Kraków zaczął znikać pod wodą, grozi to również całej południowej Polsce. Rząd ewidentnie nie radzi sobie z zagrożeniem klęską żywiołową. Mateusz Morawiecki wykręca się wznoszeniem modłów i zmyślaniem na temat bezpieczeństwa powodziowego.

Południowa część Polski zmaga się z obfitymi opadami deszczu i rosnącym zagorżeniem powodziowym. Alarmy z tego powodu ogłoszono w województwach: śląskim, podkarpackim, małopolskim i świętokrzyskim.W czwartek w samym tylko woj. śląskiem strażacy interweniowali już ponad 600 razy, pomagając mieszkańcom tych części kraju chronić życie i dobytek.

Największe do tej pory zagrożenie powodzią powstało w gminie Wilkowice niedaleko Bielska-Białej. Mieszkańcy i służby żywią poważną obawę, że zapora tamtejszego zbiornika retencyjnego nie wytrzyma. Wójt zarządził ewakuację 30 domów znajdujących się w strefie zagrożenia.

W coraz trudniejszej sytuacji znajduje się stolica Małopolski – to już de facto powódź. Do Krakowa fala kulminacyjna na Wiśle ma dotrzeć w sobotę. Tymczasem w czwartek koło południa były już już zalane fragmenty nadwiślańskich bulwarów, w parkach stała woda, a po godz. 15:00 wylał dopływ Wisły, rzeka Serafa, zalewając Bieżanów.

Sytuacja ta kompromituje premiera Mateusza Morawieckiego. W czwartek rano na posiedzeniu sztabu kryzysowego szef zadeklarował: “Modliliśmy się o deszcz. Teraz módlmy się, żeby przestał padać”, ściągając na siebie krytyką mediów, zwłaszcza społecznościowych, bo ludzie od premiera oczekują w takich okolicznościach zdecydowanego i sprawnego działania, a nie modłów.

Jednak jeszcze gorszą niekompetencją popisał się Morawiecki później. Podczas wizyty w Krakowie, gdzie zapoznał się z groźną już wtedy sytuacją, oświadczył na Twitterze: – Dzięki zbiornikowi retencyjnemu Bieżanów na rzece Serafa mieszkańcy Starego Bieżanowa w Krakowie mogą czuć się bezpieczniej.

Premier, po pierwsze, wykorzystał trudne położenie Krakowa do kampanii wyborczej, ponieważ napisał też, że zbiornik powstał ze środków krajowych i “szczególnie w tym roku” skutecznie ochronił mieszkańców krakowskiego Bieżanowa. Po drugie, jego słowa okazały się nieprawdą. Zwrócił na to uwagę były marszałek Małopolski a obecny poseł Marek Sowa, informując, że zbiornik powstał w większości za unijne pieniądze:

– 11 mln [z 14 mln zł] pochodziło z Unii, natomiast resztę dołożyły samorządy: krakowski i wojewódzki – powiedział Sowa “Gazecie Wyborczej”. Inwestycja powstała przed objęcie rządów przez PiS.

Sowa nazwał Morawieckiego “Pinokiem”, zarzucając mu kłamstwo. Przezwisko to przylgnęło już do premiera.

Co jednak najgorsze, godzinę po wypowiedzi Morawieckiego, gdy opuścił on już Kraków, Serafa wystąpiła z brzegów i zaczęła zalewać Bieżanów, ukazując zupełny brak kompetencji rządu w pilnej walce z żywiołem.

Bez skrupułów bierność rządu na obszarze polityki przeciwpowodziowej skomentował prof. Mirosław Miętus, z Katedry Klimatologii i Meteorologii i dyrektor Instytutu Geografii na UG

– Zamiast modlitwy potrzebujemy rozsądnej gospodarki wodnej (…) Potrzebujemy systemu odprowadzającego nadmiar wody do zbiorników retencyjnych, w których moglibyśmy ją przetrzymać na wypadek deficytu opadów.

Naukowiec podkreślił, że w związku ze zmianami klimatycznymi należy przygotować się na powtarzalność sytuacji, w których w Polsce jest kilka tygodni suszy, a potem następują ulewne deszcze i powodzie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Najważniejsze, że nie zalało gruntów żony Pinokia, bo by straciły na wartości, a to by dopiero była klęska. A tak, to mogą zalewać.

  2. No tak, Stalin to by zadekretował, że ma przestać padać i by przestało (cud!), ostatecznie można by odpalić jądrówkę w deszcz.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Unia wkurzona na Turcję, ale bezsilna wobec „szantażu migracyjnego”

Dziś w Brukseli na spotkaniu szefów dyplomacji krajów Unii Europejskiej tematem głównym by…