Mauricio Macri, fot. Flickr

W Argentynie kończy się epoka rządów centrolewicy. Wybory prezydenckie wygrał konserwatysta Mauricio Macri z wynikiem 51,4 proc. głosów.

Mauricio Macri, fot. Flickr
Mauricio Macri, fot. https://www.flickr.com/photos/buenosairesprensa/8185338283

Po pierwszej turze wyborów najwięcej głosów miał Daniel Scioli, kandydat popierany przez ustępującą prezydent Cristinę Fernández de Kirchner, dotychczasowy gubernator prowincji Buenos Aires. W drugiej nieznacznie wyższe poparcie uzyskał jednak Mauricio Macri, burmistrz Buenos Aires i biznesmen, stojący na czele prawicowego ruchu „Zmieniajmy” (Cambiamos).

Macri zapowiada ożywienie gospodarki, walkę z korupcją i skuteczniejsze niż dotąd zwalczanie przestępczości. W tej ostatniej kwestii z pewnością jest szczery. Jako dziecko został porwany przez gang skorumpowanych policjantów i uwolniony, gdy ojciec-milioner zapłacił okup. Jeśli chodzi o gospodarkę, kompetencje prezydenta-elekta wyglądają znacznie gorzej. Biznesmen i były prezes klubu piłkarskiego Boca Juniors bardzo starał się, by w kampanii zerwać z wizerunkiem potomka bogatej rodziny, oderwanego od problemów zwykłych obywateli. Dlatego obiecywał uruchomienie wielkiego programu inwestycji infrastrukturalnych i kontynuowanie programów poprawy warunków życia najuboższych, które prowadziła jego poprzedniczka. Równocześnie jednak zapowiedział, że Argentyna musi odzyskać „zaufanie rynku” poprzez radykalne reformy w neoliberalnym duchu. Nic więc dziwnego, że zgromadził wokół siebie wielu zwolenników z kręgów biznesowych i że to właśnie tam najgłośniej świętuje się jego zwycięstwo.

Cambiamos deklaruje się jako koalicja centrowa, a specjaliści od PR starają się pokazać Macriego jako rozsądnego, doświadczonego w zarządzaniu technokratę. W wielkich debatach światopoglądowych, które miały miejsce w Argentynie w ostatnich latach, prezydent-elekt sytuował się jednak zdecydowanie na prawo. Opowiadał się przeciwko prawu do aborcji i przeciw depenalizacji marihuany. Na wiceprezydent wskazał natomiast Gabrielę Michetti, znaną z homofobicznych poglądów. Chce wreszcie wywrócić do góry nogami argentyńską politykę zagraniczną, zawiązując sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i kończąc dobre relacje z Wenezuelą.

[crp]
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kolejne stadium antyrosyjskiej paranoi. Uznali Gretę Thunberg za „córkę Putina”

Spiskowa teoria o tzw. Russiagate, w USA coś na kształt kultu religijnego, którego głównym…