Ponad tysiąc pracowników Googla podpisało petycję w sprawie projektu „Dragonfly”, umożliwiającego koncernowi powrót na chiński rynek. Jest to bowiem aplikacja, która cenzuruje część wyników wyszukiwarki zgodnie z życzeniem Pekinu.

Google wycofał się z chińskiego rynku w 2010 roku po awanturze wokół włamań tamtejszych prorządowych hakerów na mailowe skrzynki obrońców praw człowieka na Gmailu. Jednak najwyraźniej pokusa, aby wrócić i podpisać intratny kontrakt, zwyciężyła. Decyzję pomógł zarządowi podjąć fakt wejścia na chiński rynek produktów Tesli.

Jednak pracownicy uznali, że mają już dość współpracy politycznej Googla najpierw z USA (tajne zlecenie realizowane dla wojska – „Project Maven” wywołało falę protestów tak silną, że postanowiono wycofać się z realizacji kontraktu), a teraz z rządem w Pekinie.

1400 osób, w tym kluczowi programiści, podpisało petycję do dyrekcji firmy w sprawie projektu „Dragonfly”. Według nich „decyzja Google o współpracy z Chinami podnosi naglące problemy moralne i etyczne”.

Autorzy listu skarżyli się też , że nie mają niezbędnych informacji „do podejmowania etycznie świadomych decyzji dotyczących swojej pracy”. Większość z nich o tym, nad czym tak naprawdę od roku pracuje, dowiedziała się z mediów (sprawę pierwszy nagłośnił portal The Intercept około 2 tygodni temu).

Co ciekawe, Google w czerwcu opublikował wewnętrzny dokument: zbiór zasad, którymi forma ma się kierować przy realizacji kontraktów wykorzystujących technologie oparte na sztucznej inteligencji. „Ai Principles” zawiera mnóstwo górnolotnych zapisów o tym, że sztuczna inteligencja nie może być używana do systemowego łamania praw człowieka. Autorzy listu przypomnieli firmie zapisy z czerwca i zapytali, jak mają się do układania relacji z Chinami.

Zażądali powołania rady etycznej, w której zasiadaliby kluczowi, ale także szeregowi pracownicy firmy.

„Pilnie potrzebujemy większej przejrzystości, miejsca przy stole i zaangażowania w jasne i otwarte procesy. Pracownicy Google muszą wiedzieć, co tworzą” – napisali w dokumencie.

Aplikacja Dragonfly może wystartować w ciągu od sześciu do dziewięciu miesięcy . Automatycznie zablokuje strony internetowe umieszczone na czarnej liście przez władze ChRL (w większości dotyczą one: religii, historii, wojska i polityki wewnętrznej kraju oraz praw człowieka).

Twórcy ocenzurowanej wyszukiwarki odcinają się od niej. Twierdzą, że nie mieli pojęcia, co właśnie wychodzi spod ich palców. W czwartek 17 sierpnia przedstawiciele zbuntowanych pracowników rozmawiali z kierownictwem za pomocą wideokonferencji o swoich postulatach. Jeden ze współzałożycieli Googla Sergey Brin stwierdził, że sam nie miał pojęcia o projekcie zanim Intercept nagłośnił sprawę. Ale większość uczestników spotkania doskonale zdawała sobie sprawę z planów firmy i twierdziła, iż „grunt to wejść na chiński rynek – na razie w wersji ocenzurowanej, a później – zobaczymy”. Przyznawano też otwarcie, że projekt miał być wdrożony wcześniej, ale wojna gospodarcza pomiędzy Chinami i USA go opóźniała.

Google odmawia komentarza dla mediów. Nie wydał też żadnego oficjalnego oświadczenia.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Chile: władze idą na ustępstwa, ale gniew ludu nie gaśnie

Uzbrojeni żołnierze i wojskowe transportery na ulicach Santiago de Chile — obrazy jednozna…