Za półtora miesiąca prace rozpocznie komisja kodyfikacyjna przygotowująca projekt gruntownych zmian w prawie pracy. Są też pierwsze sugestie od pracodawców, w jakim duchu chcieliby pisać nowy kodeks – i jest się czego obawiać.

Godna praca - jedno z haseł kampanii OPZZ / opzz.pl
OPZZ podczas prac komisji kodyfikacyjnej chce upominać się o płace, stabilność zatrudnienia i układy zbiorowe / opzz.pl

W komisji kodyfikacyjnej zasiądzie siedmiu reprezentantów strony rządowej i siedem osób delegowanych przez związki zawodowe lub organizacje pracodawców. Następnie zostaną podzieleni na podkomisje pracujące nad indywidualnym i zbiorowym kodeksem pracy. Zaczną pracę 1 września br., a skończą po osiemnastu miesiącach, by nowy kodeks pracy mógł przyjąć jeszcze obecny Sejm.

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, chciałby jednak nie jednego, a dwóch nowych zbiorów praw. Jeden obowiązywałby korporacje i duże firmy, drugi obowiązywałby w małych przedsiębiorstwach. W porównaniu z pierwszym byłby znacznie uproszczony. Kaźmierczak przekonuje, że skrajne uproszczenie przepisów o zwalnianiu pracowników byłoby na ich korzyść. – Im łatwiej pracownika zwolnić, tym łatwiej go zatrudnić – oświadczył.

OPZZ zwraca uwagę na to, że pomysł dwóch kodeksów byłby nie tylko niekorzystny dla pracowników, którym ZPiP chce zaserwować maksymalną niepewność zatrudnienia. Na fakt, że jest to pomysł zwyczajnie niekonstytucyjny, dzielący pracowników na kategorie o różnych prawach, umożliwiający większą dyskryminację jednej grupy, zwrócił uwagę Piotr Szumlewicz z centrali związkowej. Jego zdaniem komisja kodyfikacyjna powinna raczej pochylić się nad zarobkami i zwrócić uwagę na to, że bardzo wielu Polaków zarabia poniżej ustawowego minimalnego wynagrodzenia.

Związki zawodowe ostrzegają również przed koncepcją jednolitego kontraktu o pracę, rekomendowaną przez Komisję Europejską i Bank Światowy – kolejnym rozwiązaniem, które być może będzie rozważane przez komisję kodyfikacyjną. Według Banku i KE kontrakt powinien zastąpić równocześnie etaty i umowy śmieciowe. Według Piotra Szumlewicza z OPZZ pracownicy stracą na takim rozwiązaniu – jeśli z założenia miało ono nieco osłabić ochronę zatrudnionych dotąd na etatach, ale poprawić sytuację pracujących na podstawie umowy cywilnoprawnej, to w praktyce (kontrakty pojawiły się już we Włoszech) okazało się, że dochodzi do równania w dół i „uśmieciowienia” umów o pracę. Bank Światowy postuluje bowiem m.in. możliwość łatwego zwalniania pracowników bez podawania przyczyn, a jego projekt kontraktu otwiera drogę do obchodzenia układów zbiorowych. – Elastyczność oznacza po prostu pogorszenie standardów pracy – podsumował Szumlewicz.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. prywatna własność środków produkcji zawsze będzie owocowała konfliktami z uwagi na sprzeczne interesy ich właścicieli i tych, którzy wytwarzają wartość dodaną

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

To nie koniec chaosu w sądownictwie. KRS nie zamierza ustępować, mimo wyroku TSUE

Jest odpowiedź Krajowej Rady Sądownictwa na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejsk…