Czyżby szykowała się kolejna prezentacja narodowej mitomanii na dużym ekranie? Wsłuchując się w słowa ministra kultury, można mieć poważne powody do niepokoju. Produkcja, którą w ramach „dobrej zmiany” chce zasponsporować jego resort, ma propagować wiedzę „z zakresu historii Polski”.

Kadr z jednego z najgorszych filmów w historii polskiej kinematografii - Bitwy pod Wiedniem
Kadr z jednego z najgorszych filmów w historii polskiej kinematografii – Bitwy pod Wiedniem

Z informacji zamieszczonych na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wynika, że Piotr Gliński naprawdę chce zrealizować pomysł, którym straszył nas tuż po wyborach – Chcemy zbudować wielki projekt filmowy, który promowałby Polskę poprzez naszą historię, tożsamość. Powiem wprost – chcemy zrobić dobry, wielki polski film patriotyczny, który promowałby Polskę na świecie – mówił Piotr Gliński w listopadzie ubiegłego roku. Teraz jego projekt zaczyna nabierać kształtów. MKiDN ogłosiło właśnie konkurs na najlepszy scenariusz. Szczególnie niepokojący wydaje się warunek, by produkcja ukazywała wydarzenia, które wypłynęły na „współczesną tożsamość Polaków”. Co gorsza, obraz ma zostać zrealizowany z całkowitą powagą. „Organizatorzy pragną przy tym, by scenariusze nie były jedynie artystyczną wizją przeszłości, lecz – opierając się na prawdziwych wydarzeniach lub ich kompilacji -prezentowały polską narrację historyczną w sposób atrakcyjny, zgodny ze współczesnymi trendami kultury popularnej i sztuki filmowej” – tłumaczy ministerstwo.

Jury, które wyłoni zwycięzcę konkursu, składa się głównie z osób kojarzonych z prawicą. Wśród członków tego gremium są m.in. były eurodeputowany PiS Wojciech Roszkowski oraz Rafał Wieczyński, autor kultowego filmu „Popiełuszko”, w którego pierwszej scenie są tzw. „żołnierze wyklęci”, a potem fabuła jest do tego stopnia irytująca, że – jak śmieją się internauci – „nie sposób nie kibicować zomowcom żeby to wszystko rozpędzili”. Pozostali to: Jarosław Sokół (scenarzysta, przewodniczący komisji), Remigiusz Włast-Matuszak (publicysta, sekretarz komisji), Joanna Kos-Krauze (reżyser, scenarzystka), Dariusz Wieromiejczyk (MKiDN), Mateusz Werner (NCK) oraz Rafał Wieczyński (reżyser),  Piotr Gociek (publicysta, scenarzysta), Piotr Dzięcioł (producent) i Wojciech Tomczyk (scenarzysta, literat) – niedawna gwiazda festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”. Po takim składzie trudno raczej spodziewać się wyboru scenariusza opowiadającego o losach bohaterów Rewolucji 1905 roku. Dlatego, podobnie jak to było w przypadku Bitwy pod Wiedniem, Bitwy Warszawskiej czy innego Katynia – oczekującym przyzwoitego poziomu miłośnikom filmu pozostanie omijanie narodowych produkcji w kinowych repertuarach.

Selekcja ma być podzielona na kilka etapów. Na początek jurorzy wybiorą  pięćdziesięciu stypendystów, którzy otrzymają na zachętę 3 tys. złotych.  Ci szczęśliwcy następnie otrzymają zadanie stworzenia zarysu scenariusza filmu. O tym kto dostanie 30 tys. na napisanie ostatecznego scenariusza, komisja zadecyduje do czerwca 2017 roku.

O pomyśle z wielkim uznaniem wypowiadają się inni pisowscy działacze. Ich zdaniem nadchodzą dobre czasy dla polskiego kina patriotycznego. – Polityka historyczna powinna być prowadzona w sposób bardzo aktywny, stąd muzea, również produkcje filmowe pokazujące bohaterów. Jest czymś skandalicznym, że film pokazujący rotmistrza Pileckiego musiał być robiony za pieniądze pochodzące ze zbiórki obywatelskiej. To się tyczy także produkcji, które dotyczą pokazywania Polaków, którzy zostali zamordowani przez Niemców, dlatego, że chronili Żydów – ocenia Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych.

Znacznie mniej entuzjazmu w ocenie projektu ministerstwa wykazują eksperci. – Pomysł świadczy o kompletnym nierozumieniu zasad, na jakich działa światowa kinematografia. Powinniśmy konkurować oryginalną filmową formą albo nieoczywistą perspektywą, którą daje nam nasza pół-peryferyjna pozycja. Nie wypromujemy ani polskiego kina, ani pisowskiej „patriotycznej narracji” filmami o tzw. „żołnierzach wyklętych” czy batalistycznymi produkcjami – tak, jak Rosja Putina nie wypromowała swojej narracji filmem o admirale Kołczaku. Bywają oczywiście wyjątki – np. nagrodzony ostatnio w Berlinie rumuński „Aferim”, pokazujący nieludzkie oblicze niewolnictwa na dziewiętnastowiecznej Wołoszczyźnie. Ale czy minister Gliński dofinansowałby podobny film o pańszczyźnie na polskich ziemiach? – mówi dla Strajk.eu Witold Mrozek, krytyk teatralny i filmowy.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. trujące lekarstwa
    śmierdzące perfumy
    ciemne światło
    wielki karzeł
    tania drożyzna
    głupie mądrości
    głośna cisza
    POLITYKA HISTORYCZNA

  2. To ja Glińskiemu podpowiadam: Tzaras Bulba. Zmieniamy tylko kozaków na Polaków i na odwrót, a wychodzi wspaniale patriotyczny film.
    Aha, kozaków oczywiście wrednych ruskich, a nie przyjaznych ukraińskich.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Globalne ocieplenie: śmierć klimatu arktycznego. Naukowcy podali nowe określenie

Globalny wzrost temperatury generuje coraz poważniejsze konsekwencje. Świat jaki znaliśmy,…