Ponad sześć tysięcy osób podpisało się pod petycją o pozostawienie w Polsce tadżyckiej rodziny, której grozi deportacja do Tadżykistanu. W azjatyckim kraju na rodziców dwójki dzieci czeka więzienie – skutek działalności politycznej przeciwko tamtejszemu reżimowi.

16-letnia Madina, jej rok starsza siostra Amina oraz ich rodzice mieszkają w Polsce od dwóch lat. Dziewczyny świetnie mówią po polsku, są w pełni zintegrowane z naszym społeczeństwem, mają tutaj znajomych i przyjaciół. Z powodów proceduralnych grozi im jednak powrót do Duszanbe. Dlaczego? Ich wniosek o przyznanie statusu uchodźcy został dwa razy odrzucony, a to oznacza automatyczną deportację. Brak pozytywnej reakcji na składane podania wynika z rządowych restrykcji, które nakazują Straży Granicznej zminimalizowanie liczby wydawanych akceptacji. Tak właśnie państwo polskie walczy z „napływem uchodźców”.

„Save Madina” – pod takim hasłem odbyła się pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego demonstracja solidarnościowa z tadżycką rodziną. Wzięło w niej udział ponad sto osób, w tym koleżanki i koledzy Madiny ze szkoły.

– Nie wyobrażam sobie powrotu do Tadżykistanu. Musielibyśmy tam żyć bez rodziców, bo oni zostaliby aresztowani. A ja nie chcę żyć bez mamy, bardzo ją kocham – mówi Amina w rozmowie z tok.fm

Dlaczego rodzice dziewczyn są narażeni na represje? Matka Madiny i Aminy była działaczką Islamskiej Partii Odrodzenia – umiarkowanie religijnego, opozycyjnego ugrupowania, które w Tadżykistanie propagowało wartości demokratyczne. Partia została zdelegalizowana przez obecny rząd, na którego czele od 1994 roku stoi prezydent Emomali Rahmon. Mimo to Urząd do Spraw Cudzoziemców uznał, że przedstawiony przez rodzinę opis tego, co spotkało ich w kraju pochodzenia, nie stanowi uzasadnionej podstawy do obaw przed prześladowaniem. Opinie Urzędu podtrzymała Rada do Spraw Uchodźców.

Czy jest zatem jakakolwiek szansa, że tadżycka rodzina uniknie tragedii? Jedyną możliwością wydaje się uzyskanie w  tzw. pobytu humanitarnego – uznaniowej formy zgody na pobyt w Polsce. Wszystko w rękach komendanta Straży Granicznej. Czy pozwoli dziewczynom i ich rodzicom żyć w naszym kraju? Nie wiadomo.

„Przesłanki do udzielenia zgody na pobyt ze względów humanitarnych są obligatoryjnie rozpatrywane na każdym etapie postępowania administracyjnego w sprawie zobowiązania cudzoziemca do powrotu. Nie mogę jednak udzielać informacji o konkretnym przypadku osobom, które nie są stroną postępowania” – mówi dla „Gazety Wyborczej” Agnieszka Golias, rzecznik komendanta głównego Straży Granicznej.

Petycje można podpisać tutaj. 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Ameryka Łacińska: z powodu pandemii zniknęło 26 mln miejsc pracy

Międzynarodowa Organizacja Pracy (MOP) poinformowała, że na skutek pandemii koronawirusa i…