Dennis Muilenburg, prezes Boeinga, za czasów którego doszło do dwóch katastrof samolotów produkowanych przez koncern, a potem wyszła na jaw cała seria nieprawidłowości w procesie ich projektowania i certyfikowania, stracił właśnie stanowisko. W biedzie jednak żył nie będzie.

Prezes, który przeszedł w Boeingu karierę od stażysty do najwyższego stanowiska, na do widzenia dostanie odprawę w łącznej wysokości ok. 38 mln dolarów. Składa się na nią m.in. sześciomilionowa nagroda za wyniki. Wyrzuconemu prezesowi będzie również przysługiwało roczne świadczenie emerytalne w wysokości dokładnie 807 018 dolarów. Co prawda w kontrakcie zapisano, że członek zarządu, który nie doczekał emerytury na stanowisku, a został wyrzucony, ma prawo do tej sumy dopiero od 55 roku życia, ale dla Muilenburga nic to nie zmienia. Mężczyzna w 2019 r. świętował właśnie 55. urodziny.

Dwie katastrofy Boeingów 737 MAX, najpierw należącego do indonezyjskich linii Lion Air, a potem latającego dla narodowego przewoźnika Etiopii, kosztowały łącznie życie 346 osób. Ich przyczyną okazała się usterka systemu MCAS, zamontowanego przez producenta w celu automatycznego zapobiegania tzw. przeciągnięciu samolotu (sytuacji, gdy traci on siłę nośną na skutek zbyt mocnego zadarcia dzioba). Po tych wydarzeniach samoloty Boeing 737 MAX zostały uziemione, a jedne skandaliczne doniesienia na ich temat goniły następne. Wyszło na jaw, że Boeing zapewniał kupujących nowy model samolotu, iż latanie na nim w zasadzie nie różni się od sterowania modelem poprzedniej generacji, co nie było zgodne z prawdą. Następnie okazało się, że amerykańska agencja lotnicza FAA, odpowiedzialna za dopuszczanie samolotów do użytku zgodziła się, by Boeing sam wystawił swoim maszynom niezbędne certyfikaty.

W końcu października 2019 r. międzynarodowa opinia publiczna dowiedziała się natomiast, że koncern już na etapie ubiegania się o certyfikację maszyny doskonale wiedział o potencjalnie tragicznym błędzie w działaniu MCAS. Występował on jeszcze w 2016 r. na etapie testowania samolotów na symulatorach. Boeinga kierowanego przez Muilenburga to jednak nie powstrzymało.

W ubiegłym tygodniu Boeing oficjalnie ogłosił, że przerywa produkcję kolejnych egzemplarzy modelu 737 MAX, które do tej pory nadal powstawały i czekały na ziemi na powtórną zgodę na latanie. Wiadomo już jednak, że ta prędko nie nadejdzie. Pod wrażeniem wszystkich strat, i materialnych, i prestiżowych poniesionych przez Boeing doszło do wymiany dyrektora wykonawczego koncernu. Muilenburga zastąpił David Calhoun.

Nie można jednak powiedzieć, by były już dyrektor wykonawczy Boeinga do żadnej odpowiedzialności się nie poczuwał. 5 listopada, krótko po serii skandalicznych doniesień na temat tuszowania informacji o błędach w działaniu MCAS, Muilenburg zrezygnował z rocznej premii w wysokości 13 mln dolarów. Bronił go wtedy m.in. aktualny następca na stanowisku Calhoun. Twierdził, że jako prezes Muilenburg robił wszystko, jak należy.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. I po co to ducie trupy?
    Przecież w umowie była zawarta kwestia odprawy po zwolnieniu ze stanowiska oraz wszelkie elementy mające wpływ na jej wysokość. Skoro umowa pozwalała na wypłatę takiej gratyfikacji – to ją wypłacono.
    Ament.
    Jeżeli w firmie z udziałem skarbu państwa (nawet większościowym) zostanie zawarty taki kontrakt menedżerski, a zapisy umowy nie będą uzasadniały obniżenia tego świadczenia (bo jest przewidziane wyłącznie w związku z tzw. ZAKAZEM KONKURENCJI. To przedsiębiorstwo MA OBOWIĄZEK ODPRAWĘ WYPŁACIĆ!
    Czy histeryzująca na łamach strajku red. Małgosia nie zna (chyba nadal obowiązującego) twierdzenia: ,,Pacta sunt servanda”, które ma również swoje miejsce w kodeksie cywilnym, a wywodzi się wprost z prawa rzymskiego.

  2. Jeżeli to jest prywatna firma to odprawa może być nawet i miliardowa jeżeli udzaiłowcy na to pozwalają. Gorzej jeżeli tego typu odprawy otrzymują prezesi zakładów państwowych.

    1. Oczywiście, że jest to zwykła prywatna firma, jak piekarnia czy zakład szewski.

    2. No to jest właśnie kapitalizm: jak prywatna firma to właściciel może brać cały majątek wypracowany przez tysiące ludzi, a pracownikom kutacha do mordy.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

W cieniu pandemii Trump rozbija związki zawodowe w USA

Pod przykrywką walki z COVID-19 jedna z federalnych agencji forsuje prawo, którego skutkie…