Nawet 10 lat zajmie odtworzenie populacji rybnej w Warcie, po tym jak prywatna fabryka zatruła wodę tysiącami litrów środka insektobójczego. Policja ustaliła już o którą firmę chodzi. Ponoć mamy do czynienia z potężnym graczem rynkowym.

Prywatna firma chciała zaoszczędzić na utylizacji odpadów. Oto skutki / flickr.com
Prywatna firma chciała zaoszczędzić na utylizacji odpadów. Oto skutki / flickr.com

Do zatrucia doszło 23 października. Tafla Warty zapełniła się tego dnia martwymi rybami. W okolicach brzegów znaleziono ciała innych zwierząt, m.in. dzików i ptaków, które prawdopodobnie napiły się zatrutej wody, lub zjadły skażone toksynami ryby. Ustalenie źródła wycieku zajęło śledczym kilka tygodni. Trucizna znaleziona w ciałach ryb nie odpowiadała wzorcom żadnej z substancji, dostępnych w poznańskich laboratoriach. Sprawę przekazano do Instytutu Weterynarii w Puławach. – To transflutryna, środek insektobójczy, stosowany przeciw muchom, karaczanom i komarom – tłumaczy Ireneusz Sobiak, powiatowy lekarz weterynarii, który koordynuje badania w Poznaniu. – W dwóch próbach mięśni ryb, badania wykazały jego obecność. Dawka była potężna. 7 mikrogramów jest w stanie zabić rybę. Te wyniki były przekroczone o 138 i 118 razy – dodaje weterynarz.

Zaraz po ujawnieniu informacji o katastrofie, do akcji wkroczyły miejscowe środowiska ekologiczne. – Wyłowiliśmy około 10 procent tego, co zostało zatrute. Padły też gatunki zagrożone i chronione. Odbudowa ekosystemu zajmie kilkanaście lat i będzie naprawdę słono kosztować – mówi Sebastian Staśkiewicz z Fundacji Ratuj Ryby.

Podczas śledztwa policjanci wytypowali kilka firm, które używają chemikaliów podobnych do znalezionych w wodzie. Listę została w końcu ograniczona do kilku podmiotów gospodarczych. Przełomem było skierowanie do pracy nurka, który odnalazł nielegalnie wprowadzoną do koryta rzeki rurę kanalizacyjną. Okazało się, że spuszczenie transflutryny do wody było zaplanowaną akcją. Przypuszczalnie przedsiębiorca chciał oszczędzić na utylizacji odpadów.

– To nie zakończy się jednak mandatem. Mieliśmy już do czynienia wcześniej ze skargami na tę firmę. W związku z tym nie będzie to niska kara, może sięgnąć nawet miliona złotych. Mówimy tu o popełnieniu przestępstwa na środowisku. Było to celowe działanie, wskutek którego wylano ogromną ilość toksycznej substancji do rzeki, w wyniku czego posnęło wiele ton ryb. A w związku z tym kara nie może być niska – dodaje Hanna Kończal, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Śledzczy nie zdradzili jeszcze nazwy przedsiębiorstwa, które zdewastowało rzeczny ekosystem. – Przed nami jednak silny przeciwnik i też skala problemu jest bardzo poważna. Z czymś takim nie spotkaliśmy się od 20 lat – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

[crp]

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. jaka nazwa firmy ? sa pod ochrona, ze nie podajecie ich danych ? powninni byc napietnowani w kazdej gazecie. zmuszeni do usuniecia skutkow zatrucia i przywrocenia rownowagi – ile by to nie kosztowalo, zarabiaja przeciez. poza tym skoro zatrucie nastapilo od srodka owadobojczego to sa to patenty monsanto i bayera jak zwykle.
    prosze podac nazwe fimry i kontynuowac sledztwo dziennikarskie ! ludzie musza znac prawde . jesli ktos odwazyl sie zniszczyc srodowisko powinno sie go zniszczyc.

  2. Mam nadzieje, że ten milion to tylko kara, opłacenie kosztów rewitalizacji rzeki powinno być wyekzekwowane osobno. I oczywiście, osoby któ©e podjęły decyzję o spuszczeniu toksyny do rzeki powinny swoje odsiedzieć. Albo lepiej, odpracować społecznie kilka tysięcy godzin, sprzątając nielegalne wysypiska w lesie.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Przeciwnicy „Piątki dla zwierząt” demonstrują w Warszawie

Rano na rondzie Dmowskiego w stolicy protestujący rolnicy z Agrounii rozrzucili świece dym…