O świeżości w polityce, kleszczach duopolu, pozawarszawskiej perspektywie na życie w Polsce oraz o politycznych priorytetach, które z takiej perspektywy wyrastają, Portal Strajk rozmawia z jednym z najmłodszych kandydatów do Sejmu, Łukaszem Michnikiem startującym w Olsztynie z czwartego miejsca na liście Lewicy.

Jak to się stało, że w tak młodym wieku trafiłeś na listę kandydatów do Sejmu? Jesteś przecież jeszcze studentem stosunków międzynarodowych, rocznik 1998 r.

Motywację do działania politycznego miałem od dawna. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem coś zmieniać na lepsze. Muszę jednak przyznać, że długo nie wiedziałem, jak. W wieku trzynastu lat zaangażowany byłem w Młodzieżową Radę Miasta,  brałem też udział w symulowanych obradach ONZ w kilku krajach czy happeningach i akcjach lokalnych w Olsztynie, takich jak organizowanie biblioteki w naszym szpitalu dziecięcym. Motywowały mnie wszystkie niedociągnięcia i problemy, których doświadczałem ja, moja rodzina, przyjaciele, lokalna społeczność.

Wychowałeś się w Olsztynie?

Tam się urodziłem, lecz większość dzieciństwa spędziłem w małej wiosce w niezamożnym powiecie i bardzo biednej gminie. Potem pracowałem w starostwie powiatowym i na placówce dyplomatycznej w Edynburgu, ale to miejsce pochodzenia mnie ukształtowało: wioska dziewięćdziesiąt osób, w zasadzie odcięta od świata. Problem wykluczenia komunikacyjnego w postaci czystej. Miejsce zapomniane przez polskich polityków.

W moim województwie jest najwyższe bezrobocie w skali kraju, około 10 proc. Olsztyn ekonomicznie jest zostawiony samemu sobie. Gdyby nie duży zakład fabryczny Michelin i uniwersytet, to naprawdę tam trudno byłoby żyć. Prywatyzacja PKS-u i rzeź połączeń kolejowych poskutkowała tym, że z ogromnej większości satelickich wiosek nie dojeżdżają do Olsztyna autobusy ani kolej.

Rozumiem, dlaczego stale podkreślasz, że przyszedłeś do polityki z zupełnie inną perspektywą, niż młodzi lewicowi aktywiści z Warszawy czy Poznania…

Nie chcę sugerować, że ich optyka jest mniej warta. Ale jest zupełnie inna! Na przykład w kwestiach praworządności. W Warszawie na manifestacje pod sądami przychodzą tysiące osób. Pod olsztyńskie sądy przychodziły w najlepszym razie setki. I nie dlatego, że ta sprawa tutaj nikogo nie obchodzi. Po prostu w pierwszej kolejności zajmują nas przyziemne problemy: w okolicznych wioskach robimy wspólnie wioskowe listy zakupów, bo tylko kilka osób ma samochód i może je przywieźć, musimy prosić sąsiadów, by podwozili nas do szpitala. To jest nasza codzienność.

Jak w takim środowisku młodzież staje się aktywna politycznie?

Młodzież jest rozczarowana dzisiejszą polityką, czuje, że potrzebuje zmian i szuka pomysłów, recept. W regionach ekonomicznie wykluczonych tym bardziej, bo tam problem goni problem.

Mówiłem już o braku lokalnego transportu. W parze idzie z nim problem braku mieszkań. Młodzi ludzie nie mają jak wyprowadzić się od rodziców,  jedyną opcją jest wynajem mieszkania na wynajem, gdzie cena zależy od arbitralnych decyzji właściciela. Dlatego dla mnie niezwykle ważny jest zapisanym w programie Lewicy pomysł utworzenia publicznej spółki deweloperskiej, która będzie w stanie realizować naprawdę tanie projekty mieszkaniowe. To może być punkt zaczepienia do rozmowy z młodymi…

… z którymi dotąd rozmawia na prowincji wyłącznie prawica. Prawda to czy mit?

Gdy chodziłem do gimnazjum, w Olsztynie nie było żadnych środowisk lewicowych. Wszędzie wokół natomiast działali ludzie skupieni wokół Janusza Korwina-Mikke czy szeroko pojętej prawicy od PiS-u po narodowców. Lewicowa agenda była młodzieży do niedawna kompletnie obca. Myśl, że to w lewicowym programie są propozycje rozwiązania ich problemów, przebija się powoli – ale coś się jednak dzieje w tym kierunku.

Dobrze to słyszeć, bo ja też doświadczyłem podobnego osamotnienia: miałem lewicowe poglądy i żadnych ludzi w swoim wieku w najbliższym otoczeniu, którzy by je podzielali. Dodam, że to było w Warszawie, jeszcze kilka lat temu.

Przez ostatnie kilka lat bardzo wiele się zmieniło. Wśród młodych czuć poruszenie. W jego zaistnieniu pomogło powstanie takich partii jak Wiosna i Razem, ale też Czarne Protesty i masa innych upolityczniających wydarzeń ostatnich lat. Sam jako sekretarz młodzieżówki Wiosny byłem zdziwiony tym, jak szybko dołączali do nas działaczki i działacze. W krótkim czasie było nas aż 500 osób w całym kraju. To o czymś świadczy. Coraz większą popularnością cieszą się liberalne i lewicowe idee. Dla mnie i dla wielu młodych ludzi ważna była i jest postać Roberta Biedronia, który rzeczywiście był oddzielony od tej twardej, bezwzględnej polityki. Jako prezydent Słupska zrobił świetną robotę.

Wiosna to twoje pierwsze doświadczenie partyjne?

Tak, wcześniej działałem tylko w różnego rodzaju środowiskach lokalnych i stowarzyszeniach.

Czujesz, że jesteś na właściwym miejscu? Dla wielu Wiosna też była pierwszym, czy też bardzo odświeżającym doświadczeniem, a okazała się wielkim rozczarowaniem. Te wszystkie skandale: brukselski mandat Biedronia, znikanie z list osób, które były z liderem partii od początku, pogłoski o nepotyzmie, dyktatorskim kierowaniu partią…

Nie będę ukrywał: mieliśmy inne perspektywy w wyborach europarlamentarnych. Sądząc z sondaży spodziewaliśmy się raczej wyniku w granicach 16 proc., a nie uzyskanego ostatecznie 6 proc. Cała mechanika polaryzacji zmusiła nas do przekonfigurowania naszych ambicji, które były zdecydowane większe na początku projektu. Taka dynamika często zmuszała kierownictwo do ciężkich decyzji. Twardej ręki, która utrzyma cały projekt po prostu było nam trzeba. Ja to osobiście rozumiem.

Mandat europosła Roberta Biedronia też słusznie został zatrzymany?

Po wyborach trzeba było ustalić na nowo priorytety, na nowo ustanowić cele, po to, by nie rozczarować prawie miliona ludzi, którzy na nas zagłosowali. Nieoddanie mandatu też wynikało z tego zwrotu w rzeczywistości politycznej. To prawda, że nie wszyscy się z taką decyzją zgadzali. Oni odeszli.

Ale mobbing w strukturach młodzieżowych Wiosny to już głębszy problem. Chyba że głosy mówiące o nim przesadzają?

Osoba Roberta Biedronia przyciągnęła do polityki wiele młodych osób. Dla wielu z nich praca w ramach naszych struktur była debiutem w jakiejkolwiek działalności społecznej. Sam pamiętam swoje pierwsze projekty i to, jak ciężko było mi sobie poradzić z tempem pracy i  bezpośrednim sposobem formułowania uwag i poprawek, z którym się spotykałem. W Przedwiośniu zachodziły takie mechanizmy, często zwykły spór personalny w kleszczach dziennikarskiego poszukiwania intrygi stawał się nagle mobbingiem. Tak było też w przypadku ostatniego incydentu w Poznaniu, kiedy to TVP miotało oskarżeniem o mobbing w wydaniu lokalnych wiadomości, a działacz w teorii poszkodowany jeszcze tego samego dnia to zdementował. Jako Przedwiośnie jesteśmy raczej zgraną ekipą, zjazdy odbywają się naprawdę w rodzinnej atmosferze i jako sekretarz struktur bez wahania mówię, że mobbing nigdy nie będzie dla nas niczym normalnym. Wszystkie niemiłe sytuacje staraliśmy się od razu wyjaśniać i dalej tak jest.

A jak struktury przyjęły wieść o powstaniu koalicji Lewica? W partii Razem miało miejsce dość huczne odejście sporej grupy działaczy i działaczek, którzy mieli duże wątpliwości wobec sojuszu z Czarzastym i Biedroniem. Również w Sojuszu Lewicy Demokratycznej doszło do małych trzęsień ziemi, odeszła między innymi Katarzyna Piekarska. Co się działo w liberalnej, jak na to środowisko koalicyjne, Wiośnie?

fot. archiwum Łukasza Michnika

To była trudna decyzja dla wszystkich. Wiele osób odeszło. Koalicja ma to do siebie, że często trzeba porzucić osobisty, partykularny interes dla wyższego dobra, dla kompromisu. Czasem, by coś zmienić, by przesunąć dyskurs, trzeba zapomnieć o dotychczas planowanym miejscu na liście, zacisnąć zęby w sprawie jakiegoś punktu programowego i iść na ugodę. Chcemy budować nową rzeczywistość – dlatego warto.

Ja jestem zdecydowany na tworzenie szerokiego podmiotu lewicowego. Tego potrzebowała polska polityka. Od socjalistycznego Razem po stare, socjaldemokratyczne SLD i bardziej liberalną Wiosnę. Chcę tworzyć nowy, duży blok podzielony na frakcje, które i tak koniec końców będą kierować się dobrem lewicy. Nie powtarzajmy starych błędów. Ten projekt moim zdaniem może uratować polską scenę polityczną, może uratować wartości lewicowe i przywrócić im godne miejsce w debacie publicznej.

Sondaże Lewicy rosną, a składowe elektoraty koalicyjnych partii zdają się uzupełniać. Faktycznie wydaje się, że ten projekt ma duży potencjał. Ale tak będzie, dopóki będziecie trzymać się razem, a sam wskazałeś pewne różnice ideowe między wami. Nie jest tak, że wasza zgoda trzeszczy? Zgraliście się już, czy każdy tylko czeka na dobry moment, by się „urwać” i realizować własne interesy?

Sam proces zawiązywania współpracy, tworzenia poczucia solidarności i zgrania między trzema dużymi podmiotami politycznymi, między ludźmi, którzy je tworzą, trwa. Gramy do jednej bramki, ale nie ma co myśleć o tym, że od razu staniemy się jedną wielką rodziną. Niemniej widzę coraz lepszą współpracę i jej wyniki w poszczególnych województwach czy miastach.Coraz silniejsze jest poczucie myślenia w kategorii Lewica, a nie tylko Wiosna, Razem czy SLD.

Rozbijecie duopol?

Taki jest nasz cel. System dwóch partii wiodących, który coraz silniej utwierdza się w naszej przestrzeni politycznej, jest po prostu fatalny. Jeśli cała debata publiczna sprowadza się do wyboru między nieliberalną prawicą i liberalną centroprawicą to powinien być dla nas alarm. Sam nieraz byłem stawiany w sytuacji wyboru mniejszego zła i wiem, jak ciężko się z tego wyrwać.

A uda wam się przebić ze swoimi postulatami, bo…

Jako jedyni prezentujemy dobry, przemyślany plan Zielonej Transformacji. Coraz więcej Polaków widzi, że ratowanie środowiska to nie jest sprawa na kiedyś tam. Tylko my zaplanowaliśmy sprawiedliwą społecznie dekarbonizację, myślimy o farmach wiatrowych czy biomasie. Lewica też głośno mówi o jakości usług publicznych, na temat, o którym nie pamięta ani PiS ani PO. Polityka socjalna PiS-u jest bardzo dobra na wielu polach, my będziemy ją kontynuować, ale pamiętajmy, że musi ona iść w parze z dobrze funkcjonującym państwem, które zagwarantuje nam między innymi lekarza i dostęp do leków. Służba zdrowia jest tutaj niezwykle palącym problemem. Zamierzamy zwiększyć na nią nakłady do 6,8 proc. PKB oraz wprowadzić szerokie programy refundujące leki na receptę, nie będą one kosztować więcej niż 5 złotych. Kolejki do lekarzy specjalistów natomiast nie dłuższe niż 30 dni.

Ja natomiast nieustannie będę mówił o sprawach, które dotykają młodych ludzi. Oni chcą, żeby w końcu ktoś zabiegał o ich interesy, realne, a nie wydumane. Zawsze będę mówił o problemie mieszkalnictwa, transportu, o klimacie, bo przecież musimy mieć gdzie żyć. Potrzebujemy wolności osobistej, ale też gwarancji od państwa, że nie będziemy musieli walczyć tutaj o przetrwanie. Potrzebujemy państwa, które zapewni nam bezpieczeństwo, będzie chronić naszą pracę i zadba o to by była dobrze opłacana. Tylko i aż tyle.

Rozmawiał Wojciech Łobodziński.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Nie uwłaczając temu panu, bajki opowiada. Na wioskach najczęściej jest tyle samochodów w domu co osób (tzn. dorosłych, nie dzieci czy staruszków), więc niech nie opowiada bajek o zrzucaniu się w kilka osób na zakupy samochodem. Chyba że chodzi o tzw. wioskową patologię, co siedzi na socjalu, ani pracować nie umie, a wyjechać też się boi (znam takich). Niemniej to też są ludzie i trzeba im pomóc.
    Podobnie jak z przychodzeniem pod sądy – poza Warszawą i Gdańskiem, gdzie duże skupiska agentury, na pikietach było po kilkanaście osób. I dobrze!

    Ostatnia sprawa: agenda lewicowych organizacji w terenie. Osobiście pamiętam jak to było w Młodych Socjalistach, którzy mieli NAJLEPSZE możliwości z wszystkich ugrupowań lewicowych. Miały być ich Centra Społeczne przynajmniej w każdym mieście wojewódzkim i szło to rzeczywiście w dobrym kierunku, w niekórych województwach było po kilka okręgów. Dlaczego więc nie zbudowano wówczas sieci/agendy lewicowej? Nie chcę porównywać do organizacji, którym ewidentnie było trudniej, bo nie miały pieniędzy na takie cele. Akt II dramatu to Partia Razem (w dużej mierze spadochroniarze z Młodych Socjalistów). Czy przez 4 lata otrzymywania dotacji budżetowej Partia Razem stworzyła ową „agendę” lewicowych organizacji w terenie? Obawiam się że szczytem możliwości okazało się wystawienie kandydatów i to nawet NIE SAMODZIELNIE! Porażka na całej linii.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Mroki katolickiego fundamentalizmu na przełomie kadencji

Symboliczne zamknięcie i otwarcie nowego sezonu parlamentarnego prolongowaną kadencją ustę…