Wczoraj w niemieckim Mesebergu francuski prezydent Emmanuel Macron na wspólnej konferencji prasowej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel ostro zaatakował werbalnie władze tureckie w związku z zaangażowaniem zbrojnym Turcji w Libii. Nazwał je nawet „kryminalnym”. Od momentu, gdy w tym miesiącu turecka marynarka postraszyła francuski okręt na Morzu Śródziemnym, Macron powtarza słowa o „odmóżdżeniu NATO”, w łonie którego Francja i Turcja są sojusznikami.

Chaos wojenny w Libii trwa już 9 lat. pixabay

„Jesteśmy w momencie koniecznego wyjaśnienia polityki tureckiej w Libii, której nie możemy akceptować” – mówił Macron. Według niego, Turcja i jej prezydent Recep Erdogan „nie respektują żadnego zobowiązania z konferencji w Berlinie (ze stycznia), zwiększyły swoją obecność wojskową w Libii i masowo ściągają tam dżihadystów z (częściowo okupowanej przez Turcję, USA i Izrael) Syrii”. To wszystko prawda: Turcja realizuje natowską politykę wykorzystywania dżihadystów z Al-Kaidy i Państwa Islamskiego do przeprowadzania zmian w krajach arabskich.

Bojownicy Al-Kaidy przerzucani tysiącami przez Turków do Libii byli wcześniej finansowani i zbrojeni przez Francję (jak i Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Arabię Saudyjską), a francuskie przedsiębiorstwa współpracowały z Państwem Islamskim w czasie syryjskiej wojny, by realizować cel polityczny NATO, tzn. zmianę rządu w Syrii. Turcja stanęła w Libii w obronie jednego z tamtejszych rządów, powstałego po zlikwidowaniu przez NATO państwa libijskiego. Chodzi o rząd w Trypolisie, uznany przez ONZ, który od zeszłego roku próbuje obalić marszałek Chalifa Haftar z rządu w Benghazi, z pomocą m.in. Francji.

Inaczej mówiąc, sojusznicze państwa NATO popierają dwa różne, bijące się między sobą rządy, co podsyca tamtejszą wojnę. Macron powiedział, że Francja już „nie popiera marszałka Haftara”, i szuka teraz „pokoju” w Libii, co jest polityczną nowością. NATO napadło na Libię z inicjatywy Francji w 2011 r., co, oprócz licznych ofiar i wprowadzenia chronicznego chaosu, zaowocowało kryzysem imigracyjnym w Europie.

Unia Europejska finansowała libijską straż przybrzeżną (należącą do rządu w Trypolisie) i izraelskie spółki wojskowe, by zatrzymać tę imigrację. Teraz boi się, że Turcja zawładnie Libią, co da prezydentowi Erdoganowi okazję do szantażowania państw europejskich poprzez ponowne otwarcie masowej emigracji z Libii do Europy. Angela Merkel sprawiła, że Unia wypłaciła Turcji miliardy euro w zamian za zastopowanie rzeki wojennych uchodźców syryjskich z Turcji do Grecji. Na Turcji zależy jednak Stanom Zjednoczonym, które kierują NATO. Dopóki imperium nie wypowie się wyraźnie w tej sprawie, wojna w Libii będzie z pewnością trwać.

paypal

 

Zobacz także

Syria: ONZ redukuje pomoc humanitarną dla dżihadystów

Po serii nieudanych głosowań Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła w końcu rezolucję o przedłuż…