Strajk.eu rozmawia z Jakubem Grzegorczykiem, działaczem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza”. 

Nie masz ochoty czytać? Odsłuchaj rozmowę w formacie audio.


Jesteś autorem tekstu „Nadchodzący kryzys Dobrej Zmiany”, który ukazał się na stronie Inicjatywy Pracowniczej. Mam wrażenie że część tez w nim postawionych może się wydać bardzo kontrowersyjna dla przeciętnego obywatela. Twierdzisz w nim, że partia Kaczyńskiego nie reprezentuje interesu polskich pracowników, a także nie jest w stanie skutecznie odpowiedzieć na potrzeby pracowników. No ale przecież PiS podwyższył płacę minimalną, a także jako pierwszy rząd, zapewnił minimalną stawkę godzinową dla pracowników zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Jak chciałbyś przekonać szarego człowieka do swoich argumentów?

Kluczowe jest zrozumienie kontekstu, w jakim ten tekst został napisany. Odnosi się do fali narastających protestów i buntów pracowników budżetówki. Kolejne grupy zawodowe masowo, na skalę ogólnopolską wyrażają niezadowolenie, przede wszystkim z poziomu płac. Mamy do czynienia z zapowiedzią strajku generalnego w oświacie. Trwa skoordynowana kampania OPZZ pt. „Polska potrzebuje godnych płac”, mamy protestów sądów i prokuratur. Jesteśmy świeżo po ostrym konflikcie w policji. Kontekst jest taki, że partia, która przedstawiła się jako prosocjalna i jest tak postrzegana,  przez wielu komentatorów, nawet po lewej stronie sceny politycznej jest interpretowana jako formacja propracownicza, mierzy się z bardzo dużym społecznym i związkowym oporem i żądaniem podwyższenia płac i poprawy warunku pracy. A więc jest to wskaźnik, że dotychczasowe działania i zmiany były niewystarczające.

Rząd PiS jako pierwsza władza od bardzo dawna utrzymuje bardzo dobre stosunki ze związkami, a przynajmniej z jednym związkiem zawodowym – „Solidarnością”. Piotr Duda z Andrzejem Dudą i Jarosławem Kaczyńskim idą w ramię w ramię. 

To jest sojusz, w którym „Solidarność” w mojej opinii i chyba nie tylko mojej, powiela błędy z czasów rządów koalicji AWS-UW, kiedy stała się parasolem ochronnym  i związkowym listkiem figowym, którym może się rząd zakrywać i mówić: zobaczcie popiera nas największy polski związek zawodowy. Tymczasem, jeśli chodzi o zachowanie „Solidarności” zarówno jeśli chodzi o politykę centrali, jak również, niestety coraz częściej postawę poszczególnych struktur zakładowych czy branżowych, to mamy do czynienia z zachowaniami,  które ewidentnie kwalifikują się jako działania żółtego związku zawodowego.

Jakie to działania? 

Chociażby słynny konflikt w LOT. Ostry spór, lokaut, brutalne łamanie praw pracowniczych. Co robi”Solidarność”? Mówi: „nas nie interesuje ten problem, to nie nasz spór”. Sekcja „Solidarności” podpisuje porozumienie z pracodawcą, podczas gdy drugi związek zawodowy otrzymuje dyscyplinarki i jest przeprowadzany lokaut. To samo działo się dwa lata temu w służbie zdrowia. Trwał tam protest związków branżowych różnych zawodów medycznych, a ministerstwo zdrowia prowadziło negocjacje z „Solidarnością” służby zdrowia. To samo było w edukacji przy okazji zapowiedzi strajku i ostrego sporu o płace. Było spotkanie negocjacyjne, minister opuściła salę, a za nią grzecznie „Solidarność”. Problem polega na tym, że „Solidarność” wchodzi w taką rolę, że nie tylko broni rządu werbalnie, w buńczucznych zapowiedziach,  mówiąc ustami przewodniczącego, że „nakryje czapkami demonstracje KODu”, ale również zaczyna łamać protesty innych związków zawodowych.

Piotr Duda mówi, że dobre stosunki z rządem to szansa dla polskich pracowników. Zresztą, po tych zerwanych negocjacjach nauczycieli z ministerstwem edukacji przewodniczący „S” przypomniał, że jego związek pamięta jak się walczy i jeśli będzie trzeba, to wyjdzie na ulice przeciwko temu rządowi. Czy jesteś w stanie uwierzyć, że „Solidarność” wystąpi przeciwko PiSowi? 

Trudno mi postawić jednoznaczną prognozę, natomiast na pewno jest wyczuwalne wrzenie w dołach, strukturach zakładowych czy branżowych „Solidarności”. Jest niezadowolenie.

Dostrzegasz takie nastroje jako działacz związkowy?

Dostrzegam. Nie mam co prawda wyników badań na potwierdzenie tej tezy, jednak wyczuwalna jest pewna atmosfera. Odwołać się mogę do doświadczenia z działalności w Inicjatywie Pracowniczej, do sytuacji kiedy ludzie z różnych struktur „S” się do nas odzywają, albo wyrażają żal podczas wspólnych akcji, że ich związek po raz kolejny się politycznie zblatował z ekipą rządzącą.

Wspominałeś o bardzo znanych przypadkach zdrad „Solidarność” na poziomie ogólnopolskim. Ale chciałbym żebyś opowiedział też o doświadczeniach z  tym związkiem na poziomie lokalnym czy zakładowym. Czy są też przykre przypadki? 

Bardzo smutne i tragiczne było zachowanie „Solidarności” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie dyrektor z politycznego nadania środowisk bliskich PiS, ale również PSL otrzymał bardzo mocne poparcie zakładowej „S”. Takim przykładem, trochę wyabstrahowanym od polityki, ale pokazującym jaki często związki zawodowe mają problem jest sytuacja w Volkswagenie, gdzie „Solidarność” jest bardzo silnie zblatowana z zarządem spółki.

Jedna z największych fabryk samochodowych w Polsce…

Chyba nawet największa. Chodzi o zakład w Poznaniu. Tam jest liczna struktura „Solidarności”, ale w stosunku do Inicjatywy Pracowniczej zachowuje się w sposób skandaliczny. Odmawia dopuszczenia nas do rozmów i negocjacji z zarządem, gdyż nie spełniamy kryterium reprezentatywności, Próbowali nas także sądowo uciszać, kiedy krytykowaliśmy ich postępowanie na zakładzie.

Chciałbym jednak zaznaczyć, że „Solidarność”, jak każdy związek, nie jest monolitem. Jest całkiem dużo kontrprzykładów, w których współpraca na poziomie zakładowym całkiem dobrze się układa, Takim przykładem jest Amazon, gdzie relacje pomiędzy nami zaczynały się bardzo słabo. Była niechęć i rywalizacja, a w tej chwili są organizowane wspólne wyjazdy, chociażby na akcję protestacyjną do Berlina, gdzie udaliśmy się aby wręczyć feed back Jeffowi Bezosowi, właścicielowi Amazona, który odbierał w niemieckiej stolicy nagrodę. To był wspólny wyjazd „Solidarności” i Inicjatywy Pracowniczej, w dodatku zorganizowany przez niemiecki związek Verdi, czyli związek raczej łagodny, ale utrzymujący dobre kontakty i z nami z „Solidarnością”. Więc na poziomie zakładów zdarzają się ludzie z „Solidarności”, którzy chcą coś naprawdę zrobić i walczyć o prawa pracownicze.  Z nimi można udanie współpracować, zrobić coś razem.

W swoim tekście stawiasz tezę, że PiS w żadnym stopniu nie narusza interesów wielkiego kapitału. Tymczasem ja sobie przypominam taką sytuacje z 2018 roku, kiedy rząd Morawieckiego wprowadził daninę solidarnością, a więc formę opodatkowania najbogatszych. 

Oczywiście możemy znaleźć takie przykłady, które przy pewnej dozie dobrej woli można by zinterpretować tak, że linia socjalna PiS jest konsekwentna. Jednak kiedy spojrzymy na całokształt to widzimy tylko ten jeden podatek, mający w dodatku charakter docelowy, a więc przeznaczać się go będzie wyłącznie na potrzeby opiekunów osób niepełnosprawnych. Stawiając tezę, o której wspomniałeś miałem na myśli sytuacje, w której z jednej strony mamy rozbudzone retoryką Prawa i Sprawiedliwości aspiracje płacowe, ale też aspiracje ludzkie, zawodowe, jeśli chodzi o jakość pracy w bardzo wielu branżach, sektorach i miejscach pracy. Nie mamy do czynienia  z żadną radykalną przebudową systemu redystrybucji bogactwa, jeśli chodzi o system podatkowy czy różnego typu świadczenia. Mamy tylko łatanie – tutaj wprowadzimy zasiłek na rzecz osób niepełnosprawnych, tutaj uszczelnimy system vatowski. Ale nie ma dążenia do radykalnego przeorientowania podziału bogactwa na linii praca- kapitał. To jest moim zdaniem pułapka, w którą wpadać będą wszystkie rządy konserwatywne, wszyscy próbujący wymykać się podziałowi lewica-prawica populiści w rodzaju Kukiza czy włoskich populistów, którzy z jednej strony rozbudzają apetyty klasy pracującej, a z drugiej nie chcą naruszać struktury podziału władzy i bogactwa w ramach gospodarki kapitalistycznej. Dopóki koniunktura i łatanie budżetu wpływami z podatków pozwala im zachować równowagę budżetową to wszystko działa, ale w sytuacji, kiedy mamy spowolnienie gospodarcze, a rozbudzone aspiracje pracownicze zataczają coraz szersze kręgi i obejmują kolejne grupy zawodowe, to wówczas i konserwatyści i populiści nie wiedzą za bardzo co zrobić.

Myślisz, ze partia Kaczyńskiego wpadła już w taką pułapkę, tylko jeszcze o tym nie wie? 

Tak mi się wydaje. To jest oczywiście połączenie kilku czynników, nie kwitowałbym tego wyłącznie 500 plus, ale chodzi o całą retorykę, przywracanie godności, wyższe płace, ujmowanie się za tymi, co wypadli podczas transformacji. To świetnie, że w debacie publicznej zaczęło to wybrzmiewać, to otrzeźwiło nawet liberałów i to, co w Polsce robi za lewicę. Zaczęli się odnosić częściej do kwestii klasowych, socjalnych. W konserwatywnym paradygmacie jest to jednak nie do utrzymania. To będzie generowało kryzysy, a że mamy do czynienia z partią prawicową, to władza będzie kanalizować niezadowolenia na pola konfliktów, na których czuje się dobrze – ochrona granic, spójność kulturowa, narodowa i etniczna, ochrona przed „zalewem” imigrantów. Prawica już to robi. choćby Trump w USA, jednak jest to klasyczny problem konserwatywnej prawicy, z którym musi się zmagać na całym świecie.

Konserwatywny rząd PiS jest zapatrzony jak w święty obrazek w konserwatywny rząd Victora Orbana. Tymczasem na Węgrzech coś ostatnio pękło. Najpierw setki tysięcy ludzi protestowały przeciwko reformie prawa pracy, a wczoraj w fabryce Audi Hungaria, należącej do Volkswagena rozpoczął się strajk. Czy sytuacja nad Balatonem może być przestrogą dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości? 

W moim odczuciu Orban znajduje się w podobnej sytuacji, co PiS. Tam również zostały rozbudzone aspiracje równościowe klas ludowych, a z drugiej strony mamy realizowane te same konserwatywne projekty „przywracania godności” i odbudowywania suwerenności. Jest to też funkcjonowanie w gospodarce kapitalistycznej.  Ta gospodarka narzuca rządzącym określone oczekiwania, które muszą spełnić.

W przypadku Orbana rozbiło się to o projekt słusznie nazywany przez uczestników protestów „prawem niewolniczym”, wprowadzającym trzyletnie okresy rozliczeniowe, przy dwukrotnym zwiększaniu limitu nadgodzin. Mamy też świeży strajk w Audi w Gyoer. Mogę zdradzić, że Inicjatywie Pracowniczej udało się już nawiązać kontakt z tamtejszymi pracownikami, będziemy wspólnie protestować i wyrażać solidarność.

\Czy sytuacja na Węgrzech jest przestrogą? Myślę, że jak spojrzymy na te wszystkie spory, działania PiS, Fideszu czy Bolsonaro w Brazylii, to widzimy maskaradę, która nie rozwiązuje żadnych problemów społecznych, a jedynie może przekierowywać gniew społeczny z kwestii klasowo-socjalnych na kwestie tożsamościowo-nacjonalistyczne.

rozmawiał Piotr Nowak

paypal

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Słuszne uwagi za wyjątkiem doszukiwania się jakichkolwiek powiązań między Polską i Węgrami oraz Brazylią. Bolsonaro nie jest tropikalnym Obranem ani Kaczyńskim, lecz następcą ich odpowiednika (Partii Pracujących), który obrał błędną strategię. Zarówno PP, jak i PiS, chcą jedynie łagodzić skutki liberalnego kapitalizmu (bieda i wykluczenie) za pomocą ograniczonej redystrybucji wzrostu gospodarczego. Ponieważ cykle koniunkturalne są stałą cechą kapitalizmu, to rządy solidarystów trwają dopóki, dopóty nie nastanie kryzys. Potem władze przejmuje opozycja i tutaj Polska będzie już drugą Brazylią. Rozbudzone apetyty natychmiast zostaną „zaspokojne” ekstremistyczym libertarianizmem.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Między Matką Hutą a Matką Boską [reportaż]

Jest w Polsce miasto, w którym potęga kleru koegzystuje ze świeckim społeczeństwem. Rządy …