Ich sytuacja jest smutnym symbolem polskiej niesprawiedliwości. Dzięki ich pracy wsparcie otrzymują tysiące rodzin w trudnym położeniu. Co otrzymują w zamian? Marne pensje, wyzwiska – to norma, do której w ostatnich latach dołączyły również sytuacje zagrażające życiu i zdrowiu. Pracownicy Miejskich Ośrodków Pomocy Rodzinie mają tego dosyć.

Pracownicy socjalni to jedna z najgorzej opłacanych grup zawodowych w sektorze budżetowym. Średnie krajowe wynagrodzenie w tej profesji wynosi zaledwie 2600 zł brutto. Oznacza to, że wykonujące odpowiedzialną i ciężką pracę osoby  dostają na rękę nieco powyżej 2000 złotych. Całkiem niedawno głośno było o przypadkach pracowników socjalnych, którzy sami musieli korzystać ze wsparcia MOPSów.

– Naszej pracy nie szanuje nikt. Jesteśmy pomijane przez kolejne rządy, a samorządy mają nas za społeczników, którzy powinni robić to wszystko za półdarmo. Ci z nas, którzy mają większe rodziny, sami kwalifikują się na beneficjentów MOPR czy MOPS. To jest chore. Chory jest system – mówiła w 2018 roku rozmowie z naszym portalem w pracownica radomskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie z 17-letnim stażem.

To jednak nie wszystko. Coraz częściej dochodzi do fizycznych napaści na pracowników MOPS.  W ciągu ostatniego miesiąca doszło do sześciu aktów agresji przeciwko nim.

– Są atakowani siekierami, oblewani kwasem, a nawet, jak miało to miejsce 4 lata temu, pracownicy pomocy społecznej zostali zamordowani, podpaleni w miejscu pracy – powiedział dla Super Expressu Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej oraz członek Rady Pomocy Społecznej. – Oficjalne statystyki mówią, że przemocy, napaści wobec pracowników socjalnych jest ok. 100 rocznie. Jednak z badań przeprowadzonych m.in. przez Uniwersytet Gdański wynika, że aż 80 proc. pracowników doświadczyło napaści czy zranienia w swoim miejscu pracy – dodał.

Związkowcy apelują o podwyżki wynagrodzeń i zapewnienie pracownikom odpowiedniej ochrony poprzez organizacje szkoleń z samoobrony.

„Liczymy, że minister Marlena Maląg doprowadzi do długo oczekiwanych zmian, które realnie podniosą poziom bezpieczeństwa, a także ostrzega przed podobnym scenariuszem, jaki miał miejsce w 2014 roku, kiedy to pomimo ostrzeżeń związkowców doszło do morderstwa dwóch pracowniczek socjalnych w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Makowie” – czytamy w piśmie Federacji.

paypal
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Dlaczego PiS dojechał Międlara? Analityk skrajnej prawicy tłumaczy

Można powiedzieć – wreszcie. Państwo PiS w końcu wzięło się na poważnie za jednego z…