Komornik sądowy nakazał zablokować konta publicysty. Powodem podjęcia tego działania był sądowy wyrok, który zapadł w procesie zaocznym. Michalkiewicz został pozwany po tym jak w jednym ze swoich wystąpień na YouTube skomentował wyrok sądu w sprawie odszkodowania dla ofiary napaści seksualnej, której sprawcą był katolicki ksiądz i zakonnik.

„Dziś wydarzył się mój kolejny dramat! Dramat, na który nie mam już sił. To jest ponad moje siły” – napisała w poniedziałek wieczorem kobieta, której imię i nazwisko podał Stanisław Michalkiewicz. Tymczasem ten ostatni robi z siebie ofiarę.

„14 listopada zajrzałem na konto w banku Santander i z przerażeniem stwierdziłem, że zostało wyzerowane. Obawiałem się, że okradli mnie jacyś hakerzy, więc pojechałem do banku, gdzie wyjaśniło się, że to nie hakerzy, tylko komornik sądowy, który nakazał zablokować konta. Pojechałem do M-Banku, w którym też mam konta i tam hiobowa wieść się potwierdziła. Nie miałem pojęcia, o co chodzi, więc skontaktowałem się z komornikiem, który powiedział, że to jest egzekucja w następstwie prawomocnego wyroku zaocznego, wydanego przez niezawisły Sąd Okręgowy w Poznaniu na rzecz pani [tu imię i nazwisko ofiary – przyp. red.]. Nie miałem pojęcia, kto zacz, ale komornik wyjaśnił, że chodzi o osobę molestowaną ongiś przez księdza. W publikacjach nazywana była Kasią” – napisał na swoim blogu Michalkiewicz.

Prawicowiec wyjawił imię i nazwisko w rozmowie z dziennikarzem korwinistycznego pisemka Najwyższy Czas. W trakcie wywiadu również opowiada o tym jak bardzo to wszystko dla niego dotkliwe i jak jest ofiarą zemsty.

Przypomnijmy. Ofiara księdza wytoczyła Michalkiewiczowi proces za jego komentarz. Poznański sąd przyznał jej 150 tys. zł zadośćuczynienia. Wyrok zapadł zaocznie, bo pozwany nie odbierał wezwań do sądu. Egzekucją wyroku zajął się komornik. W jednym ze swoich licznych nagrań opublikowanych na YT Stanisław Michalkiewicz powiedział o wyroku dot. odszkodowania dla Kasi m. in.:

„Wiele pań za mniejsze pieniądze spódniczki podciąga, a tu milion i dożywotnia renta. Milion złotych to taka panienka jedna z drugą przez całe życie mogą nie zarobić (…) Miliona złotych to taka panienka jedna z drugą przez całe życie może nie zarobić, a tutaj za jednego sztosa. No to żadne kurwy nie są tak wynagradzane na całym świecie”.

Katarzyna tłumaczyła, że pozwała Michalkiewicza, bo nie była „żadną kurwą, tylko dzieckiem, kiedy gwałcił mnie ksiądz”. „Skrzywdził mnie nie tylko ten człowiek swoimi słowami, ale również po jego wypowiedzi wiele osób z jego kręgu życzyło mi śmierci, pisali, że dobrze, że mi się to stało i wiele innych obraźliwych słów” – wyjaśniała.

„Bardzo się bałam kolejnego procesu, nie wiedziałam, czy udźwignę go psychicznie, ale nie mogłam pozwolić na to, aby ten człowiek nie poniósł konsekwencji. (…) Proces trwał krótko, a on świadomie nie odbierał pism z sądu, jak również pozwu. (…) Detektyw potwierdził jego adres zamieszkania, jak również sam Stanisław Michalkiewicz kilka dni temu w rozmowie z komornikiem powiedział, że mieszka w tym mieszkaniu” – napisała na portalu społecznościowym Facebook kobieta.

Katarzyna poinformowała, że Michalkiewicz poprosił o rozłożenie zasądzonej kwoty na raty, ale jej prawnik nie wyraził na to zgody argumentując, że ewentualnym przyrzeczeniom tego człowieka nie można ufać. Katarzyna uważa, że ujawnienie jej prawdziwych danych to prymitywna zemsta Michalkiewicza. „Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało” – napisała.

Być może proces ten pogrąży Michalkiewicza finansowo.

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. W tym kontekście pan Michalkiewicz winien mieć kolejną sprawę; jest RODO i ustawa o ochronie i „obrocie” informacji niejawnych. Ujawnienie danych osobowych i miejsca zamieszkania „pani Kasi” – on jest też publicystą czy dziennikarzem (!) >Najwyższego Czasu< – jest przestępstwem. I nie wiem czy (recydywą ?) nie ściganym z urzędu. Płacz na "zniszczeniem" finansowym jaki uprawia Michalkiewicz jest pusty i zarzucenie komuś "cieszynki" lub schadenfreude są tu bez sensu. Kara finansowa ma być dotkliwa. A Pan M. na takie potraktowanie długo pracował. Po prostu system winien ograniczać "sadzanie" do więzień, a wymierzać (jak np.w Skandynawii czy Holandii) wysokie kary finansowe. Tak aby na prawdę "bolało". Z Panem M. było jak z tym "wilkiem co to nosil razy kilka…….". Żal nad nim jest co najmniej żalem "pustym".
    PS. Jeśli pozwany celowo nie odbiera zawiadomień o procesie (cóż to za argumentacja, że jest to "forma obrony" itp. bzdury – przy takich, jawnych unikach, "ściemie" wobec Wymiaru Sprawiedliwości cokolwiek o naszym by sądzić), Sąd ma prawo procedować bez udziału pozwanego (lub nakazać "siłą" doprowadzić takiego "gościa" na salę sądową); wybrano jak wybrano.

    1. To był proces cywilny a nie karny. W związku z powyższym kara mówi o odszkodowaniu dla pokrzywdzonej, a nie karze więzienia dla sprawcy. Pismo nieodebrane podczas dwukrotnej próby doręczenia (lub odmowy odbioru) uznaje się za dostarczone. Stad zaoczna forma procesu. Zapis ten miał w założeniu ułatwić postępowania w sprawach cywilnych i karnych, jest jednak nadużywany w postępowaniach przeciw dłużnikom prowadzonym przez różnego rodzaju finansowych szulerów czy windykatorów.
      Na tym przykładzie doskonale widać ze kij ma dwa końce i to każdy!

  2. Pani „Kasia” była ofiarą, dopóki nie dostała za to „ofiarnictwo” kasy, o której większość ofiar przestępstw nawet nie może marzyć. Chcąc nie chcąc dobrze na tym zarobiła, więc chodzenie dalej w aureoli męczennicy jest hipokryzją większą, niż kościelna.

    PS. Jeśli zaocznie można skazać człowieka na 150 tys. zł, to może PiS ma jednak rację, że kastę sędziowską trzeba dobrze przewietrzyć. Fakt, że Michalkiewicz nie odbierał powiadomień nie ma żadnego znaczenia, ponieważ jest to powszechnie stosowany sposób „obrony”.

    1. „Kasia” jeszcze nic nie dostała, bo kościół się odwołał. To, że odszkodowanie zostało zasądzone, jeszcze nie znaczy, że ktokolwiek cokolwiek dostał.

    2. A co do „sposobu obrony”, to właśnie po to istnieje w prawie fikcja doręczenia (tzn. pismo nieodebrane kilka razy uważa się za skutecznie doręczone), żeby stosowanie takiej „obrony” nie mogło blokować przebiegu spraw sądowych. Inaczej nie możnaby przeprowadzić żadnej sprawy, bo wszyscy nie odbieraliby wezwań…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Biejat apeluje o normalność: krzyż w Sejmie powinien zostać zdjęty

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat w rozmowie z Gazeta.pl zaapelowała o poważne potraktowani…