpowiada ok 3 m3 drewna opałowego. Należy zatem postawić pytanie: ile i jakich „śmieci” musiałby spalić w kotle lub kominku przeciętny Polak, aby ogrzać 60 m2 powierzchni mieszkalnej? Widzimy tylko dymek z prywatnego komina, a nie chcemy popatrzeć na swoje zabaweczki śliczne – diesle w szczególności, którymi przecież musimy bezmyślnie jeździć po piwelko kilka razy dziennie.

    1. Kopeć z rury dieselka – to małe miki. 0,5mm asfaltu rocznie z kazdego metra kwadratowego dróg – tego pan nie wziął pod uwagę, 1/4 wysokości bieżnika opon rocznie w tych 16 milionach autek zarejestrowanych w RP. I dobre półtora kilo okładzin ciernych i tarcz hamulcowych z każdego.
      Oczywiście nie wszystko to pyły <PM10, jest sporo grubszego ,,towaru''. Jednak o tym się milczy – bo przecież eko-ekspert też lubi du.pę wozić i per pedes nie będzie drałował.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Biskup, który krył księdza podejrzanego o pedofilię, nagrodzony przez KUL

To kolejna sprawa, wskazująca, że polski Kościół katolicki nie tylko nie uczy się na własn…