Dzisiaj, gdyby nie tragiczne samobójstwo, skończyłby 63 lata Tomasz Beksiński. I myślę – być może jego biografowie się ze mną zgodzą – że była to autodestrukcja nieunikniona. W wigilię 1999 roku Polska straciła wybitnego radiowca, tłumacza. Dziennikarza.  Tomek zastępstwa nie znajdzie, bo Polska po śmierci oryginału jest mało sprzyjająca dla pojawienia się nowego Tomka. Jeśli młodszy Beksiński nie chciał żyć w latach ’90, to tym bardziej nie chciałby żyć po nowym millenium. Na pewno nie dziś.

I ktoś mi, osobie urodzonej w tym samym roku, w którym odszedł „Nosferatu” może zarzucić, że moje pojęcie o latach 1968-1999 to jedynie marna rekonstrukcja. Jest to zarzut niebezpodstawny. Ale ja –  i zapewne wielu młodych ludzi, dla których dzisiaj postać Tomka coś znaczy -tę swoją rekonstrukcję zawdzięczam w olbrzymiej mierze właśnie jego słowom, jego narracji i „jego” muzyce. Skrawkom porozrzucanym po Internecie, maniakom, które chcą je zbierać i zachować. I próbują odtworzyć wrażliwość młodszego Beksińskiego, bo nawet swoje irytacje był w stanie opisać z pasją i precyzją.

Jeden z artykułów Beksińskiego, do którego najchętniej wracam, to ten zatytułowany „Co by tu jeszcze spieprzyć”. Oj kochany, nawet nie wyobrażasz sobie, ile jeszcze można było. Jeśli idiotyczne polsatowe programy albo migające epileptycznie logo TVP były w stanie obrzydzić Ci konsumpcję filmów fabularnych w ’99, to dzięki Bogu, że nie miałeś okazji usiąść przed telewizorem w 2020. Sama zawartość Telegazety byłaby w stanie Cię doprowadzić do takiej kurwicy, że telewizor bezceremonialnie wyrzuciłbyś za okno, tak jak to zrobiłeś w tej paskudnej filmowej laurce, którą Ci Matuszyński z Ogrodnikiem pośmiertnie sprawili (choć do dzisiaj zastanawiam się, kogo obwiniać za to kuriozum).

I w ogóle kto oczekuje od dzisiejszych stacji telewizyjnych pokazaniu znośnego chociażby w odbiorze filmu?

Z radiem równie źle –  o ile nie gorzej. Żadna przestrzeń medialna nie obrosła takim zepsuciem i stęchlizną, jak przestrzeń radiowa. Jeśli jakimś cudem nie złapie Ci „Antyradio” na jakiejś magicznej częstotliwości w aucie (i przy okazji trafisz na znośną audycję), ewentualnie jeśli nie włączysz sobie poczciwego mannowskiego „Nowego światu” to skazany jesteś na słuchanie przez 70 proc. czasu reklam na grzybicę stóp. Pozostałe 30 proc. to zestaw tych samych dwudziestu wyświechtanych piosenek z tekstem, które nie przekraczają inwentarza słów przeciętnego szóstoklasisty. Widząc opłakany .stan „Trójki” i jej pochodnych, to nie wiem, gdzie Tomasz Beksiński mógłby znaleźć sobie dzisiaj miejsce.

Zastanawia mnie tylko, co by powiedział Tomek Beksiński w kinie. W kinie, które poza mainstreamem zachowało swój kunszt i lubię myśleć, co napisałby „Nosferatu” o nowym Lanthimosie albo o nowym Haneke. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się to być jedyną przestrzenią, w której wrażliwość oraz kunszt dziennikarski Tomka Beksińskiego nie poszłyby na śmietnik, lub nie zostały tanio sprzedane.

Chciałabym, żeby pokolenie młodych dziennikarzy, młodych radiowców, wszystkich, którzy podejmują się opisu tego, co słuchają i oglądają zapamiętało Tomasza Beksińskiego nie jako syna malarza. Nawet, jeśli to wrażliwość, którą odziedziczył po rodzicach artystach, przekuł w talent obserwatora kultury.

Chciałabym też, żeby lewica odzyskała radio, bo nieprawdopodobne jest, jak łatwo je oddaliśmy. I nieprawdopodobne jest, jak oddajemy kolejne, cenne bastiony – jak film, muzykę, jak piłkę nożną – bo jeśli nie odzwierciedlają stricte naszej narracji to traktujemy je jak bezużyteczne. Tomasz Beksiński nie był dziennikarzem lewicowym, ale uczczenie jego pamięci powinno być obowiązkiem każdego dziennikarza bez względu na profil polityczny (a przynajmniej każdego dziennikarza, który widzi coś jeszcze poza ślepą walką z obranym przez siebie wrogiem publicznym).

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Platforma Obywatelska orzekła: „strajk w zakładzie pracy… to czysty stalinizm, bolszewizm i samo zło!”

„Jak oni mogli! No jakim prawem!? Przecież są jakieś granice! Przecież są rzeczy, których …