Wyszedł nowy raport Amnesty International w sprawie kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. Z rozmów z 72 migrantami wyłania się ponury obraz przemocy służb białoruskich i naruszeń praw człowieka po stronie polskiej. Na Straży Granicznej i rządzie publikacja nie zrobi raczej wrażenia: pushbacków nie przerwano nawet w katolicką Wigilię. 

Amnesty International rozmawiała ze 66 uchodźcami z Iraku, w tym Kurdami i jazydami, siódemką Syryjczyków oraz pojedynczymi migrantami z Sudanu i Libanu. Wszyscy znaleźli się na Białorusi, bo uwierzyli w zapewnienia, że stamtąd droga do Europy jest dużo łatwiejsza, niż skrajnie ryzykowna przeprawa przez Morze Śródziemne.

Migranci opowiedzieli, jak z Mińska byli przewożeni do ogrodzonej strefy przygranicznej, a następnie kierowani w stronę granicy z Polską. Relacjonują, że do szybkiego marszu przez granicę zmuszano ich biciem i szczuciem psami. Część osób opowiedziała, jak Białorusini zmuszali ich do prób przepłynięcia przez Bug lub przejścia po cienkim lodzie. Jedna ze znanych ofiar śmiertelnych kryzysu to właśnie migrant, który utonął w rzece po tym, gdy został do niej wepchnięty.

Migranci, którzy zostali dowiezieni do ogrodzonej strefy przygranicznej, koczowali w niej przez całe tygodnie. Wielu stwierdziło, że nie mieli dostępu do toalety, tkwili pod gołym niebem, dostawali minimalne porcje chleba i wody albo nie mieli w ogóle co jeść. Kilka osób opowiedziało, że białoruscy funkcjonariusze pozwolili im odejść ze strefy za łapówkę.

Polacy ich wypędzali

Tylko jeden rozmówca Amnesty International po tym, gdy przekroczył granicę, nie został błyskawicznie wyrzucony z powrotem. Jak podsumowują autorzy raportu: „Większość z tych, którzy przedostali się do Polski przez płot graniczny, była po kilkuset metrach natychmiast zatrzymywana i wywożona przez polskich żołnierzy. Amnesty International udokumentowało przypadki osób, którym udało się przedostać dalej na terytorium Polski, w tym takich, które przemierzały pieszo wiele dni, zanim zostały zatrzymane przez polskie organy ścigania lub same zgłosiły się do władz po dniach spędzonych bez jedzenia i schronienia”.

Migranci zapewniają, że prosili w Polsce o ochronę międzynarodową, ale nikt ich nie słuchał. Uchodźcy mówią o używaniu przez polskie służby gazu pieprzowego i niszczeniu ich telefonów. Byli wywożeni na Białoruś, chociaż polscy żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej widzieli, że po drugiej stronie uchodźcy są bici i źle traktowani. I już choćby z tego powodu, piszą autorzy raportu, Polska naruszyła prawo międzynarodowe. Nie można bowiem odsyłać nikogo do kraju, w którym człowiekowi grożą tortury i prześladowania.

W gorzkich słowach Amnesty International pisze również o postawie Komisji Europejskiej. Obrońcy praw człowieka nie mają wątpliwości: migrantom należy pomóc. Tymczasem KE i jej ostatnie propozycje pomocy dla Polski w sprawie granicy sprowadzają się do przyzwalania na wypędzanie ludzi.

Push-back w Wigilię

A takie działania trwają. O zatrzymaniu grupy cudzoziemców w pobliżu zachodniego skraju Zalewu Siemianówka 24 grudnia poinformował w mediach społecznościowych dziennikarz Piotr Czaban. Wcześniej ludzie ci utknęli na pobliskich bagnach. Zdołali skontaktować się z Grupą Granica i wskazać, gdzie są, jednak w trudnym terenie aktywiści nie zdążyli do nich dotrzeć, zanim nie zauważyła ich Straż Graniczna.

Migranci w wieku od szesnastu do 40 lat prosili o ochronę międzynarodową w Polsce. Mimo to jeszcze w noc wigilijną cudzoziemcy zostali najprawdopodobniej wywiezieni na Białoruś. Tylko dwie osoby z grupy ukryły się w lesie i, jak podał Piotr Czaban, następnego dnia dotarły do Niemiec.

– Prognozujemy, że Aleksandr Łukaszenka zadba o to, żebyśmy w święta mieli co robić. Jestem przekonany, że będą nowe odsłony konfliktu, i musimy temu przeciwdziałać – powiedział w Polskim Radiu 24 wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik.

W Bruzgach, gdzie dla migrantów wraz z nastaniem chłodów urządzono prowizoryczne schronienie w hali, ciągle znajduje się ok. 600 osób. Nadal wierzą one, że nawet przed Nowym Rokiem zostanie dla nich otwarty korytarz humanitarny do Niemiec. Część uchodźców nie ma do czego wracać, żeby dostać się na Białoruś samolotem sprzedali wszystko, co jeszcze mieli w ojczyźnie.  Inni, głównie Syryjczycy, uciekali do Europy z obozów dla uchodźców w Libanie, Turcji, Jordanii – nie mają już powrotu na terytorium tych państw.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…