Site icon Portal informacyjny STRAJK

Pracownicy SN alarmują: będą nas zwalniać. Co na to związki?

flickr.com/_ashlee_

Wymiana kadr w Sądzie Najwyższym będzie się odbywać z brakiem poszanowania praw pracowniczych i przepisów prawa pracy – zwracają uwagę zatrudnieni w SN. Okazuje się, że skandaliczna ustawa nie tylko pogrzebie trójpodział władzy, ale również będzie zwiastunem nadchodzącego porządku – w którym prawa ludzi pracy będą przestrzegane wedle uznania władzy.

Czy zmiany w SN uderzą w zwykłych pracowników?

Apel został wystosowany przez szeregowych pracowników. Żadna z centrali związkowych nie odniosła się jeszcze wartościująco do sprawy. Treść oświadczenia jest naprawdę poruszająca. „Wniesiony do Sejmu i aktualnie procedowany projekt ustawy o Sądzie Najwyższym wzbudzający tak wiele zastrzeżeń i emocji, w przypadku rozwiązań dotyczących sędziów Sądu Najwyższego, dotyczy także nas 321 pracowników Sądu Najwyższego: asystentów, urzędników sądowych, pracowników administracyjnych i obsługi, których procedowany projekt pozbawia jakichkolwiek praw pracowniczych gwarantowanych w Konstytucji RP, Kodeksie pracy, przez standardy europejskie, a także Międzynarodową Organizację Pracy, w tym prawo do ochrony zatrudnienia, prawo do okresu wypowiedzenia, prawo do odprawy z tytułu zwolnień, podstawa leży po stronie pracodawcy, a także prawo do równego traktowania” – napisali pracownicy w apelu przekazanym PAP.

Czy zwolnieni zostaną wyłącznie sędziowie i prawnicy? Wszystko wskazuje na to, że nie.  Ustawa”stanowi w istocie narzędzie, które z założenia ma umożliwić wymianę w Sądzie Najwyższym personelu urzędniczego (pomocniczego). Takie zamierzenie Projektodawcy budzi zdecydowany opór, albowiem projektowana regulacja łamie wszelkie (w tym również międzynarodowe) standardy ochrony prawnej należne pracownikom, jak również narusza elementarne zasady współżycia społecznego” – ocenili zatrudnieni w SN.
Nowe prawo mówi,  że pierwszy prezes SN w terminie 3 miesięcy od dnia objęcia stanowiska, „może przedstawić Szefowi Kancelarii Prezesa Sądu Najwyższego, członkom Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego niebędących sędziami oraz pracownikom Sądu Najwyższego niebędących sędziami zatrudnionym na podstawie przepisów dotychczasowych, nowe warunki pracy i płacy”, a w razie nieprzedstawienia takich warunków „stosunek pracy tych osób, rozwiązuje się z upływem tego terminu”.

Co na to pracownicy? „Takiej podstawy wygaśnięcia stosunku pracy nie ma w Kodeksie pracy. Przedmiotową regulację należy ocenić w sposób jednoznacznie krytyczny. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że zawarte w projekcie +upoważnienie+ do zaproponowania przez +nowego+ Pierwszego Prezesa SN nowych warunków zatrudnienia nie zawiera jakichkolwiek wytycznych, którymi ten organ powinien się kierować przy podejmowaniu decyzji w sprawach kadrowych” – czytamy w ich oświadczeniu.

Problemem jest specyfika nowego przepisu, a dokładniej – „luz decyzyjny” odnoszący się do tego czy  danemu pracownikowi SN należy zaproponować nowe warunki zatrudnienia. Taka sytuacja „wywołuje u każdego aktualnego pracownika SN uzasadnione poczucie niepewności oraz dyskomfort psychiczny związany z obawami o kontynuację zatrudnienia, a więc o sytuację materialną”. Pracownicy zauważają też, że projekt nie określa jakichkolwiek kryteriów, którymi nowy I Prezes SN powinien się kierować wybierając, komu z pracowników przedstawi propozycję nowych warunków zatrudnienia w sądzie.

Ryszard Grąbkowski, sekretarz prasowy Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych powiedział w rozmowie z PAP, że pracownicy w razie kłopotów mogą oczywiście liczyć na pomoc jego centrali. Zaznaczył jednak,  że nie jest w stanie stwierdzić, czy wejście w życie procedowanej ustawy o SN rzeczywiście spowoduje, że miejsca pracy pracowników SN będą zagrożone. „Sądzę, że na pewno nie jest to napisane wprost w ustawie, że pracownicy SN stracą pracę z chwilą wejścia w życie ustawy. Natomiast świadczy to o wysokim poziomie emocji, wprowadzonych przez projektodawców ustawy, który powoduje taką reakcję pracowników” – zaakcentował Grąbkowski.

Postawa „Solidarności” jest natomiast symbolem degeneracji tego związku. Jego przedstawiciele oświadczyli, że sprawa nie jest w tej chwili istotna i przyjrzą się jej później.

Exit mobile version